*** oczami Anki***
- No to zbieraj się mycho. - powiedział do mnie JB.
- A wy, gdzie macie rzeczy?
- W krzakach. - powiedział Chris, a ja wybuchnęłam śmiechem. - No co?
- Kobiety mają inną orientacje niż my w pewnych sprawach. - powiedział filozoficznie Justin.
- Ejj! - krzyknęłam.
- No co? - powiedział JB, jakby mnie nie rozumiał. - Idź już weź swoje rzeczy.
- Nom. - pocałował mnie.
- Buuułłeee!!! - krzyczał Chris. - Feeee! Tu są dzieci!
- Nie krzycz, bo zaraz ciebie tak pocałuje! - powiedziałam.
- A bardzo chętnie!
- O_o?! Chris... Czy tu się dobrze czujesz? - powiedział JB.
- Nie ważne ja się ide zbierać.
Wzięłam potrzebne rzeczy i ruszyłam do auta mojego chłopaka. Jechaliśmy 5 minut. Po chwili zobaczyłam niebieski, przeszkolny budynek z paroma basenami na zewnątrz.
- Ale tu ładnie... - westchnęłam.
- Nigdy tu nie byłaś? - zapytał JB.
- W planach wycieczki tego nie było, a jakoś wcześniej nie było czasu na to... - powiedziałam.
- Ta, a na całowanie i rozbieranie był czas?! - powiedział Chris, a Justin posłał mu złe spojrzenie.
- Wejdziemy w końcu? - trochę się zamyślałam.
- No dobra to chodźmy się zabawić!!! - krzyknął Chris.
- To jest jeszcze jednak dziecko... - westchnął JB, gdy Chris już biegł do basenu. - Czekaj! - Chris zahamował. - Wracaj! - wrócił.
Załatwiliśmy jeszcze coś w recepcji i poszliśmy się zabawić. Justin przytapiał Chrisa, a ja go próbowałam uratować.
- JB! Ty cioto! Utopiłbyś mnie!!! Masz u mnie przejebane!
- Ale nie jesteś utopiony!
- No właśnie... - Chris zrobił złowieszczy uśmieszek.
- To ja może ucieknę. - i już go nie było, natomiast Chris się do mnie wredno uśmiechnął.
- Jak nie on, to ty.
- Pa! - krzyknęłam i już mnie nie było.
Chris nas gonił po całym budynku, aż ja wbiegłam do szatni damskiej a JB za mną. Chris stanął jak wryty i zaczął się śmiać z Justina. JB uświadomił sobie powagę sytuacji dopiero jak obejrzał się do tyłu. Było tam mnóstwo dziewczyn, w tym około 40 fanek Justina.
- OMG IT'S JUSTIN...
Nie dokończyły, bo mnie i Justina już tam nie było. Jeszcze Chris nas trochę pogonił, popływaliśmy sobie, poukrywaliśmy sie przed fankami i pojechaliśmy do domu. Była 23:15.
- Gdzie wyście byli?! - krzyknęła moja przerażona i wściekła mama.
- Noo... Na basenie. - odpowiedziałam.
- Ale czemu tak długo?!
- Bylibyśmy na 23, ale przynieślimy nam i wam kolacje. - wyszczerzył zęby Justin, co nas uratowało.
- Dobrze... Tym razem wam daruje. Jula jeszcze nie śpi. Idź Aniu zanieś jej. A wy chłopcy dobranoc. - i moja mama wzięła kolacje i poszła do swojego pokoju. Wróciłam na dół, a chłopaki jeszcze tam stali.
- No co? Nie pożegnaliśmy się. - powiedział Chris. Dałam mu buziaka w policzek.
- Pa Chris. Pa Kotku. - pocałował mnie. Zamnkęłam za nimi drzwi i położyłam sie spać.
Rano się obudziłam.
- Mmmm... Niedziela! A jutro szkoła - na ostatnie 2 słowa zrobiłam skrzyw :/ Poszłam do łazienki, wykąpałam się, umyłam głowe. Ubrałam sie w dresy po kolana, koszulke z twarzą Justina i trampki Conversy;*** Zeszłam na dół na śniadanie, a tam zamiast mamy i siostry - Justin.
- Co tu robisz skarbie??
- Miłe powitanie... Twoja mama mnie prosiła, żebym się tobą ,,zaopiekował'', bo ona miała jechać z twoją siostrą do lekarza, bo mała się źle czuła.
- Aha. To... Co na śnaidanko??
- Co? Przyszedłem tu do ciebie o 11! I jeszcze mam ci śniadanie robić?! Żartowałemm... :P
- Mi chodziło o to, co być chciał na śniadanie...?
- Aha. Wiedziałem! Tak, tak ja wiedziałem! Hmmm... Może pizze?
- Ok. Juz robie.
- Chciałem powiedzieć żebyśmy zamówili. Ale ok.
- Nomm... Ja wole domową. Dobra. Zobaczmy co my tu mamy... - zaczęłam grzebać lodówce w poszukiwaniu drożdży i innych składników. Zaczęłam wyciągać składniki. - Jest ser, drożdże, pomidorek, szyneczka, grzybki, keczup, oliwa, mąka. To chyba tyle. Do roboty! - i zaczęliśmy robić nasze śniadanko.
- Dłuugoo jeeszczee?? - Justin nudził jak małe dziecko.
- Taaakkk...
- Nieee...
- No dobra. Jeszcze jakieś 5 minut.
- Aha. Mogę zadzwonić po Chrisa?
- No. Starczy też dla niego i czekaj... Były tu gdzieś... Są! Mam dla niego żelki. Hmmm... Mają date do końca roku. Spoko. Dzwoń.
- Siemka Chris.
- Co chcesz tak wcześnie?!
- Przychodzisz do nas na śniadanie? Jest pizza i mamy dla ciebie żelki. Jak coś to u Anki... Chris?? ---pip.pip.pip.---
- I?
- Chris zaraz będzie. - ding dong!
- Szybki jest:D.
- Noo...Ale mnie nigdy nie przebije w kosza!
- Tak Justinku. Nigdy.
- No siema! Gdzie pizza i żelki?
- Pizze już wyciągam z pieca, a żelki po pizzie.
- Ohhh... - westchnęli równo JB i CB.
- Wiecie co? Mam ochotę wrócić do dzieciństwa i poglądać zboczone filmiki na youtube. Co nie Chris? - powiedział JB.
- Nooo... A może byśmy taki nagrali? - Chris.
- Ja wam pizze zrobiłam i żelki załatwiłam. Ode mnie won.
- Ohhh... - zjedliśmy pizze, chłopaki dostali swoje żelki. Wyszliśmy na pole.
- Kufa! Ale gorąco! - powiedział Dr. Bieber <<<hehe^^>>>
- Nooo... - powiedziała Dr. Anka <<<hehe^^>>> - Wytrzymać się nie da. Wracajmy do domu.
- Nieee. Mam lepszy pomysł! - krzyknął Chris i pobiegł do domu. Przyniósł nam pistolety na wode. - Wojnaaa!!! - podał nam pistolety napełnione wodą i rozpoczęła sie wojna.
Do domu wróciliśmy cali mokrzy. Wzięłam prysznic i się przebrałam. Chris i Justin zrobili to samo. Dałam im moje ciuchy. Mokre ciuchy powiesiliśmy na suszarkach na pranie.
- Było zajebiście! - krzyknął JB. - Anka. Gdy byłem z Seleną, to musiałem się z nią cały czas miziać i musiałem się zachowywać jak dżentelmen. Nawet pobekać sobie nie mogłem! Przy tobie mogę robić co chce. Nie musze być kimś innym, ani nie musze się z tobą cały czas miziać. Kochamm ciee. - powiedział po czym mnie pocałował.
- O prosze was... Tu są kurde dzieci!
- Dzieci nie mówią kurde!
- Oj tam, oj tam...
- Chciałbyś kogoś poznać? Naprawde 2 fajne dziewczyny. Przyjadą w wakacje.
- <3 Hehe! Będe miał co robić! Mułahahaha!!!
- Chris! Jeśli je skrzywdzisz wracam do Polski razem z nimi i zabieram ci Justina!
- No dobraaa... Spać mi sie chce. Ide do pokoju gościnnego. Nara.
- Dobranoc. - ja.
- Dobranoc. - JB.
- Nomm... - Chris.
- Too... Idziemy do twojego pokoju?? - zapytał JB.
- No ok.
Pogadaliśmy jak normalni ludzie. Położyłam mu głowe na kolana i po chwili usnęłam.
Powoli otworzyłam oczy, spojrzałam na drzemiącego Justinka. Jaki on słodki, gdy śpi... Po chwili obudził się.
- Jak ja cie kochammm... - powiedział.
- Ja ciebie też. Jesteś głodny?
- Bardzooo... Ale jeszcz bardziej jestem głodny na ciebie... - posłał mi pytający uśmieszek.
- Narazie sobie o tym możesz pomarzyć... Kocha to poczeka:D
- Spryciaro... - podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. - Teraz już mi sie nie wywiniesz... - zaczął mnie całować po szyi. Obrócił mnie twarzą w twarz i zaczął mnie całować. Głaskał moje plecy pod bluzką.
- Ale jestem głodny! - wszedł Chris. - Ojj... Dlaczego zawsze robicie to w takich momentach kiedy ja wchodze?!
- Dlaczego ty zawsze wchodzisz w takich momentach? - zapytał JB.
- Dobra. Co chcecie na obiad?
- Pizzeee!!!
- Pizza była na śniadanie. Coś innego i nie żelki!
- Hmmm... Jajecznice??
- Ok. Justin dla ciebie z ilu jajek?
- 3.
- Chris?
- 2.
- A dla mnie z 1.
- Anka! Nie będziesz mi sie tu głodziła. - powiedział Justin.
- Ale ja nie jestem głodna. Jeszcze pizza mi siedzi w brzuchu.
- Masz dobre argumenty. Ale za to spędzasz noc u mnie... Nie ma mojej mamy...
- Hmmm... Zgoda. Chris przetnij.
- Uhhuu! Będzie się działo! - powiedział Chris przecinając przysięge. - A teraz jajecznica!!!
- Nomm...
Zjedliśmy, oglądaliśmy ,,Żelkowe TV''. Boshee jakie to nudneee... Nowe mieszanki żelków i inne przepisy na domowe żelki czy coś. W tym czasie sie zdrzemnełam na Justinie... Śniło mi się, że jestem w kuchni Justina i jestem malutka jak żelek. Justin i Chris robi jakieś żelkowe przepisy i przez nieuwage wrzucili mnie do garnka. Brrr...
- AAAAA!!! Nigdy więcej żelek! - krzyknęłam.
- Haha. Żelki każdemu kto ich nie polubi, odegrają sie w snach. - powiedział Chris. - Która godzina??
- Hmm... 14:15. A co? - powiedział Chris.
- Aaa! To już musze iść do domu.
- Ohhh... Pa pa Chrisi.
- Że kto?! - zapytał zdezorientowany Justin.
- Zazdrosny...?
- O niego? Proszę cie... Pff!
- Ejjj!!!
- Żelek, zdaje mi się, że miałeś iść?
- Noooo.... Pa!
- Pa.
- Pa pa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz