sobota, 28 stycznia 2012

16. Przemiły dzień... HahaXD...

 - Justin! Co wy robicie?! - krzyczała na nas mama Justina.
 - Co...? - obudził się JB.
 - Jesteście w samej bieliźnie! - obudziłam się i po kryjomu pod kołdrą ubrał dżinsy, a Justin w tym czasie bokserki, spodnie i bajerował mame. - Dobra, rozumiem... Ale czemu jesteście w samej bieliźnie?!
 - Bo jest gorąco, a nam się strrrasznieee chciało spać. - szybko zdjęłam dżinsy <<<żeby nie było, że on się rozbiera, a ja nie>>>.
 - I tylko zdjeliście ciuchy?
 - Tak. Mamo, czy ty mi nie ufasz??
 - Ufam ci. No może troche nie...
 - Mamo! Mam 17 lat i 8 miesięcy!!!
 - No właśnie! Nie wiadomo co ci do głowy wpadnie!
 - Nie jestem już dzieckiem! Wiem co robię i znam tego kosekwencje!
 - Dobrze jak wolisz! Ale jeśli coś się stanie, to będziesz miał szlaban na gwiazdorstwo! - powiedziała Pati i wyszła trzaskając drzwiami.
 - Zbieraj się. Idziemy po testy ciążowe. - powiedział z pokerface'm.
 - Ok. - odpowiedziałam bez zbędnych komentarzy. Poszliśmy do najbliszszego sklepu i kupiliśmy testy. Oczywiście mieliśmy na sobie wieeelkieee kaptury, żeby nie było, że Justin ma dziecko. Wróciliśmy do jego domu, poszłamdo łazienki.
 - Justin... - powiedziałam drżącym głosem, JB zrobił wielkie oczy. - Nie jestem w ciąży! - krzyknęłam, ale na tyle cicho, żeby jego mama nie usłyszała.
 - Jejuuu... Ale mnie przestraszyłaś!
 - Haha! - wziął mnie na ręce i się ze mną kręcił w kółko. - Ale wiesz co... Przydałoby się, żebyś przeprosił mame...
 - Co to to nie! To ona na nas naskoczyła.
 - Ale miała słuszne podejrzenia...
 - No tak... Czemu baby mają lepsze argumenty niż my, mężczyźni?
 - Nie wszystkim babom odwalił zapach lakieru do głowy...
 - Znaczy... co?
 - No chodzi mi o to, że nie wszystkie dziewczyny są takie głupie jak Wika S.
 - Aaaa... To chodź mnie pilnuj, żebym nie powiedział do mamy czegoś, co będe później żałował. Ok?
 - Nom chodź.

 - No już... Zaczynaj. - szepnęłam Justinowi do ucha.
 - Mamo. - powiedział sucho, a ja go walnęłam w bok. - Mamusiu... - powiedział już milej. - Słuchaj, chciałem cię przeprosić za rano. Ale moge ci obiecać, że... przynajmniej narazie... Nic się nie stanie.
 - Och synku... - przytuliła się do niego, Justin już jej chciał się wyrwać, ale mu posłałam wściekłe spojrzenie. - Dziękuje.
 - Ale za co? - zapytał zdezorintowany JB.
 - Za twoje przeprosiny... Chociaż to pewnie zasługa Ani. Nieprawdaż?
 - Nie. Sam Justin panią przeprosił. Ja mu nic nie mówiłam. - powiedziałam szybko, ale bez nerwów. JB posłał mi wdzięczne spojrzenie. Puściłam mu oczko, na szczęście Pati była do mnie tyłem, ponieważ nadal dusiła Justina.
 - Mamo... Puść mnie, proszę. Chcemy iść do pokoju się jeszcze ogarnąć.
 - Dobrze synku, papa.
   Ubraliśmy się szybko i poszliśmy do mnie. Zmieniłam bieliznę i wróciłam do Justinka.
 - O nie! Gdzie Romcio?! - pobiegłam go szukać. - Romcio!!! Gdzie jesteś kotku!? Oh! Romeo, tu jesteś. Kotku mój kochany! - przytuliłam Romcia. - O. Widzę, że ktoś się tobą zaopiekował. - Romcio wskoczył na biurko i przyniósł mi kartke ,,Hej Ania. Wiem, że jesteś u Justina, ale rodzice powiedzieli, że musisz Romea bardziej pilnować. Zaopiekowałam się nim gdy cie nie było. Jak coś to jesteśmy w mieście. Papa.                                                 Jula.
 - Ufff... Julka to spoko siostra...
 - Nooo... Chciałbym taką mieć... - powiedział JB przytulając mnie od tyłu. - No to jak...? Twoich rodziców nie ma... Może mała powtórka z rozrywki...?
 - Nieee... No bo... Bo... - jąkałam się.
 - No co? Aż tak źle było?? - powiedział Justin wysokim głosikiem, chyba mu mutacja wróciłaXD.
 - Nieee... Tylko... Chodzi o to, że moja rodzinka może za chwile wrócić... O są! - uciekłam mu na dół.
***oczami Justina***
 - Nieee... Tylko... Chodzi o to, że moja rodzinka może za chwile wrócić... O są! - Anka uciekła do nich na dół. Ona się mnie boi? Czy może się boi zrobić to jeszcze raz... Hmmm... Te baby to są trudne do rozgryzienia... A co mi tam, idę do nich! - Dzieńdobry! - powiedziałem do rodziców Ani.
 - Cześć Justin! - przywitał mnie jej tata i przybił mi piątke... Yyy... Dobra, zaczynam się ich bać...
 - Witaj Justinku! - przytuliła mnie mama Anki. Oni chyba mnie tu wielbią ^^
 - Czeeeść!!! - wyskoczyła na mnie Jula, a za nią Romeo i Lola zaczęły się do mnie łasić.
 - Chodź Justin... - powiedziała Anka wychodząc już po schodach.
 - Anka... - zacząłem, gdy byliśmy już w pokoju Ani. - Co się tu dzieje??
 - Tak szczerze... To sama nie wiem. Dziwnie się zachowują... Strrraszzznieee dziwwwnieee... - posłała mi złowieszczy uśmiech, oto moja mina: O_o?! - Nabrałeś się!!! - wziąłem ją na ręce i zacząłem się z nią kręcić o całym pokoju. Bez śmiechu się nie obyło (*tłumaczenie; śmialiśmy się jak debile). W końcu padliśmy na jej łóżko.
 - Kocham cię... - szepnęła.
 - Ja siebie też... - odszepnąłem.
 - Ejjj!!! Ty idioto! - wskoczyła na mnie. Zbliżyła się do mnie i ... dała mi małego buziaka i spowrotem się koło mnie położyła. - Hahaha! Żebyś widziała teraz swoją mine!
 - Hmmm... Zgaduje, że jest przeurocza. - posłałem jej słodki uśmiech :)
 - A tak wogóle... Czemu masz tyle czasu wolnego?? - zapytała Anka, nie dokońca ją zrozumiałem.
 - Ale, że co? - spytałem z głupią miną.
 - No nie wiem... Nie pracujesz nad nową płytą, teledyskiem, piosenkami, a wywiady i wogóle??
 - Mała przerwa... Tak mniej więcej na miesiąc, czyli do końca czerwca. Ale później powrót do pracy... Ehh...
 - Aha... Przepraszam...
 - Za co? - czemu te baby są takie niezrozumiałe??
 - No za zepsucie atmosfery... - powiedziała ze skruchą... Ja piernicze! O co tym babom chodzi?!
 - Eee tammm... Masz prawo zapytać, wiedzieć i masz prawo do tego... - Anka zrobiła dziwną mine. A ja ją pocałowałem.
 - Aaa... O to ci chodziło... Hah! Kocham cie idioto!
 - Ja siebie... ciebie też kocham... Hahahah! Masz świetną mine!
 - O nie...
 - Co?!
 - Ja jeszcze przecież muszę chodzić do szkoły... A nie byłam już od 2 tygodni... Zaraz wracam. - powiedziała moja miłość ^^
***oczami Anki***
 - Mamooo!!! Gdzie jesteś?!?!
 - Tu jestem córciu! - odezwała się mama z ogródka.
 - Mamo... Mam przerąbane w szkole... Nie chodziłam do niej jakieś 2 tygodnie...
 - Spokojnie... Zadzwoniłam do szkoły i masz je usprawiedliwione. Dziś jes sobota... Od poniedziałku chodzisz do szkoły, potem sobota, niedziela, w poniedziałek pożegnanie i masz wakacje.
 - Ale co im powiedziałaś??
 - Problemy rodzinne... Haha! Uwierzyli. Prawde możesz powiedzieć tylko swoim NAJLBLIŻSZYM PRZYJACIOŁOM, którym UFASZ. Zrozumiano??
 - Tak... Dziękuje mamooo... - przytuliłam ją. - Ale czemu to zrobiłaś?? Inne mamy by do tego nie dopuściły.
 - A tam... Wakacje tuż tuż... Musisz poprzebywać też trochę ze swoją miłością:D A tak wogóle... Ile masz przyjaciół w szkole...?
 - Przyjaźnie się z takimi dwoma naj naj przyjaciółkami, ale to nie jest wiesz taka prawdziwa PRZYJAŹŃ, tylko taka znajomość. Czasem z nimi spędzam przerwy, jakbym czegość potrzebowała to czasem pomogą, ale nie wiele od nich chce więc mi jeszcze nie odmówiły. Ja im też pomagam. Ale tak to to wiesz... Tęsknie za Wiki i Zuzą...
 - To dobrze!
 - Yyy??
 - Przyjeżdżają do ciebie na całe wakacje!
 - Jeeesssttt!!! Allleee suuupppeeerrr!!! Idę powiedzieć Justinowi!!!
 - On to chyba słyszał... - powiedziała mama kryjąc śmiech, popatrzyłam na schody, a tam siedział przestraszony nie na żarty Justin. Gdy go zauważyłam uciekł do pokoju. - Haha. Widziałaś jego mine?? Ahahaha!
 - Tak. Idę go postraszyć, haah!

 - Justinnn... Wiesz, że cie kochammm...
 - Wiem...
 - A wpuścisz mnie...? - mówiłam słodko do drzwi do kibelka.
 - To zbyt niebezpieczne...
 - Dobrze czekaj chwilke myszkooo...
 - Yyy... Ok?! - zapytał wysokim przestraszonym głosikiem. Znalazłam klucz do łazienki i gdy usłyszałam ciche chrapanie otworzyłam łazienke.
 - Jaki on słodki... - szepnęłam sama do siebie, położyłam się koło niego. - Justin... Kotku... Kochanie... Wstawaj...
 - Yyy... Aaa!!! Zostaw mnieee!!! - uciekł do mojego pokoju, na szczęście zdążyłam zamknąć garderobę i drzwi do mojego pokoju na klucze i je schować. Szybko też zamknęłam drzwi do łazienki i schowałam klucz pod nieuwage mojego roztrzęsionego chłopaka. Justin uciekał po całym pokoju próbował wyskoczyć przez okno, ale je zakneblowałam. W czasie, gdy on uciekał, ja sobie spokojnie stałam i patrzyłam na niego rozbawiona... Nie no... To już za długo trwa... Biega już tak półtorej godziny (1:30). Wypadła mu komórka z ręki, dziwne że cały czas z nią biegał... Patrze na wyświetlacz, a tam wiadomość ,,Justinku wracaj do domu, twój tata wrócił na tydzień. Wiem, że nie pokazywał się przez 2 lata, ale musicie się spotkać. Twoja mama''. To to spowodowało jego dziwne zachowanie?? Muszę go uspokoić.
 - Justin! - złapałam go i położyłam na łóżko, sama się na nim położyłam. - Justin pogadajmy normalnie. Dobra? Spróbuj się uspokoić. Dobrze skarbie?
 - T...takk... - powiedział roztrzęsiony.
 - Chcesz pogadać o tym sms-sie?
 - Nie. - powiedział sucho i nerwowo.
 - A chcesz się z tym zdrzemnąć? Może to pomoże...
 - T... Tak... Ale t... Tutaj...
 - Dobrze... Połóż się i śpij. Jestem przy tobie...
   Justin wreszcie usnął, ja też...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz