- Mraaa!!! Miau! Mrrr... Mrrr... - budził mnie Romeo. Ehhh... To imie chyba do niego pasuje, no bo trzeba być Romeo żeby budzić człowieka mruczeniem XD.
- Romcio... Cichutko... Bo Justina obudzisz... - uspokajałam Romea. - No popatrz jak on słodko śpi. - wskazałam na Justina, a Romcio natychmiast obrócił głowe na pokazane miejsce. On chyba był tresowany. - No chodź. Dam ci śniadanko. - dałam Romciowi miske ciepłego mleka, było ciepłe bo całą noc leżało na grzejniku <<<nie wiem czemu w lecie się jeszcze grzeje w grzejnikach, ale tak mi się podobałoXD>>> i galaretke z kaczką... - Blee... Ale to jebie... - szeptałam do Romcia. - Smacznego Romeo. Tylko nie budź Justina i bądź grzeczny. Ja ide do łazienki. - podeszłam do drzwi, a Romcio na to:
- Miau!
- Cicho. Idę do łazienki.
- Mrau!
Po paru zdaniach, które wymieniliśmy, postanowiłam, że zaczekam, aż Romeo zje i go wezme do łazienki. Romcio zjadł. Poszliśmy oboje do łazienki; ja kibelek, Romeo kuweta. Ja wanna, Romeo ręcznik, który zwalił i na nim się zaczął myć.
- Ania... Jesteś tu? - JB wszedł do łazienki.
- Tak,pod prysznicem.
- Czekaj na mnie.
- Co?! - Justin zaczął się rozbierać, a ja próbowałam zwalić Romea z ręcznika, kiedy Justin nie patrzył. - Justin co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam kiedy wszedł mi pod prysznic. Ja się próbowałam zakryć, ale on mnie zaczął przytulać i całować. - Już o tym rozmawialiśmy...
- Wiem... Ale ja jestem gotowy.
W sumie ja też byłam gotowa, ale się strasznie bałam... Po chwili postanowiłam, że uciekne spod prysznica. Wzięłam dupe w troki czy kroki czy coś i wyrwałam się od niego, wzięłam ręcznik i pobiegłam do garderoby. Na szczęście była na kluczyk, który był w środku. Zamknęłam się i ubrałam, poczekałam pare minut. Gdy wyszłam zobaczyłam smutnego Justina na łóżku <<<w ciuchach>>>
- Co ja narobiłem... Ona pomyśli, że jestem zboczeńcem i idiotą... - mówił sam do siebie, chyba mnie nie zauważył.
- Oj tak. Jesteś idiotą... Ale moim... - pocałowałam go, nie zareagował. - Justin...? Co jest?
- To już drugi czy trzeci raz, kiedy próbowałem... Anka... Czy ty mnie kochasz...?
- Głupie pytanie! Pewnie, że tak! Znam cię i cie kocham jak najbardziej!
- Aha... Ja ciebie też i to bardzooo... - szepnął po czym dał mi buziaka. - Idź się dokąp, ja już zdążyłem. - powiedział sucho.
- Nie... Ja w sumie już miałam wychodzić. Gdzie Romeo?
- Pobiegł gdzieś na dół do Loli i Julki.
- Aha. Co chcesz na śniadanie?
- Ja już chyba musze iść.
- Bez śniadania cie nie puszcze. - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Justin cały czas miał kamienną twarz.
- No dobra... - mruknął sucho.
- Czemu jesteś taki... smutny i zły...?
- A nic... Nie ważne...
- Aha... - zrobiłam smutną mine, ale on nawet na mnie nie popatrzył.
Kolejne dni mijały normalnie, po za jednym faktem: nie widziałam się z Justinem, od czasu spotkania pod prysznicem. Strasznie za nim tęsknie, ale zawsze jak dzwonie, to mówi, że nie ma czasu. Poszłam go odwiedzić. Zapukałam, usłyszałam ciche ,,prosze'' Justina. Weszłam i zobaczyłam go na kanapie w dresach jak ogląda kreskówki, je czipsy i pije cole.
- Cześć... - powiedziałam nieśmiało. - Właśnie widze jak nie masz dla mnie czasu... Może lepiej pójde i nie będe zawracała ci głowy... Pa.
- Nie, czekaj! - nie zareagowałam tylko zamknęłam drzwi. Wybiegł za mną. - Ania czekaj! Wracaj! - obróciłam się z paroma łzami w oczach, Justin je zauważył i szybko je otarł. Wziął mnie za ręke i pociągnął w strone domu. - Przepraszam... Ale pracuje nad nową płytą i jestem strasznie zestresowany, bo mam napisać 3 piosenki na określony termin, czyli na jutro. Napisałem już 2 piosenki, ale z 3 mam straszny problem. Nie umiem jej ułożyć!
- Może mała pomoc by się przydała?
- Nie... Może lepiej nie... Jak chcesz to spróbuj, a ja idę wziąć dłuuugąąą kąąąpieeel... Mam nadzieje, że się nie obrazisz...?
- Nie,nie... Idź się kąpać, a ja zobaczę co potrafie stworzyć. Jak coś to ma być twoja piosenka, więc nie mów, że ktoś ci w niej pomagał!
- Czemu?
- Bo chce mieć jeszcze troche spokoju...
- Aha. Ok. To narazie, będe za około 20 minut. Idź do mojego pokoju i się rozgość. - Justin poszedł do swojej łazienki, a ja zaczęłam komponować. 20 minut później...
- I jak?
- Proszę. Słowa i nuty.
- ,,Believe''... Spoko! Zaśpiewaj!
- Nieee...
- No śpiewaj, żebym ja wiedział jak.
- Ok... - zaczełam śpiewać ,,Believe'', a Justin siedział i się na mnie patrzył. - I jak??
- Świetna!!! Kocham cię!!! Dziękuje!!!
- Aaaa!!! Udusisz mnie! Hahaha! - zaczęliśmy się całować.
- A własnie! Przypomniałem sobie, że ostatnio jakbyliśmy z Chrisem u ciebie to mi obiecałaś, że spędzisz u mnie 1 noc!
- Nieee... - powiedziałam jakbym nie pamiętała.
- A ja wiem, że pamiętasz!
- No dobra... Tooo... Kiedy?
- Dziś.
- No ok...
- Będzie się działo!
- Nie! Powiedziałeś, że mam u ciebie spędzić jedną noc i nic więcej!
- Spędzić u kogoś noc ma parę znaczeń. - posłała mi cwaniacki uśmieszek.
- Nie myśl sobie! - Justin znów zaczął mnie całować, a ja jak głupia mu nie potrafiłam przerwać. Rzucił mnie na łóżko...
- Juuustiiin!!! - krzyczała jego mama z dołu. On nie reagował. - Juuustiiin! - dalej nic.
- Justin. - próbowałam mu się wyrwać, ale on nic. - Justin mama cie woła... - walnęłam go z liścia.
- Ałłł...
- Przepraszam myszko, ale cie mama woła.
- Sorki, ale nie potrafiłem się od ciebie oderwać... Mrrr...
- Juuustiiin!!! - dalej krzyczała jego mama.
- Ideee!!! - odpowiedział jej krzycząc, chamskim tonem.
- Jak ty się do mnie odzywasz?! - krzyczała na niego Pati. Ja posłuchiwałam ich ze schodów.
- Normalnie. - burknął Justin.
- Mów do mnie jak do matki, a nie jak do psa! To, że jesteś gwiazdą nie znaczy, że możesz się tak do mnie odzywać!
- Bo co?!
- Justin! Co w ciebie wstąpiło!?
- Dupa! - usłyszałam jak biegnie do swojego pokoju więc szybko się do niego wróciłam i usiadłam na łóżku. - Mam nadzieje, że nie słyszałaś...?
- Słyszałam...
- Jesteś po jej stronie... - stwierdził Justin.
- Jestem po twojej. Nie będe nic mówiła, że to tak nie ładnie, bo to ci nie pomoże. Iść z nią pogadać? Może cie zrozumie.
- Jak musisz...
Poszłam do jego mamy. Siedziała z głową opartą na rękach i płakała.
- Dzieńdobry...
- Witaj Aniu. Ja... ja... ja nie wiem co w niego wstąpiło... Zawsze był miłym i grzecznym chłopakiem, a teraz? Jakby diabeł w niego wstąpił.
- Wiem, wiem... Ale teraz tak będzie miał... Niestety... Taki wiek. Będzie musiała go pani zrozumieć. Nic innego nie da się zrobić. Justin dorasta i wogóle. Sama pani rozumie...
- Tak, rozumiem. A ty? Czemu nie jesteś taka jak Justin? Jesteś jego przeciwieństwem. Nie potrafisz go zmienić?
- Ja rzadko się widze z rodzicami dlatego próbuje być dla nich miła, po za tym mam 9-letnią siostre z domu dziecka, więc musze sie jakoś zachowywać. Spróbuje zmienić przynajmniej troche Justina, ale nie wiem czy mi sie uda.
- Dziękuje. - powiedziała i przytuliła się do mnie.
- Ale za co?
- Za to, że mnie uświadomiłaś i że jesteś z Justinem pomimo takiego zachowania. Dziękuje.
- Nie ma pani za co. A jak Justin się nie zmieni to mu zrobię piekiełko... - zatarłam ręce jakbym coś złego planowała.
- Ale nie zrobisz mu nic złego?!
- Nie, nie... To był taki żart... To ja wracam do Justina.
- Papa.
- Myszko...? Co oznacza to piekiełko?!
- To był żart. Która godzina?
- 18. Za pół godziny po mame przyjeżdża jakiś jej chłopak. Yhhh... Ten ciul nigdy nie zastąpi mi taty!!! - krzyknął Justin po czym wtulił twarz w poduszke.
- Wiemm... Justin chodź twoja mama cos od ciebie chciała.
- Ale bądź przy mnie i mnie pilnuj.
- Ok.
- Cześć mamo.
- Witaj synku. Jesteś głodny?
- Nie... - burknął, a ja go walnęłam w bok. - Ał. Nie dzięki nie jestem głodny. Zjadłem u Ani. - powiedział już milszym tonem.
- Aha. To ok. Za pół godziny przyjeżdża po mnie...
- Ten huj co chce mi zastąpic ojca!!! Nigdy tego nie zrobi!!! Rozumiesz?! Nigdy!
- Justin... - przytuliłam go. - Idź do pokoju... - pobiegł do pokoju. - To dla niego wrażliwy temat...
- Wiem... Ale nie moge ciągle żyć sama... Ahh żeby Justin to zrozumiał...
- Spróbuje mu to kiedyś wytłumaczyć. Teraz to chyba zły moment.
- Tak... Chyba masz racje... Dobrze to powiedz mu, że macie jedzenie w lodówce. Wróce nad ranem. Pomożesz mi się przygotować??
- No jasne!
Pomogłam Pati. Zajęło nam to 10 minut. Jej kolega przyjechał troche wcześniej.
- To pa! Bawcie się dobrze!!!
- Dowidzenia! - zamknęłam dom i pobiegłam szybko do Justina. - Justin... Myszko...
- Nie nazywaj mnie myszką!!! - krzyknął mi w twarz. - Jestem wściekły! Rozumiesz!? Jakiś gnojek próbuje mi zastąpić ojca! A ja nic nie moge na to poradzić!!! Żałuje, że wogóle się urodziłem. Żałuje wszystkiego co do tej pory zrobiłem! Rozumiesz?! Wszystkiego!!!
- Wszystkiego? - poczułam jak łzy mi napływają do oczu.
- TAK!
- Nawet nas? - nie wytrzymałam i pobiegłam na dół.
- Ania to nie tak! Tego nie miałem na myśli! Czekaj! - zaczęłam się zbierać. Na co on mnie wziął na ręce i zaniósł do pokoju. Zaczął mnie całować i rozbierać. Nie protestowałam. Zaczęłam go rozbierać i tak... Zrobiliśmy to!!! Nie umiem takich scen opisywać, bo nie jestem do tego stworzona, więc sobie daruje...
Po chwili usnęliśmy, pamiętam, że przed zaśnięciem zdążyłam ubrać bieliznę, Justin raczej nie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz