wtorek, 17 stycznia 2012

13. Na basenie i reszta dnia...

*** oczami Anki***
 - No to zbieraj się mycho. - powiedział do mnie JB.
 - A wy, gdzie macie rzeczy?
 - W krzakach. - powiedział Chris, a ja wybuchnęłam śmiechem. - No co?
 - Kobiety mają inną orientacje niż my w pewnych sprawach. - powiedział filozoficznie Justin.
 - Ejj! - krzyknęłam.
 - No co? - powiedział JB, jakby mnie nie rozumiał. - Idź już weź swoje rzeczy.
 - Nom. - pocałował mnie.
 - Buuułłeee!!! - krzyczał Chris. - Feeee! Tu są dzieci!
 - Nie krzycz, bo zaraz ciebie tak pocałuje! - powiedziałam.
 - A bardzo chętnie!
 - O_o?! Chris... Czy tu się dobrze czujesz? - powiedział JB.
 - Nie ważne ja się ide zbierać.
   Wzięłam potrzebne rzeczy i ruszyłam do auta mojego chłopaka. Jechaliśmy 5 minut. Po chwili zobaczyłam niebieski, przeszkolny budynek z paroma basenami na zewnątrz.
 - Ale tu ładnie... - westchnęłam.
 - Nigdy tu nie byłaś? - zapytał JB.
 - W planach wycieczki tego nie było, a jakoś wcześniej nie było czasu na to... - powiedziałam.
 - Ta, a na całowanie i rozbieranie był czas?! - powiedział Chris, a Justin posłał mu złe spojrzenie.
 - Wejdziemy w końcu? - trochę się zamyślałam.
 - No dobra to chodźmy się zabawić!!! - krzyknął Chris.
 - To jest jeszcze jednak dziecko... - westchnął JB, gdy Chris już biegł do basenu. - Czekaj! - Chris zahamował. - Wracaj! - wrócił.
   Załatwiliśmy jeszcze coś w recepcji i poszliśmy się zabawić. Justin przytapiał Chrisa, a ja go próbowałam uratować.
 - JB! Ty cioto! Utopiłbyś mnie!!! Masz u mnie przejebane!
 - Ale nie jesteś utopiony!
 - No właśnie... - Chris zrobił złowieszczy uśmieszek.
 - To ja może ucieknę. - i już go nie było, natomiast Chris się do mnie wredno uśmiechnął.
 - Jak nie on, to ty.
 - Pa! - krzyknęłam i już mnie nie było.
   Chris nas gonił po całym budynku, aż ja wbiegłam do szatni damskiej a JB za mną. Chris stanął jak wryty i zaczął się śmiać z Justina. JB uświadomił sobie powagę sytuacji dopiero jak obejrzał się do tyłu. Było tam mnóstwo dziewczyn, w tym około 40 fanek Justina.
 - OMG IT'S JUSTIN...
   Nie dokończyły, bo mnie i Justina już tam nie było. Jeszcze Chris nas trochę pogonił, popływaliśmy sobie, poukrywaliśmy sie przed fankami i pojechaliśmy do domu. Była 23:15.
 - Gdzie wyście byli?! - krzyknęła moja przerażona i wściekła mama.
 - Noo... Na basenie. - odpowiedziałam.
 - Ale czemu tak długo?!
 - Bylibyśmy na 23, ale przynieślimy nam i wam kolacje. - wyszczerzył zęby Justin, co nas uratowało.
 - Dobrze... Tym razem wam daruje. Jula jeszcze nie śpi. Idź Aniu zanieś jej. A wy chłopcy dobranoc. - i moja mama wzięła kolacje i poszła do swojego pokoju. Wróciłam na dół, a chłopaki jeszcze tam stali.
 - No co? Nie pożegnaliśmy się. - powiedział Chris. Dałam mu buziaka w policzek.
 - Pa Chris. Pa Kotku. - pocałował mnie. Zamnkęłam za nimi drzwi i położyłam sie spać.
   Rano się obudziłam.
 - Mmmm... Niedziela! A jutro szkoła - na ostatnie 2 słowa zrobiłam skrzyw :/ Poszłam do łazienki, wykąpałam się, umyłam głowe. Ubrałam sie w dresy po kolana, koszulke z twarzą Justina i trampki Conversy;*** Zeszłam na dół na śniadanie, a tam zamiast mamy i siostry - Justin.
 - Co tu robisz skarbie??
 - Miłe powitanie... Twoja mama mnie prosiła, żebym się tobą ,,zaopiekował'', bo ona miała jechać z twoją siostrą do lekarza, bo mała się źle czuła.
 - Aha. To... Co na śnaidanko??
 - Co? Przyszedłem tu do ciebie o 11! I jeszcze mam ci śniadanie robić?! Żartowałemm... :P
 - Mi chodziło o to, co być chciał na śniadanie...?
 - Aha. Wiedziałem! Tak, tak ja wiedziałem! Hmmm... Może pizze?
 - Ok. Juz robie.
 - Chciałem powiedzieć żebyśmy zamówili. Ale ok.
 - Nomm... Ja wole domową. Dobra. Zobaczmy co my tu mamy... - zaczęłam grzebać  lodówce w poszukiwaniu drożdży i innych składników. Zaczęłam wyciągać składniki. - Jest ser, drożdże, pomidorek, szyneczka, grzybki, keczup, oliwa, mąka. To chyba tyle. Do roboty! - i zaczęliśmy robić nasze śniadanko.
 - Dłuugoo jeeszczee?? - Justin nudził jak małe dziecko.
 - Taaakkk...
 - Nieee...
 - No dobra. Jeszcze jakieś 5 minut.
 - Aha. Mogę zadzwonić po Chrisa?
 - No. Starczy też dla niego i czekaj... Były tu gdzieś... Są! Mam dla niego żelki. Hmmm... Mają date do końca roku. Spoko. Dzwoń.
 - Siemka Chris.
 - Co chcesz tak wcześnie?!
 - Przychodzisz do nas na śniadanie? Jest pizza i mamy dla ciebie żelki. Jak coś to u Anki... Chris?? ---pip.pip.pip.---
 - I?
 - Chris zaraz będzie. - ding dong!
 - Szybki jest:D.
 - Noo...Ale mnie nigdy nie przebije w kosza!
 - Tak Justinku. Nigdy.
 - No siema! Gdzie pizza i żelki?
 - Pizze już wyciągam z pieca, a żelki po pizzie.
 - Ohhh... - westchnęli równo JB i CB.
 - Wiecie co? Mam ochotę wrócić do dzieciństwa i poglądać zboczone filmiki na youtube. Co nie Chris? - powiedział JB.
 - Nooo... A może byśmy taki nagrali? - Chris.
 - Ja wam pizze zrobiłam i żelki załatwiłam. Ode mnie won.
 - Ohhh... - zjedliśmy pizze, chłopaki dostali swoje żelki. Wyszliśmy na pole.
 - Kufa! Ale gorąco! - powiedział Dr. Bieber <<<hehe^^>>>
 - Nooo... - powiedziała Dr. Anka <<<hehe^^>>> - Wytrzymać się nie da. Wracajmy do domu.
 - Nieee. Mam lepszy pomysł! - krzyknął Chris i pobiegł do domu. Przyniósł nam pistolety na wode. - Wojnaaa!!! - podał nam pistolety napełnione wodą i rozpoczęła sie wojna.
   Do domu wróciliśmy cali mokrzy. Wzięłam prysznic i się przebrałam. Chris i Justin zrobili to samo. Dałam im moje ciuchy. Mokre ciuchy powiesiliśmy na suszarkach na pranie.
 - Było zajebiście! - krzyknął JB. - Anka. Gdy byłem z Seleną, to musiałem się z nią cały czas miziać i musiałem się zachowywać jak dżentelmen. Nawet pobekać sobie nie mogłem! Przy tobie mogę robić co chce. Nie musze być kimś innym, ani nie musze się z tobą cały czas miziać. Kochamm ciee. - powiedział po czym mnie pocałował.
 - O prosze was... Tu są kurde dzieci!
 - Dzieci nie mówią kurde!
 - Oj tam, oj tam...
 - Chciałbyś kogoś poznać? Naprawde 2 fajne dziewczyny. Przyjadą w wakacje.
 - <3 Hehe! Będe miał co robić! Mułahahaha!!!
 - Chris! Jeśli je skrzywdzisz wracam do Polski razem z nimi i zabieram ci Justina!
 - No dobraaa... Spać mi sie chce. Ide do pokoju gościnnego. Nara.
 - Dobranoc. - ja.
 - Dobranoc. - JB.
 - Nomm... - Chris.
 - Too... Idziemy do twojego pokoju?? - zapytał JB.
 - No ok.
   Pogadaliśmy jak normalni ludzie. Położyłam mu głowe na kolana i po chwili usnęłam.
   Powoli otworzyłam oczy, spojrzałam na drzemiącego Justinka. Jaki on słodki, gdy śpi... Po chwili obudził się.
 - Jak ja cie kochammm... - powiedział.
 - Ja ciebie też. Jesteś głodny?
 - Bardzooo... Ale jeszcz bardziej jestem głodny na ciebie... - posłał mi pytający uśmieszek.
 - Narazie sobie o tym możesz pomarzyć... Kocha to poczeka:D
 - Spryciaro... - podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. - Teraz już mi sie nie wywiniesz... - zaczął mnie całować po szyi. Obrócił mnie twarzą w twarz i zaczął mnie całować. Głaskał moje plecy pod bluzką.
 - Ale jestem głodny! - wszedł Chris. - Ojj... Dlaczego zawsze robicie to w takich momentach kiedy ja wchodze?!
 - Dlaczego ty zawsze wchodzisz w takich momentach? - zapytał JB.
 - Dobra. Co chcecie na obiad?
 - Pizzeee!!!
 - Pizza była na śniadanie. Coś innego i nie żelki!
 - Hmmm... Jajecznice??
 - Ok. Justin dla ciebie z ilu jajek?
 - 3.
 - Chris?
 - 2.
 - A dla mnie z 1.
 - Anka! Nie będziesz mi sie tu głodziła. - powiedział Justin.
 - Ale ja nie jestem głodna. Jeszcze pizza mi siedzi w brzuchu.
 - Masz dobre argumenty. Ale za to spędzasz noc u mnie... Nie ma mojej mamy...
 - Hmmm... Zgoda. Chris przetnij.
 - Uhhuu! Będzie się działo! - powiedział Chris przecinając przysięge. - A teraz jajecznica!!!
 - Nomm...
   Zjedliśmy, oglądaliśmy ,,Żelkowe TV''. Boshee jakie to nudneee... Nowe mieszanki żelków i inne przepisy na domowe żelki czy coś. W tym czasie sie zdrzemnełam na Justinie... Śniło mi się, że jestem w kuchni Justina i jestem malutka jak żelek. Justin i Chris robi jakieś żelkowe przepisy i przez nieuwage wrzucili mnie do garnka. Brrr...
 - AAAAA!!! Nigdy więcej żelek! - krzyknęłam.
 - Haha. Żelki każdemu kto ich nie polubi, odegrają sie w snach. - powiedział Chris. - Która godzina??
 - Hmm... 14:15. A co? - powiedział Chris.
 - Aaa! To już musze iść do domu.
 - Ohhh... Pa pa Chrisi.
 - Że kto?! - zapytał zdezorientowany Justin.
 - Zazdrosny...?
 - O niego? Proszę cie... Pff!
 - Ejjj!!!
 - Żelek, zdaje mi się, że miałeś iść?
 - Noooo.... Pa!
 - Pa.
 - Pa pa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz