- No to jesteśmy. - powiedziała mama, a Julka wyszła z samochodu.
- Ale tu ślicznieee - zapatrzyła się w nasz dom.
- Chodź to zobaczysz jak jest w środku.
- Aaaa!!! - pisnęła, chyba ze szczęścia.
- Co jest? - zapytałam.
- Chodzi o to, że to mój nowy śliczny domek!!!
Gdy weszliśmy, musiałam jej pokazać cały dom, JB łaził za nami, mama gotowała obiad, a tata oglądał jakiś mecz.
- Gdzie jest Justin? - zapytała mała.
- A nie wiem. Nie ważne.
- Ale to twój gość.
- To jest tak jakby jego drugi dom.
- Aha. A gdzie món pokój?
- Mówiłaś, że żabki są spoko, co nie?
- Tak.
- Więc, zamiast różowego babskiego pokoju, masz...
- Żabki!!! Ale śliczne!!!
- Aha to ja cię tu samą zostawiam. Tu masz łazienkę, tu garderobę, jutro jedziemy na zakupy, żeby ci kupić jakieś ubrania. A tu masz schowek na rzeczy do sprzątania.
- Ale super!!!
- To się ciesze, pa. Zawołamy cię óźniej na obiad. Ok?
- Mhmm... - Mała się strasznie zajęła jakimiś zabawkami.
Zeszłam na dół. Justin oczywiście oglądał mecz z moim tatą.
- Hej kotku. - dałam mu buziaka w policzek.
- Oszczędźcie mnie! - krzyknął tata i rzucił w nas poduszką.
- Haha! No to patrz! - i zaczęliśmy się całować.
- O_o?! Dobra. Koniec! Macie zakaz zbliżania się do siebie! - tata chciał żeby mu to wyszło poważnie, ale sam się zaczął śmiać. - Jak chcecie się mamlać to idźcie gdzie indziej, bo tu jest pważna męska gra. A nie gierka dla lalusiów! - Justin poszedł wściekły do mojego pokoju, bo tata dał nacisk na słowo ,,lalusiów'' i popatrzył wtedy na Bibi'ego.
- No i patrz co zrobiłeś! - pobiegłam za JB do mojego pokoju. - Myszko. Wiesz, że tata nie chciał cie urazić...
- Cos mu się nie udało. Dużo ludzi mnie nazywa obrażającymi ksywkami, ale laluś to jest przesada... - skoczył na moje łóżko i wtulił twarz w poduche.
- Kotku...
- Nie nazywaj mnie kotkiem! - warknął.
- Przepraszam... - przytuliłam się do niego.
- Uuuuuuuhhh!!! Nie nawidze tego, że muszę być nienawidzony przez większość ludzi!!!
- Nie martw się. - usnęłam sobie, a JB chyba też...
- Myszko, myszko, wstawaj. - szeptał mi JB do ucha.
- Hmmm... Która godzina...?
- 10:30. Czas wstawać. Twój tata mnie zabije. Błagam wypuść mnie oknem.
- Nie. Normalnie mu się stawisz i pokażesz, że nie jesteś lalusiem.
- To ja już wole być lalusiem...
- Justin...
- No dobra, ale mam nadzieje, że nie zostane kaleką?
- Nie, nie. Przynajmnie nie przy mnie.
Zeszliśmy na dół.
- Yyy... Justin. Przepraszam. - powiedział tata.
- Dobrze... Dowidzenia panu. Dowidzenia prosze pani.
- Pa Justinku! - krzyknęła mama z kuchni.
- Pa kotek. - dałam mu buziaka w policzek, bo tata nas obserwował.
- Pa myszko. - poszedł.
- Czemu mnie i Justina nie obudziliście? Dziś szkoła.
- Dziś sobota kochanie. - powiedziała mama.
- Aha. No tak... To ja idę sie ogarnąć i obudzić Julke.
- Dobrze.
- Julaaa... Wstawaj. - budziłam moją siostrzyczkę.
- Już prosze pani!
- Yyy...?
- Aha. No tak... Już mam swój domek...
- No tak. Przepraszam, że cie wczoraj na obiad nie zawołałam, ale usnęłam.
- Nie no ok. Mama mnie zawołała. Mam już na śniadanie schodzić?
- W soboty i niedziele możesz kiedy chcesz. Dziś jest sobota. Od poniedziałku do piątku, mama albo ja cię będziemy budziły.
- Ok. Fajnie.
- To zbierz się powolutku i schodź na śniadanie, chyba, że chcesz spać. To do zobaczenia.
- Do śniadania.
Za 2 tygodnie wakacje, więc jest już dosyć ciepło na zewnątrz. Wzięłam chłodny prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w fioletową bokserkę, luźne szorty, naszyjnik z uśmiechniętym lodem i trampki. W tramokach będe chodziła cały dzień, na polu nie bardzo się ubrudzę, więc moge sobie tak chodzić wszędzie:D Zeszłam na śniadanie.
- Dzisiaj sprzątamy cały dom. Bez wyjątku. Dzisiaj nigdzie nie idziesz. Zrozumiano? - zadeklarowała mi mama.
- Noo... To ja zaczne od swojego pokoju.
- Najpierw coś zjedz kotku, a potem sprzątaj.
- Mhmm...
Zjadłam śniadanie i poszłam na góre. Zaczęłam sprzątać równo o 11. Sprzątanie łazienki zajęło mi pół godziny, była 11:30. Sprzątanie garderoby i schowka na rzeczy do sprzątania-kolejne pół godziny. A sprzątanie samego pokoju 1 godzinę. Nastała godzina 13. Poszłam na dół.
- Co jest jeszcze do sprzątania?
- Hmmm... Ogrodem zajął się tata. Jula sprząta swój pokój i pokoje gościnne. Ja się zajmę kuchnią. Ty posprzątaj łazienkę moją i taty, łazienke gościnną, nasz pokój, piwnice, pralnia, kotłownie, korytarz i salon. Sprzątanie swojego i pokojów gościnnych Julce zajmie pół dnia, a ja potem idę pomagać tacie.
- Mhmm...
- Chcesz listę?
- No.
- Proszę.
- Taa...
Zaczęłam od pokoju rodziców, czyli też schowka i łazienki. Wszystko zajęło mi 1 godzinę. Była 14. Zadzwonił mi fon. Numer JB.
- Cześć słonko. - odezwał się pierwszy.
- Cześć kotku.
- Ej tylko bez takiego mi tu! - odezwał się głos Chrisa w tle.
-Cicho... - powiedział JB. - Anuś, idziesz z nami na basen??
- Nie moge...
- Czemu?
- Bo muszę sprzątać dom. Jeszcze mi zostały łazienka, piwnica, kotłownia, pralnia, korytarz i salon. Yeeaaa... Ja to mam szczęście.
- Aha. To pa.
- Pa.
***oczami JB***
- Chris!
- Co!?
- Nie krzycz!
- A ty?!
- Dobra. Cicho. Mamy zadanie.
- Jakie?
- Anka dziś nigdzie nie może iść, bo musi sprzątać dom. A my jej w tym pomożemy.
- Oooo...
- Bedzie szybciej i jeszcze zdążymy na basen.
- No ok.
Poszliśmy... Stanęliśmy przed drzwiami do jej domu, zadzwoniliśmy i otworzyła nam jej mama.
- Ania dziś nie może...
- Wiemy. - powiedział JB.
- Pomożemy jej i bez żadnych ,,ale'' - powiedział Chris.
- Chris, nie tak ostro.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało.
- To my jej idziemy pomóc.
- Yyy... Dobrze proszę.
Weszliśmy do piwnicy. Posprzątaliśmy całą piwnice, kotownie i pralnie. Weszliśmy do jej pokoju. Leżała na ziemi.
- Nie żyje kurwa. Ile roboty. - szeptała sama do siebie.
- Ania...?
- Cześć co wy tu robicie?
- Przyszliśmy.
- Nie mogę...
- Wiemy. Ale będziesz mogła. Masz posprzątaną piwnice, kotłownie i pralnie. Co jeszcze ci zostało?
- Hmm... Posprzątałam łazienkę dla gości i salon. Jeszcze tylko korytarz. To chodź pomożemy ci.
- Dzięki skarby moje. Co ja bym bez was zrobiła? - dała nam o buziaku w policzek. Ja nie zareagowałem, ale Chris stał się burakiem. Posprzątaliśmy korytarz i zeszliśmy na dół. Była 15.
- Mamoo! - krzyknęła Anka.
- Jestem. - odezwał się głos jej mamy z kuchni.
- Skończyliśmy wszystko.
- Zobacz jeszcze jak idzie Julce i jej pomóżcie dobra?
- Ok.
Jula sprzątała swój pokój.
- Dajesz radę?
- Nie bardzo... Jeszcze mam pokoje gościnne.
- My je posprzątamy. - powiedziałem. - Ania ty pomóż tu Julce, a my się zajmiemy pokojami.
- Dzięki.
My skończyliśmy pokoje, Ania wyszła z pokoju Juli.
- I jak? - zapytała.
- Skończone.
- Aha. Ok. Jula my idziemy pa!
- Papa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz