środa, 11 stycznia 2012

12. Nowy członek rodziny...

 - No to jesteśmy. - powiedziała mama, a Julka wyszła z samochodu.
 - Ale tu ślicznieee - zapatrzyła się w nasz dom.
 - Chodź to zobaczysz jak jest w środku.
 - Aaaa!!! - pisnęła, chyba ze szczęścia.
 - Co jest? - zapytałam.
 - Chodzi o to, że to mój nowy śliczny domek!!!
   Gdy weszliśmy, musiałam jej pokazać cały dom, JB łaził za nami, mama gotowała obiad, a tata oglądał jakiś mecz.
 - Gdzie jest Justin? - zapytała mała.
 - A nie wiem. Nie ważne.
 - Ale to twój gość.
 - To jest tak jakby jego drugi dom.
 - Aha. A gdzie món pokój?
 - Mówiłaś, że żabki są spoko, co nie?
 - Tak.
 - Więc, zamiast różowego babskiego pokoju, masz...
 - Żabki!!! Ale śliczne!!!
 - Aha to ja cię tu samą zostawiam. Tu masz łazienkę, tu garderobę, jutro jedziemy na zakupy, żeby ci kupić jakieś ubrania. A tu masz schowek na rzeczy do sprzątania.
 - Ale super!!!
 - To się ciesze, pa. Zawołamy cię óźniej na obiad. Ok?
 - Mhmm... - Mała się strasznie zajęła jakimiś zabawkami.
   Zeszłam na dół. Justin oczywiście oglądał mecz z moim tatą.
 - Hej kotku. - dałam mu buziaka w policzek.
 - Oszczędźcie mnie! - krzyknął tata i rzucił w nas poduszką.
 - Haha! No to patrz! - i zaczęliśmy się całować.
 - O_o?! Dobra. Koniec! Macie zakaz zbliżania się do siebie! - tata chciał żeby mu to wyszło poważnie, ale sam się zaczął śmiać. - Jak chcecie się mamlać to idźcie gdzie indziej, bo tu jest pważna męska gra. A nie gierka dla lalusiów! - Justin poszedł wściekły do mojego pokoju, bo tata dał nacisk na słowo ,,lalusiów'' i popatrzył wtedy na Bibi'ego.
 - No i patrz co zrobiłeś! - pobiegłam za JB do mojego pokoju. - Myszko. Wiesz, że tata nie chciał cie urazić...
 - Cos mu się nie udało. Dużo ludzi mnie nazywa obrażającymi ksywkami, ale laluś to jest przesada... - skoczył na moje łóżko i wtulił twarz w poduche.
 - Kotku...
 - Nie nazywaj mnie kotkiem! - warknął.
 - Przepraszam... - przytuliłam się do niego.
 - Uuuuuuuhhh!!! Nie nawidze tego, że muszę być nienawidzony przez większość ludzi!!!
 - Nie martw się. - usnęłam sobie, a JB chyba też...
 - Myszko, myszko, wstawaj. - szeptał mi JB do ucha.
 - Hmmm... Która godzina...?
 - 10:30. Czas wstawać. Twój tata mnie zabije. Błagam wypuść mnie oknem.
 - Nie. Normalnie mu się stawisz i pokażesz, że nie jesteś lalusiem.
 - To ja już wole być lalusiem...
 - Justin...
 - No dobra, ale mam nadzieje, że nie zostane kaleką?
 - Nie, nie. Przynajmnie nie przy mnie.
   Zeszliśmy na dół.
 - Yyy... Justin. Przepraszam. - powiedział tata.
 - Dobrze... Dowidzenia panu. Dowidzenia prosze pani.
 - Pa Justinku! - krzyknęła mama z kuchni.
 - Pa kotek. - dałam mu buziaka w policzek, bo tata nas obserwował.
 - Pa myszko. - poszedł.
 - Czemu mnie i Justina nie obudziliście? Dziś szkoła.
 - Dziś sobota kochanie. - powiedziała mama.
 - Aha. No tak... To ja idę sie ogarnąć i obudzić Julke.
 - Dobrze.
 - Julaaa... Wstawaj. - budziłam moją siostrzyczkę.
 - Już prosze pani!
 - Yyy...?
 - Aha. No tak... Już mam swój domek...
 - No tak. Przepraszam, że cie wczoraj na obiad nie zawołałam, ale usnęłam.
 - Nie no ok. Mama mnie zawołała. Mam już na śniadanie schodzić?
 - W soboty i niedziele możesz kiedy chcesz. Dziś jest sobota. Od poniedziałku do piątku, mama albo ja cię będziemy budziły.
 - Ok. Fajnie.
 - To zbierz się powolutku i schodź na śniadanie, chyba, że chcesz spać. To do zobaczenia.
 - Do śniadania.
   Za 2 tygodnie wakacje, więc jest już dosyć ciepło na zewnątrz. Wzięłam chłodny prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w fioletową bokserkę, luźne szorty, naszyjnik z uśmiechniętym lodem i trampki. W tramokach będe chodziła cały dzień, na polu nie bardzo się ubrudzę, więc moge sobie tak chodzić wszędzie:D Zeszłam na śniadanie.
 - Dzisiaj sprzątamy cały dom. Bez wyjątku. Dzisiaj nigdzie nie idziesz. Zrozumiano? - zadeklarowała mi mama.
 - Noo... To ja zaczne od swojego pokoju.
 - Najpierw coś zjedz kotku, a potem sprzątaj.
 - Mhmm...
   Zjadłam śniadanie i poszłam na góre. Zaczęłam sprzątać równo o 11. Sprzątanie łazienki zajęło mi pół godziny, była 11:30. Sprzątanie garderoby i schowka na rzeczy do sprzątania-kolejne pół godziny. A sprzątanie samego pokoju 1 godzinę. Nastała godzina 13. Poszłam na dół.
 - Co jest jeszcze do sprzątania?
 - Hmmm... Ogrodem zajął się tata. Jula sprząta swój pokój i pokoje gościnne. Ja się zajmę kuchnią. Ty posprzątaj łazienkę moją i taty, łazienke gościnną, nasz pokój, piwnice, pralnia, kotłownie, korytarz i salon. Sprzątanie swojego i pokojów gościnnych Julce zajmie pół dnia, a ja potem idę pomagać tacie.
 - Mhmm...
 - Chcesz listę?
 - No.
 - Proszę.
 - Taa...
   Zaczęłam od pokoju rodziców, czyli też schowka i łazienki. Wszystko zajęło mi 1 godzinę. Była 14. Zadzwonił mi fon. Numer JB.
 - Cześć słonko. - odezwał się pierwszy.
 - Cześć kotku.
 - Ej tylko bez takiego mi tu! - odezwał się głos Chrisa w tle.
 -Cicho... - powiedział JB. - Anuś, idziesz z nami na basen??
 - Nie moge...
 - Czemu?
 - Bo muszę sprzątać dom. Jeszcze mi zostały łazienka, piwnica, kotłownia, pralnia, korytarz i salon. Yeeaaa... Ja to mam szczęście.
 - Aha. To pa.
 - Pa.
***oczami JB***
 - Chris!
 - Co!?
 - Nie krzycz!
 - A ty?!
 - Dobra. Cicho. Mamy zadanie.
 - Jakie?
 - Anka dziś nigdzie nie może iść, bo musi sprzątać dom. A my jej w tym pomożemy.
 - Oooo...
 - Bedzie szybciej i jeszcze zdążymy na basen.
 - No ok.
   Poszliśmy... Stanęliśmy przed drzwiami do jej domu, zadzwoniliśmy i otworzyła nam jej mama.
 - Ania dziś nie może...
 - Wiemy. - powiedział JB.
 - Pomożemy jej i bez żadnych ,,ale'' - powiedział Chris.
 - Chris, nie tak ostro.
 - Przepraszam.
 - Nic się nie stało.
 - To my jej idziemy pomóc.
 - Yyy... Dobrze proszę.
   Weszliśmy do piwnicy. Posprzątaliśmy całą piwnice, kotownie i pralnie. Weszliśmy do jej pokoju. Leżała na ziemi.
 - Nie żyje kurwa. Ile roboty. - szeptała sama do siebie.
 - Ania...?
 - Cześć co wy tu robicie?
 - Przyszliśmy.
 - Nie mogę...
 - Wiemy. Ale będziesz mogła. Masz posprzątaną piwnice, kotłownie i pralnie. Co jeszcze ci zostało?
 - Hmm... Posprzątałam łazienkę dla gości i salon. Jeszcze tylko korytarz. To chodź pomożemy ci.
 - Dzięki skarby moje. Co ja bym bez was zrobiła? - dała nam o buziaku w policzek. Ja nie zareagowałem, ale Chris stał się burakiem. Posprzątaliśmy korytarz i zeszliśmy na dół. Była 15.
 - Mamoo! - krzyknęła Anka.
 - Jestem. - odezwał się głos jej mamy z kuchni.
 - Skończyliśmy wszystko.
 - Zobacz jeszcze jak idzie Julce i jej pomóżcie dobra?
 - Ok.
   Jula sprzątała swój pokój.
 - Dajesz radę?
 - Nie bardzo... Jeszcze mam pokoje gościnne.
 - My je posprzątamy. - powiedziałem. - Ania ty pomóż tu Julce, a my się zajmiemy pokojami.
 - Dzięki.
   My skończyliśmy pokoje, Ania wyszła z pokoju Juli.
 - I jak? - zapytała.
 - Skończone.
 - Aha. Ok. Jula my idziemy pa!
 - Papa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz