- Justin! Co wy robicie?! - krzyczała na nas mama Justina.
- Co...? - obudził się JB.
- Jesteście w samej bieliźnie! - obudziłam się i po kryjomu pod kołdrą ubrał dżinsy, a Justin w tym czasie bokserki, spodnie i bajerował mame. - Dobra, rozumiem... Ale czemu jesteście w samej bieliźnie?!
- Bo jest gorąco, a nam się strrrasznieee chciało spać. - szybko zdjęłam dżinsy <<<żeby nie było, że on się rozbiera, a ja nie>>>.
- I tylko zdjeliście ciuchy?
- Tak. Mamo, czy ty mi nie ufasz??
- Ufam ci. No może troche nie...
- Mamo! Mam 17 lat i 8 miesięcy!!!
- No właśnie! Nie wiadomo co ci do głowy wpadnie!
- Nie jestem już dzieckiem! Wiem co robię i znam tego kosekwencje!
- Dobrze jak wolisz! Ale jeśli coś się stanie, to będziesz miał szlaban na gwiazdorstwo! - powiedziała Pati i wyszła trzaskając drzwiami.
- Zbieraj się. Idziemy po testy ciążowe. - powiedział z pokerface'm.
- Ok. - odpowiedziałam bez zbędnych komentarzy. Poszliśmy do najbliszszego sklepu i kupiliśmy testy. Oczywiście mieliśmy na sobie wieeelkieee kaptury, żeby nie było, że Justin ma dziecko. Wróciliśmy do jego domu, poszłamdo łazienki.
- Justin... - powiedziałam drżącym głosem, JB zrobił wielkie oczy. - Nie jestem w ciąży! - krzyknęłam, ale na tyle cicho, żeby jego mama nie usłyszała.
- Jejuuu... Ale mnie przestraszyłaś!
- Haha! - wziął mnie na ręce i się ze mną kręcił w kółko. - Ale wiesz co... Przydałoby się, żebyś przeprosił mame...
- Co to to nie! To ona na nas naskoczyła.
- Ale miała słuszne podejrzenia...
- No tak... Czemu baby mają lepsze argumenty niż my, mężczyźni?
- Nie wszystkim babom odwalił zapach lakieru do głowy...
- Znaczy... co?
- No chodzi mi o to, że nie wszystkie dziewczyny są takie głupie jak Wika S.
- Aaaa... To chodź mnie pilnuj, żebym nie powiedział do mamy czegoś, co będe później żałował. Ok?
- Nom chodź.
- No już... Zaczynaj. - szepnęłam Justinowi do ucha.
- Mamo. - powiedział sucho, a ja go walnęłam w bok. - Mamusiu... - powiedział już milej. - Słuchaj, chciałem cię przeprosić za rano. Ale moge ci obiecać, że... przynajmniej narazie... Nic się nie stanie.
- Och synku... - przytuliła się do niego, Justin już jej chciał się wyrwać, ale mu posłałam wściekłe spojrzenie. - Dziękuje.
- Ale za co? - zapytał zdezorintowany JB.
- Za twoje przeprosiny... Chociaż to pewnie zasługa Ani. Nieprawdaż?
- Nie. Sam Justin panią przeprosił. Ja mu nic nie mówiłam. - powiedziałam szybko, ale bez nerwów. JB posłał mi wdzięczne spojrzenie. Puściłam mu oczko, na szczęście Pati była do mnie tyłem, ponieważ nadal dusiła Justina.
- Mamo... Puść mnie, proszę. Chcemy iść do pokoju się jeszcze ogarnąć.
- Dobrze synku, papa.
Ubraliśmy się szybko i poszliśmy do mnie. Zmieniłam bieliznę i wróciłam do Justinka.
- O nie! Gdzie Romcio?! - pobiegłam go szukać. - Romcio!!! Gdzie jesteś kotku!? Oh! Romeo, tu jesteś. Kotku mój kochany! - przytuliłam Romcia. - O. Widzę, że ktoś się tobą zaopiekował. - Romcio wskoczył na biurko i przyniósł mi kartke ,,Hej Ania. Wiem, że jesteś u Justina, ale rodzice powiedzieli, że musisz Romea bardziej pilnować. Zaopiekowałam się nim gdy cie nie było. Jak coś to jesteśmy w mieście. Papa. Jula.
- Ufff... Julka to spoko siostra...
- Nooo... Chciałbym taką mieć... - powiedział JB przytulając mnie od tyłu. - No to jak...? Twoich rodziców nie ma... Może mała powtórka z rozrywki...?
- Nieee... No bo... Bo... - jąkałam się.
- No co? Aż tak źle było?? - powiedział Justin wysokim głosikiem, chyba mu mutacja wróciłaXD.
- Nieee... Tylko... Chodzi o to, że moja rodzinka może za chwile wrócić... O są! - uciekłam mu na dół.
***oczami Justina***
- Nieee... Tylko... Chodzi o to, że moja rodzinka może za chwile wrócić... O są! - Anka uciekła do nich na dół. Ona się mnie boi? Czy może się boi zrobić to jeszcze raz... Hmmm... Te baby to są trudne do rozgryzienia... A co mi tam, idę do nich! - Dzieńdobry! - powiedziałem do rodziców Ani.
- Cześć Justin! - przywitał mnie jej tata i przybił mi piątke... Yyy... Dobra, zaczynam się ich bać...
- Witaj Justinku! - przytuliła mnie mama Anki. Oni chyba mnie tu wielbią ^^
- Czeeeść!!! - wyskoczyła na mnie Jula, a za nią Romeo i Lola zaczęły się do mnie łasić.
- Chodź Justin... - powiedziała Anka wychodząc już po schodach.
- Anka... - zacząłem, gdy byliśmy już w pokoju Ani. - Co się tu dzieje??
- Tak szczerze... To sama nie wiem. Dziwnie się zachowują... Strrraszzznieee dziwwwnieee... - posłała mi złowieszczy uśmiech, oto moja mina: O_o?! - Nabrałeś się!!! - wziąłem ją na ręce i zacząłem się z nią kręcić o całym pokoju. Bez śmiechu się nie obyło (*tłumaczenie; śmialiśmy się jak debile). W końcu padliśmy na jej łóżko.
- Kocham cię... - szepnęła.
- Ja siebie też... - odszepnąłem.
- Ejjj!!! Ty idioto! - wskoczyła na mnie. Zbliżyła się do mnie i ... dała mi małego buziaka i spowrotem się koło mnie położyła. - Hahaha! Żebyś widziała teraz swoją mine!
- Hmmm... Zgaduje, że jest przeurocza. - posłałem jej słodki uśmiech :)
- A tak wogóle... Czemu masz tyle czasu wolnego?? - zapytała Anka, nie dokońca ją zrozumiałem.
- Ale, że co? - spytałem z głupią miną.
- No nie wiem... Nie pracujesz nad nową płytą, teledyskiem, piosenkami, a wywiady i wogóle??
- Mała przerwa... Tak mniej więcej na miesiąc, czyli do końca czerwca. Ale później powrót do pracy... Ehh...
- Aha... Przepraszam...
- Za co? - czemu te baby są takie niezrozumiałe??
- No za zepsucie atmosfery... - powiedziała ze skruchą... Ja piernicze! O co tym babom chodzi?!
- Eee tammm... Masz prawo zapytać, wiedzieć i masz prawo do tego... - Anka zrobiła dziwną mine. A ja ją pocałowałem.
- Aaa... O to ci chodziło... Hah! Kocham cie idioto!
- Ja siebie... ciebie też kocham... Hahahah! Masz świetną mine!
- O nie...
- Co?!
- Ja jeszcze przecież muszę chodzić do szkoły... A nie byłam już od 2 tygodni... Zaraz wracam. - powiedziała moja miłość ^^
***oczami Anki***
- Mamooo!!! Gdzie jesteś?!?!
- Tu jestem córciu! - odezwała się mama z ogródka.
- Mamo... Mam przerąbane w szkole... Nie chodziłam do niej jakieś 2 tygodnie...
- Spokojnie... Zadzwoniłam do szkoły i masz je usprawiedliwione. Dziś jes sobota... Od poniedziałku chodzisz do szkoły, potem sobota, niedziela, w poniedziałek pożegnanie i masz wakacje.
- Ale co im powiedziałaś??
- Problemy rodzinne... Haha! Uwierzyli. Prawde możesz powiedzieć tylko swoim NAJLBLIŻSZYM PRZYJACIOŁOM, którym UFASZ. Zrozumiano??
- Tak... Dziękuje mamooo... - przytuliłam ją. - Ale czemu to zrobiłaś?? Inne mamy by do tego nie dopuściły.
- A tam... Wakacje tuż tuż... Musisz poprzebywać też trochę ze swoją miłością:D A tak wogóle... Ile masz przyjaciół w szkole...?
- Przyjaźnie się z takimi dwoma naj naj przyjaciółkami, ale to nie jest wiesz taka prawdziwa PRZYJAŹŃ, tylko taka znajomość. Czasem z nimi spędzam przerwy, jakbym czegość potrzebowała to czasem pomogą, ale nie wiele od nich chce więc mi jeszcze nie odmówiły. Ja im też pomagam. Ale tak to to wiesz... Tęsknie za Wiki i Zuzą...
- To dobrze!
- Yyy??
- Przyjeżdżają do ciebie na całe wakacje!
- Jeeesssttt!!! Allleee suuupppeeerrr!!! Idę powiedzieć Justinowi!!!
- On to chyba słyszał... - powiedziała mama kryjąc śmiech, popatrzyłam na schody, a tam siedział przestraszony nie na żarty Justin. Gdy go zauważyłam uciekł do pokoju. - Haha. Widziałaś jego mine?? Ahahaha!
- Tak. Idę go postraszyć, haah!
- Justinnn... Wiesz, że cie kochammm...
- Wiem...
- A wpuścisz mnie...? - mówiłam słodko do drzwi do kibelka.
- To zbyt niebezpieczne...
- Dobrze czekaj chwilke myszkooo...
- Yyy... Ok?! - zapytał wysokim przestraszonym głosikiem. Znalazłam klucz do łazienki i gdy usłyszałam ciche chrapanie otworzyłam łazienke.
- Jaki on słodki... - szepnęłam sama do siebie, położyłam się koło niego. - Justin... Kotku... Kochanie... Wstawaj...
- Yyy... Aaa!!! Zostaw mnieee!!! - uciekł do mojego pokoju, na szczęście zdążyłam zamknąć garderobę i drzwi do mojego pokoju na klucze i je schować. Szybko też zamknęłam drzwi do łazienki i schowałam klucz pod nieuwage mojego roztrzęsionego chłopaka. Justin uciekał po całym pokoju próbował wyskoczyć przez okno, ale je zakneblowałam. W czasie, gdy on uciekał, ja sobie spokojnie stałam i patrzyłam na niego rozbawiona... Nie no... To już za długo trwa... Biega już tak półtorej godziny (1:30). Wypadła mu komórka z ręki, dziwne że cały czas z nią biegał... Patrze na wyświetlacz, a tam wiadomość ,,Justinku wracaj do domu, twój tata wrócił na tydzień. Wiem, że nie pokazywał się przez 2 lata, ale musicie się spotkać. Twoja mama''. To to spowodowało jego dziwne zachowanie?? Muszę go uspokoić.
- Justin! - złapałam go i położyłam na łóżko, sama się na nim położyłam. - Justin pogadajmy normalnie. Dobra? Spróbuj się uspokoić. Dobrze skarbie?
- T...takk... - powiedział roztrzęsiony.
- Chcesz pogadać o tym sms-sie?
- Nie. - powiedział sucho i nerwowo.
- A chcesz się z tym zdrzemnąć? Może to pomoże...
- T... Tak... Ale t... Tutaj...
- Dobrze... Połóż się i śpij. Jestem przy tobie...
Justin wreszcie usnął, ja też...
sobota, 28 stycznia 2012
15. Kłótnia i coś jeszcze...
- Mraaa!!! Miau! Mrrr... Mrrr... - budził mnie Romeo. Ehhh... To imie chyba do niego pasuje, no bo trzeba być Romeo żeby budzić człowieka mruczeniem XD.
- Romcio... Cichutko... Bo Justina obudzisz... - uspokajałam Romea. - No popatrz jak on słodko śpi. - wskazałam na Justina, a Romcio natychmiast obrócił głowe na pokazane miejsce. On chyba był tresowany. - No chodź. Dam ci śniadanko. - dałam Romciowi miske ciepłego mleka, było ciepłe bo całą noc leżało na grzejniku <<<nie wiem czemu w lecie się jeszcze grzeje w grzejnikach, ale tak mi się podobałoXD>>> i galaretke z kaczką... - Blee... Ale to jebie... - szeptałam do Romcia. - Smacznego Romeo. Tylko nie budź Justina i bądź grzeczny. Ja ide do łazienki. - podeszłam do drzwi, a Romcio na to:
- Miau!
- Cicho. Idę do łazienki.
- Mrau!
Po paru zdaniach, które wymieniliśmy, postanowiłam, że zaczekam, aż Romeo zje i go wezme do łazienki. Romcio zjadł. Poszliśmy oboje do łazienki; ja kibelek, Romeo kuweta. Ja wanna, Romeo ręcznik, który zwalił i na nim się zaczął myć.
- Ania... Jesteś tu? - JB wszedł do łazienki.
- Tak,pod prysznicem.
- Czekaj na mnie.
- Co?! - Justin zaczął się rozbierać, a ja próbowałam zwalić Romea z ręcznika, kiedy Justin nie patrzył. - Justin co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam kiedy wszedł mi pod prysznic. Ja się próbowałam zakryć, ale on mnie zaczął przytulać i całować. - Już o tym rozmawialiśmy...
- Wiem... Ale ja jestem gotowy.
W sumie ja też byłam gotowa, ale się strasznie bałam... Po chwili postanowiłam, że uciekne spod prysznica. Wzięłam dupe w troki czy kroki czy coś i wyrwałam się od niego, wzięłam ręcznik i pobiegłam do garderoby. Na szczęście była na kluczyk, który był w środku. Zamknęłam się i ubrałam, poczekałam pare minut. Gdy wyszłam zobaczyłam smutnego Justina na łóżku <<<w ciuchach>>>
- Co ja narobiłem... Ona pomyśli, że jestem zboczeńcem i idiotą... - mówił sam do siebie, chyba mnie nie zauważył.
- Oj tak. Jesteś idiotą... Ale moim... - pocałowałam go, nie zareagował. - Justin...? Co jest?
- To już drugi czy trzeci raz, kiedy próbowałem... Anka... Czy ty mnie kochasz...?
- Głupie pytanie! Pewnie, że tak! Znam cię i cie kocham jak najbardziej!
- Aha... Ja ciebie też i to bardzooo... - szepnął po czym dał mi buziaka. - Idź się dokąp, ja już zdążyłem. - powiedział sucho.
- Nie... Ja w sumie już miałam wychodzić. Gdzie Romeo?
- Pobiegł gdzieś na dół do Loli i Julki.
- Aha. Co chcesz na śniadanie?
- Ja już chyba musze iść.
- Bez śniadania cie nie puszcze. - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Justin cały czas miał kamienną twarz.
- No dobra... - mruknął sucho.
- Czemu jesteś taki... smutny i zły...?
- A nic... Nie ważne...
- Aha... - zrobiłam smutną mine, ale on nawet na mnie nie popatrzył.
Kolejne dni mijały normalnie, po za jednym faktem: nie widziałam się z Justinem, od czasu spotkania pod prysznicem. Strasznie za nim tęsknie, ale zawsze jak dzwonie, to mówi, że nie ma czasu. Poszłam go odwiedzić. Zapukałam, usłyszałam ciche ,,prosze'' Justina. Weszłam i zobaczyłam go na kanapie w dresach jak ogląda kreskówki, je czipsy i pije cole.
- Cześć... - powiedziałam nieśmiało. - Właśnie widze jak nie masz dla mnie czasu... Może lepiej pójde i nie będe zawracała ci głowy... Pa.
- Nie, czekaj! - nie zareagowałam tylko zamknęłam drzwi. Wybiegł za mną. - Ania czekaj! Wracaj! - obróciłam się z paroma łzami w oczach, Justin je zauważył i szybko je otarł. Wziął mnie za ręke i pociągnął w strone domu. - Przepraszam... Ale pracuje nad nową płytą i jestem strasznie zestresowany, bo mam napisać 3 piosenki na określony termin, czyli na jutro. Napisałem już 2 piosenki, ale z 3 mam straszny problem. Nie umiem jej ułożyć!
- Może mała pomoc by się przydała?
- Nie... Może lepiej nie... Jak chcesz to spróbuj, a ja idę wziąć dłuuugąąą kąąąpieeel... Mam nadzieje, że się nie obrazisz...?
- Nie,nie... Idź się kąpać, a ja zobaczę co potrafie stworzyć. Jak coś to ma być twoja piosenka, więc nie mów, że ktoś ci w niej pomagał!
- Czemu?
- Bo chce mieć jeszcze troche spokoju...
- Aha. Ok. To narazie, będe za około 20 minut. Idź do mojego pokoju i się rozgość. - Justin poszedł do swojej łazienki, a ja zaczęłam komponować. 20 minut później...
- I jak?
- Proszę. Słowa i nuty.
- ,,Believe''... Spoko! Zaśpiewaj!
- Nieee...
- No śpiewaj, żebym ja wiedział jak.
- Ok... - zaczełam śpiewać ,,Believe'', a Justin siedział i się na mnie patrzył. - I jak??
- Świetna!!! Kocham cię!!! Dziękuje!!!
- Aaaa!!! Udusisz mnie! Hahaha! - zaczęliśmy się całować.
- A własnie! Przypomniałem sobie, że ostatnio jakbyliśmy z Chrisem u ciebie to mi obiecałaś, że spędzisz u mnie 1 noc!
- Nieee... - powiedziałam jakbym nie pamiętała.
- A ja wiem, że pamiętasz!
- No dobra... Tooo... Kiedy?
- Dziś.
- No ok...
- Będzie się działo!
- Nie! Powiedziałeś, że mam u ciebie spędzić jedną noc i nic więcej!
- Spędzić u kogoś noc ma parę znaczeń. - posłała mi cwaniacki uśmieszek.
- Nie myśl sobie! - Justin znów zaczął mnie całować, a ja jak głupia mu nie potrafiłam przerwać. Rzucił mnie na łóżko...
- Juuustiiin!!! - krzyczała jego mama z dołu. On nie reagował. - Juuustiiin! - dalej nic.
- Justin. - próbowałam mu się wyrwać, ale on nic. - Justin mama cie woła... - walnęłam go z liścia.
- Ałłł...
- Przepraszam myszko, ale cie mama woła.
- Sorki, ale nie potrafiłem się od ciebie oderwać... Mrrr...
- Juuustiiin!!! - dalej krzyczała jego mama.
- Ideee!!! - odpowiedział jej krzycząc, chamskim tonem.
- Jak ty się do mnie odzywasz?! - krzyczała na niego Pati. Ja posłuchiwałam ich ze schodów.
- Normalnie. - burknął Justin.
- Mów do mnie jak do matki, a nie jak do psa! To, że jesteś gwiazdą nie znaczy, że możesz się tak do mnie odzywać!
- Bo co?!
- Justin! Co w ciebie wstąpiło!?
- Dupa! - usłyszałam jak biegnie do swojego pokoju więc szybko się do niego wróciłam i usiadłam na łóżku. - Mam nadzieje, że nie słyszałaś...?
- Słyszałam...
- Jesteś po jej stronie... - stwierdził Justin.
- Jestem po twojej. Nie będe nic mówiła, że to tak nie ładnie, bo to ci nie pomoże. Iść z nią pogadać? Może cie zrozumie.
- Jak musisz...
Poszłam do jego mamy. Siedziała z głową opartą na rękach i płakała.
- Dzieńdobry...
- Witaj Aniu. Ja... ja... ja nie wiem co w niego wstąpiło... Zawsze był miłym i grzecznym chłopakiem, a teraz? Jakby diabeł w niego wstąpił.
- Wiem, wiem... Ale teraz tak będzie miał... Niestety... Taki wiek. Będzie musiała go pani zrozumieć. Nic innego nie da się zrobić. Justin dorasta i wogóle. Sama pani rozumie...
- Tak, rozumiem. A ty? Czemu nie jesteś taka jak Justin? Jesteś jego przeciwieństwem. Nie potrafisz go zmienić?
- Ja rzadko się widze z rodzicami dlatego próbuje być dla nich miła, po za tym mam 9-letnią siostre z domu dziecka, więc musze sie jakoś zachowywać. Spróbuje zmienić przynajmniej troche Justina, ale nie wiem czy mi sie uda.
- Dziękuje. - powiedziała i przytuliła się do mnie.
- Ale za co?
- Za to, że mnie uświadomiłaś i że jesteś z Justinem pomimo takiego zachowania. Dziękuje.
- Nie ma pani za co. A jak Justin się nie zmieni to mu zrobię piekiełko... - zatarłam ręce jakbym coś złego planowała.
- Ale nie zrobisz mu nic złego?!
- Nie, nie... To był taki żart... To ja wracam do Justina.
- Papa.
- Myszko...? Co oznacza to piekiełko?!
- To był żart. Która godzina?
- 18. Za pół godziny po mame przyjeżdża jakiś jej chłopak. Yhhh... Ten ciul nigdy nie zastąpi mi taty!!! - krzyknął Justin po czym wtulił twarz w poduszke.
- Wiemm... Justin chodź twoja mama cos od ciebie chciała.
- Ale bądź przy mnie i mnie pilnuj.
- Ok.
- Cześć mamo.
- Witaj synku. Jesteś głodny?
- Nie... - burknął, a ja go walnęłam w bok. - Ał. Nie dzięki nie jestem głodny. Zjadłem u Ani. - powiedział już milszym tonem.
- Aha. To ok. Za pół godziny przyjeżdża po mnie...
- Ten huj co chce mi zastąpic ojca!!! Nigdy tego nie zrobi!!! Rozumiesz?! Nigdy!
- Justin... - przytuliłam go. - Idź do pokoju... - pobiegł do pokoju. - To dla niego wrażliwy temat...
- Wiem... Ale nie moge ciągle żyć sama... Ahh żeby Justin to zrozumiał...
- Spróbuje mu to kiedyś wytłumaczyć. Teraz to chyba zły moment.
- Tak... Chyba masz racje... Dobrze to powiedz mu, że macie jedzenie w lodówce. Wróce nad ranem. Pomożesz mi się przygotować??
- No jasne!
Pomogłam Pati. Zajęło nam to 10 minut. Jej kolega przyjechał troche wcześniej.
- To pa! Bawcie się dobrze!!!
- Dowidzenia! - zamknęłam dom i pobiegłam szybko do Justina. - Justin... Myszko...
- Nie nazywaj mnie myszką!!! - krzyknął mi w twarz. - Jestem wściekły! Rozumiesz!? Jakiś gnojek próbuje mi zastąpić ojca! A ja nic nie moge na to poradzić!!! Żałuje, że wogóle się urodziłem. Żałuje wszystkiego co do tej pory zrobiłem! Rozumiesz?! Wszystkiego!!!
- Wszystkiego? - poczułam jak łzy mi napływają do oczu.
- TAK!
- Nawet nas? - nie wytrzymałam i pobiegłam na dół.
- Ania to nie tak! Tego nie miałem na myśli! Czekaj! - zaczęłam się zbierać. Na co on mnie wziął na ręce i zaniósł do pokoju. Zaczął mnie całować i rozbierać. Nie protestowałam. Zaczęłam go rozbierać i tak... Zrobiliśmy to!!! Nie umiem takich scen opisywać, bo nie jestem do tego stworzona, więc sobie daruje...
Po chwili usnęliśmy, pamiętam, że przed zaśnięciem zdążyłam ubrać bieliznę, Justin raczej nie...
- Romcio... Cichutko... Bo Justina obudzisz... - uspokajałam Romea. - No popatrz jak on słodko śpi. - wskazałam na Justina, a Romcio natychmiast obrócił głowe na pokazane miejsce. On chyba był tresowany. - No chodź. Dam ci śniadanko. - dałam Romciowi miske ciepłego mleka, było ciepłe bo całą noc leżało na grzejniku <<<nie wiem czemu w lecie się jeszcze grzeje w grzejnikach, ale tak mi się podobałoXD>>> i galaretke z kaczką... - Blee... Ale to jebie... - szeptałam do Romcia. - Smacznego Romeo. Tylko nie budź Justina i bądź grzeczny. Ja ide do łazienki. - podeszłam do drzwi, a Romcio na to:
- Miau!
- Cicho. Idę do łazienki.
- Mrau!
Po paru zdaniach, które wymieniliśmy, postanowiłam, że zaczekam, aż Romeo zje i go wezme do łazienki. Romcio zjadł. Poszliśmy oboje do łazienki; ja kibelek, Romeo kuweta. Ja wanna, Romeo ręcznik, który zwalił i na nim się zaczął myć.
- Ania... Jesteś tu? - JB wszedł do łazienki.
- Tak,pod prysznicem.
- Czekaj na mnie.
- Co?! - Justin zaczął się rozbierać, a ja próbowałam zwalić Romea z ręcznika, kiedy Justin nie patrzył. - Justin co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam kiedy wszedł mi pod prysznic. Ja się próbowałam zakryć, ale on mnie zaczął przytulać i całować. - Już o tym rozmawialiśmy...
- Wiem... Ale ja jestem gotowy.
W sumie ja też byłam gotowa, ale się strasznie bałam... Po chwili postanowiłam, że uciekne spod prysznica. Wzięłam dupe w troki czy kroki czy coś i wyrwałam się od niego, wzięłam ręcznik i pobiegłam do garderoby. Na szczęście była na kluczyk, który był w środku. Zamknęłam się i ubrałam, poczekałam pare minut. Gdy wyszłam zobaczyłam smutnego Justina na łóżku <<<w ciuchach>>>
- Co ja narobiłem... Ona pomyśli, że jestem zboczeńcem i idiotą... - mówił sam do siebie, chyba mnie nie zauważył.
- Oj tak. Jesteś idiotą... Ale moim... - pocałowałam go, nie zareagował. - Justin...? Co jest?
- To już drugi czy trzeci raz, kiedy próbowałem... Anka... Czy ty mnie kochasz...?
- Głupie pytanie! Pewnie, że tak! Znam cię i cie kocham jak najbardziej!
- Aha... Ja ciebie też i to bardzooo... - szepnął po czym dał mi buziaka. - Idź się dokąp, ja już zdążyłem. - powiedział sucho.
- Nie... Ja w sumie już miałam wychodzić. Gdzie Romeo?
- Pobiegł gdzieś na dół do Loli i Julki.
- Aha. Co chcesz na śniadanie?
- Ja już chyba musze iść.
- Bez śniadania cie nie puszcze. - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Justin cały czas miał kamienną twarz.
- No dobra... - mruknął sucho.
- Czemu jesteś taki... smutny i zły...?
- A nic... Nie ważne...
- Aha... - zrobiłam smutną mine, ale on nawet na mnie nie popatrzył.
Kolejne dni mijały normalnie, po za jednym faktem: nie widziałam się z Justinem, od czasu spotkania pod prysznicem. Strasznie za nim tęsknie, ale zawsze jak dzwonie, to mówi, że nie ma czasu. Poszłam go odwiedzić. Zapukałam, usłyszałam ciche ,,prosze'' Justina. Weszłam i zobaczyłam go na kanapie w dresach jak ogląda kreskówki, je czipsy i pije cole.
- Cześć... - powiedziałam nieśmiało. - Właśnie widze jak nie masz dla mnie czasu... Może lepiej pójde i nie będe zawracała ci głowy... Pa.
- Nie, czekaj! - nie zareagowałam tylko zamknęłam drzwi. Wybiegł za mną. - Ania czekaj! Wracaj! - obróciłam się z paroma łzami w oczach, Justin je zauważył i szybko je otarł. Wziął mnie za ręke i pociągnął w strone domu. - Przepraszam... Ale pracuje nad nową płytą i jestem strasznie zestresowany, bo mam napisać 3 piosenki na określony termin, czyli na jutro. Napisałem już 2 piosenki, ale z 3 mam straszny problem. Nie umiem jej ułożyć!
- Może mała pomoc by się przydała?
- Nie... Może lepiej nie... Jak chcesz to spróbuj, a ja idę wziąć dłuuugąąą kąąąpieeel... Mam nadzieje, że się nie obrazisz...?
- Nie,nie... Idź się kąpać, a ja zobaczę co potrafie stworzyć. Jak coś to ma być twoja piosenka, więc nie mów, że ktoś ci w niej pomagał!
- Czemu?
- Bo chce mieć jeszcze troche spokoju...
- Aha. Ok. To narazie, będe za około 20 minut. Idź do mojego pokoju i się rozgość. - Justin poszedł do swojej łazienki, a ja zaczęłam komponować. 20 minut później...
- I jak?
- Proszę. Słowa i nuty.
- ,,Believe''... Spoko! Zaśpiewaj!
- Nieee...
- No śpiewaj, żebym ja wiedział jak.
- Ok... - zaczełam śpiewać ,,Believe'', a Justin siedział i się na mnie patrzył. - I jak??
- Świetna!!! Kocham cię!!! Dziękuje!!!
- Aaaa!!! Udusisz mnie! Hahaha! - zaczęliśmy się całować.
- A własnie! Przypomniałem sobie, że ostatnio jakbyliśmy z Chrisem u ciebie to mi obiecałaś, że spędzisz u mnie 1 noc!
- Nieee... - powiedziałam jakbym nie pamiętała.
- A ja wiem, że pamiętasz!
- No dobra... Tooo... Kiedy?
- Dziś.
- No ok...
- Będzie się działo!
- Nie! Powiedziałeś, że mam u ciebie spędzić jedną noc i nic więcej!
- Spędzić u kogoś noc ma parę znaczeń. - posłała mi cwaniacki uśmieszek.
- Nie myśl sobie! - Justin znów zaczął mnie całować, a ja jak głupia mu nie potrafiłam przerwać. Rzucił mnie na łóżko...
- Juuustiiin!!! - krzyczała jego mama z dołu. On nie reagował. - Juuustiiin! - dalej nic.
- Justin. - próbowałam mu się wyrwać, ale on nic. - Justin mama cie woła... - walnęłam go z liścia.
- Ałłł...
- Przepraszam myszko, ale cie mama woła.
- Sorki, ale nie potrafiłem się od ciebie oderwać... Mrrr...
- Juuustiiin!!! - dalej krzyczała jego mama.
- Ideee!!! - odpowiedział jej krzycząc, chamskim tonem.
- Jak ty się do mnie odzywasz?! - krzyczała na niego Pati. Ja posłuchiwałam ich ze schodów.
- Normalnie. - burknął Justin.
- Mów do mnie jak do matki, a nie jak do psa! To, że jesteś gwiazdą nie znaczy, że możesz się tak do mnie odzywać!
- Bo co?!
- Justin! Co w ciebie wstąpiło!?
- Dupa! - usłyszałam jak biegnie do swojego pokoju więc szybko się do niego wróciłam i usiadłam na łóżku. - Mam nadzieje, że nie słyszałaś...?
- Słyszałam...
- Jesteś po jej stronie... - stwierdził Justin.
- Jestem po twojej. Nie będe nic mówiła, że to tak nie ładnie, bo to ci nie pomoże. Iść z nią pogadać? Może cie zrozumie.
- Jak musisz...
Poszłam do jego mamy. Siedziała z głową opartą na rękach i płakała.
- Dzieńdobry...
- Witaj Aniu. Ja... ja... ja nie wiem co w niego wstąpiło... Zawsze był miłym i grzecznym chłopakiem, a teraz? Jakby diabeł w niego wstąpił.
- Wiem, wiem... Ale teraz tak będzie miał... Niestety... Taki wiek. Będzie musiała go pani zrozumieć. Nic innego nie da się zrobić. Justin dorasta i wogóle. Sama pani rozumie...
- Tak, rozumiem. A ty? Czemu nie jesteś taka jak Justin? Jesteś jego przeciwieństwem. Nie potrafisz go zmienić?
- Ja rzadko się widze z rodzicami dlatego próbuje być dla nich miła, po za tym mam 9-letnią siostre z domu dziecka, więc musze sie jakoś zachowywać. Spróbuje zmienić przynajmniej troche Justina, ale nie wiem czy mi sie uda.
- Dziękuje. - powiedziała i przytuliła się do mnie.
- Ale za co?
- Za to, że mnie uświadomiłaś i że jesteś z Justinem pomimo takiego zachowania. Dziękuje.
- Nie ma pani za co. A jak Justin się nie zmieni to mu zrobię piekiełko... - zatarłam ręce jakbym coś złego planowała.
- Ale nie zrobisz mu nic złego?!
- Nie, nie... To był taki żart... To ja wracam do Justina.
- Papa.
- Myszko...? Co oznacza to piekiełko?!
- To był żart. Która godzina?
- 18. Za pół godziny po mame przyjeżdża jakiś jej chłopak. Yhhh... Ten ciul nigdy nie zastąpi mi taty!!! - krzyknął Justin po czym wtulił twarz w poduszke.
- Wiemm... Justin chodź twoja mama cos od ciebie chciała.
- Ale bądź przy mnie i mnie pilnuj.
- Ok.
- Cześć mamo.
- Witaj synku. Jesteś głodny?
- Nie... - burknął, a ja go walnęłam w bok. - Ał. Nie dzięki nie jestem głodny. Zjadłem u Ani. - powiedział już milszym tonem.
- Aha. To ok. Za pół godziny przyjeżdża po mnie...
- Ten huj co chce mi zastąpic ojca!!! Nigdy tego nie zrobi!!! Rozumiesz?! Nigdy!
- Justin... - przytuliłam go. - Idź do pokoju... - pobiegł do pokoju. - To dla niego wrażliwy temat...
- Wiem... Ale nie moge ciągle żyć sama... Ahh żeby Justin to zrozumiał...
- Spróbuje mu to kiedyś wytłumaczyć. Teraz to chyba zły moment.
- Tak... Chyba masz racje... Dobrze to powiedz mu, że macie jedzenie w lodówce. Wróce nad ranem. Pomożesz mi się przygotować??
- No jasne!
Pomogłam Pati. Zajęło nam to 10 minut. Jej kolega przyjechał troche wcześniej.
- To pa! Bawcie się dobrze!!!
- Dowidzenia! - zamknęłam dom i pobiegłam szybko do Justina. - Justin... Myszko...
- Nie nazywaj mnie myszką!!! - krzyknął mi w twarz. - Jestem wściekły! Rozumiesz!? Jakiś gnojek próbuje mi zastąpić ojca! A ja nic nie moge na to poradzić!!! Żałuje, że wogóle się urodziłem. Żałuje wszystkiego co do tej pory zrobiłem! Rozumiesz?! Wszystkiego!!!
- Wszystkiego? - poczułam jak łzy mi napływają do oczu.
- TAK!
- Nawet nas? - nie wytrzymałam i pobiegłam na dół.
- Ania to nie tak! Tego nie miałem na myśli! Czekaj! - zaczęłam się zbierać. Na co on mnie wziął na ręce i zaniósł do pokoju. Zaczął mnie całować i rozbierać. Nie protestowałam. Zaczęłam go rozbierać i tak... Zrobiliśmy to!!! Nie umiem takich scen opisywać, bo nie jestem do tego stworzona, więc sobie daruje...
Po chwili usnęliśmy, pamiętam, że przed zaśnięciem zdążyłam ubrać bieliznę, Justin raczej nie...
czwartek, 26 stycznia 2012
14. Ktoś nowy...
Chris sobie poszedł, a Justin zamknął drzwi na klucz. Wziął mnie na ręce i pobiegł ze mą do mojego pokoju i rzucił mnie na łóżko. Zamknął drzwi do mojego pokoju na klucz i zaczął się do mnie dobierać.
- Teraz na serio mi się nie wywiniesz... - i zaczął mnie całować.
- Justin... Justin! Puść mnie idioto! Hahaha! Matołku ty mój! Puszczaj... - nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam razem z nim świrować w łóżku. Gdy się zorientowałam byliśmy w samej bieliźnie. - Nie Justin... Przepraszam... - natychmiast zaprzestał ściągania mi majtek. - Przepraszam... Ja jeszcze nie moge... Nie potrafie... Przepraszam... - uciekłam do łazienki i zaczęłam płakać, w sumie... Nie wiem czemu.
- Ania. Wpuść mnie, prosze! Wpuść mnie skarbie! Nic sie nie stało. Wpuść mnie prosze kotku!!! - walił w drzwi pięściami.
- Drzwi są otwarte...
- Aha... Anuś... Czemu płaczesz?
- Nie wiem... Jakoś tak, no bo... No bo tak jakby cie wystawiłam. Przepraszam...
- Nie wystawiłaś mnie. Nie martw się niczym... Zresztą, ja też nie byłem co do tego taki pewny, ale skoro zacząłem, to postanowiłem dokończyć... Tak naprawde to ja ci dziekuje. Powstrzymałaś mnie od czegoś. Czego później mógłbym żałować...
- To znaczy?
- Nie wziąłem kondomów... - powiedział, po czym się roześmialiśmy. Wziął mnie na rękach do pokoju i się ubraliśmy.
- Chodźmy spać... - zaproponował Justin.
- No ok misiu... - usnęliśmy około 15.
- Aniaaaaaaaa!!! - usłyszałam mame z dołu. - Zchodź na dół! Mamy dla ciebie niespodzianke! - powlekłam sie na dół z rozmazanym makijażem i wymiętymi ciuchami. Justin wyglądał tak samo (śpiąco) jak ja tylko bez makijażu. - Yyy... Ania? Co wy robiliście? - zapytała speszona mama.
- Spaliśmy... Nie! Nie w taki sposób! My się po prostu zdrzemnęliśmy, bo byliśmy zmęczeni i tyle.
- Napewno?? - mama nie dawała za wygraną.
- Tak, napewno. - powiedzieliśmy równo z JB.
- Aha. To pewnie jesteście głodni.
- TAAAK!!!
- No to zaraz będzie obiad.
- Ok. To my się idziemy ogarnąć.
- Dobra.
Zmyłam makijaż, a Justin w tym czasie brał prysznic( mam nieprześwitującą kabineXD). Justin wyszedł i poszedł się ubrać, a ja w tym czasie wzięłam prysznic, potem jak on ubrałam się. On poprawił swój artystyczny nieład na głowie, a ja uczesałam koka na szybko. Zeszliśmy na dół na kolacje.
- No więc zjedzcie, a potem mamy z tatą dla was niespodzianke... - zjedliśmy i poszliśmy do salonu. Kazali mi usiąść z zamkniętymi oczami. Coś zaczęło po mnie łazić i mruczeć. To był kocurek! Na jego widok Justin się troche skrzywił.
- Aaaa!!! Jaki śliczny!!! Chłopczyk czy dziewczynka? - krzyknęłam.
- Kocurek. Twoja siostra ma kocurke... Haha! - powiedział tata.
- Nazwe go... hmmm... Romeo!
- Ładne imie. - powiedział bez entuzjazmu Justin.
- Nieee... Lepsze imie to Justin!
- No i to ja rozumiem! A jest chociaż rasowy?
- Hmmm... To jest chyba Ragdoll.
- Nie. To norweski leśny. - powiedziała mama.
- Aaa!!! Ale zajebiście!!!
- Ania! Jak ty mówisz!
- Przepraszam. Justinek, chodź, noga! - w tym momencie Justin (nie kot) przytulił sie do mojej nogi. - Justin ty matołku!
- Który Justin? - zapytał JB.
- Koniec! On ma jednak na imię Romeo.
- Ohhh... A zapowiadało się tak fajnie!
- Aniu jest jeden szczegół. - zaczeła mama.
- Bedziesz dostawała kieszonkowe raz na miesiąc, na wychowanie kota, a drugie dla siebie. Dla kota to 100 dolarów na miesiąc. Chyba żeby ci czegoś na serio brakowało to mów. A dla siebie też 100 dolarów na miesiąc. Masz. Tu twoje kieszonkowe. Po kase dla siebie przychodź do mnie, a dla kota do mamy. Dziś jedziesz na zakupy po rzeczy dla Romea. Powodzenia.
- Dziękuje!!! - wyściskałam rodziców, ubrałam się i poszliśmy z Justinem po jego limuzyne. Romeo został chwilowo pod opieką rodziców.
- Więc musimy kupić... Żwirek, kuwete, 2 miseczki, różne karmy, paste i szczotke do zębów dla kotów, smycz, 2 łóżeczka, domek i jakieś zabawki.
- Jejuuu... Nawet ja tyle nie kupuje.
- Aha! No i jeszcze siateczka na akwarium żeby mi Romeo nie zjadł Norisa:D
- Ok... A starczy ci?
- No mam nadzieje, że ty też wziąłeś pare dolarów dla Romea. To też twój kotek.
- Ohhh... No wziąłem.
- To spoko. Ile...?
- Około 1000 $.
- OMG?! 1000$?!?! Czy ciebie rypło, żeby tak dużo brać?!
- Te baby to już całkiem zwariowały! Jak nie za mało, to znowu za dużo!
- Dobra nieważne!
Dojechaliśmy, kupiliśmy Romciowi: srebrną i złotą miseczką (tak chciał JB), smycz w kolorze czerwonym z nadrukami ,,Romeo'' lub ,,Romcio'', błękitne i fioletowe łoże, 2 worki żwirku, czarną kuwete, 5-piętrowy domek: parter zielony, 1 p. fioletowe, 2p. niebieskie, 3p. białe, 4p. pomarańczowe, 5p. różowe. Kupiliśmy 3 worki suchej karmy, 2 pudełka galaretek i jeszcze jakieś normalne szyneczki i ze 3 mleka. Dalej poszliśmy do sklepu z zabawkami dla dzieci, kupiliśmy: 3 małe misie, 1 dużego misia, gryzak (kotek był jeszcze mały). Potem poszliśmy po zabawki dla zwierząt, kupiliśmy: 2 piszczące myszki, 3 gryzaki i jeszcze parę innych zabawek. Nie zapomnieliśmy też o szczotce i paście do zębów dla Romcia i siateczce dla Norcia. Zrobiliśmy oczywiście liste, żeby nic nie wzięła Lola (kotka Julki). Zjedliśmy lody i pojechaliśmy do domu.
- Czy wyście oszaleli?! - krzyczała mama. - Ile na to wydaliście?!
- Około 3 stów. - powiedziałam spokojnie. - Ale nie trzeba drugi raz wydawać kasy na miski, łóżka, kuwete, domek i zabawki. Tylko na jedzenie i sprawy w toalecie.
- Sprawy w toalecie?
- No czyli... Żwirek, szczotka do zębów i pasta.
- Aha. No dobra. Skąd miałaś 3-sta dolarów??
- 150 ja zapłaciłam, a 150 Justin. To też jego kot.
- Wrobiła cie w to?
- Tak jakby...
- Znam ten ból chłopie... - powiedział ze współczuciem tata. - A co ze smyczą??
- Za jakiś czas trzeba będzie kupić nową, bo Romcio urośnie. My idziemy. Romeo! Chodź kotku! - nic... - Romek rusz dupe! - Romeo dopiero zauważył, że do niego mówie i podciął mi nogi na schodach, ale JB mnie złapał. Rozstawiliśmy rzeczy w moim pokoju i łazience i padliśmy na łóżko. Romeo wskoczył do nas.
- Dobra Justin, do spania dla kota. Romeo zajął twoje miejsce.
- Are you fucking killing to me?!?! - zadarł się Justin.
- Nie no żartuje. Romcio ty śpisz tam. - przeniosłam go do spanka dla kotów.
- Mreu!!! - powiedział Romcio i wskoczył na łóżko (moje, aha i niektóre koty zamista miau mówią mreu... naprzykład koty mojej kuzynki). Powtórzyłam czynność pare razy i poddałam się. Nakarmiłam Norisa, założyłam mu siateczke na akwarium i usnęliśmy we trójke...
- Teraz na serio mi się nie wywiniesz... - i zaczął mnie całować.
- Justin... Justin! Puść mnie idioto! Hahaha! Matołku ty mój! Puszczaj... - nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam razem z nim świrować w łóżku. Gdy się zorientowałam byliśmy w samej bieliźnie. - Nie Justin... Przepraszam... - natychmiast zaprzestał ściągania mi majtek. - Przepraszam... Ja jeszcze nie moge... Nie potrafie... Przepraszam... - uciekłam do łazienki i zaczęłam płakać, w sumie... Nie wiem czemu.
- Ania. Wpuść mnie, prosze! Wpuść mnie skarbie! Nic sie nie stało. Wpuść mnie prosze kotku!!! - walił w drzwi pięściami.
- Drzwi są otwarte...
- Aha... Anuś... Czemu płaczesz?
- Nie wiem... Jakoś tak, no bo... No bo tak jakby cie wystawiłam. Przepraszam...
- Nie wystawiłaś mnie. Nie martw się niczym... Zresztą, ja też nie byłem co do tego taki pewny, ale skoro zacząłem, to postanowiłem dokończyć... Tak naprawde to ja ci dziekuje. Powstrzymałaś mnie od czegoś. Czego później mógłbym żałować...
- To znaczy?
- Nie wziąłem kondomów... - powiedział, po czym się roześmialiśmy. Wziął mnie na rękach do pokoju i się ubraliśmy.
- Chodźmy spać... - zaproponował Justin.
- No ok misiu... - usnęliśmy około 15.
- Aniaaaaaaaa!!! - usłyszałam mame z dołu. - Zchodź na dół! Mamy dla ciebie niespodzianke! - powlekłam sie na dół z rozmazanym makijażem i wymiętymi ciuchami. Justin wyglądał tak samo (śpiąco) jak ja tylko bez makijażu. - Yyy... Ania? Co wy robiliście? - zapytała speszona mama.
- Spaliśmy... Nie! Nie w taki sposób! My się po prostu zdrzemnęliśmy, bo byliśmy zmęczeni i tyle.
- Napewno?? - mama nie dawała za wygraną.
- Tak, napewno. - powiedzieliśmy równo z JB.
- Aha. To pewnie jesteście głodni.
- TAAAK!!!
- No to zaraz będzie obiad.
- Ok. To my się idziemy ogarnąć.
- Dobra.
Zmyłam makijaż, a Justin w tym czasie brał prysznic( mam nieprześwitującą kabineXD). Justin wyszedł i poszedł się ubrać, a ja w tym czasie wzięłam prysznic, potem jak on ubrałam się. On poprawił swój artystyczny nieład na głowie, a ja uczesałam koka na szybko. Zeszliśmy na dół na kolacje.
- No więc zjedzcie, a potem mamy z tatą dla was niespodzianke... - zjedliśmy i poszliśmy do salonu. Kazali mi usiąść z zamkniętymi oczami. Coś zaczęło po mnie łazić i mruczeć. To był kocurek! Na jego widok Justin się troche skrzywił.
- Aaaa!!! Jaki śliczny!!! Chłopczyk czy dziewczynka? - krzyknęłam.
- Kocurek. Twoja siostra ma kocurke... Haha! - powiedział tata.
- Nazwe go... hmmm... Romeo!
- Ładne imie. - powiedział bez entuzjazmu Justin.
- Nieee... Lepsze imie to Justin!
- No i to ja rozumiem! A jest chociaż rasowy?
- Hmmm... To jest chyba Ragdoll.
- Nie. To norweski leśny. - powiedziała mama.
- Aaa!!! Ale zajebiście!!!
- Ania! Jak ty mówisz!
- Przepraszam. Justinek, chodź, noga! - w tym momencie Justin (nie kot) przytulił sie do mojej nogi. - Justin ty matołku!
- Który Justin? - zapytał JB.
- Koniec! On ma jednak na imię Romeo.
- Ohhh... A zapowiadało się tak fajnie!
- Aniu jest jeden szczegół. - zaczeła mama.
- Bedziesz dostawała kieszonkowe raz na miesiąc, na wychowanie kota, a drugie dla siebie. Dla kota to 100 dolarów na miesiąc. Chyba żeby ci czegoś na serio brakowało to mów. A dla siebie też 100 dolarów na miesiąc. Masz. Tu twoje kieszonkowe. Po kase dla siebie przychodź do mnie, a dla kota do mamy. Dziś jedziesz na zakupy po rzeczy dla Romea. Powodzenia.
- Dziękuje!!! - wyściskałam rodziców, ubrałam się i poszliśmy z Justinem po jego limuzyne. Romeo został chwilowo pod opieką rodziców.
- Więc musimy kupić... Żwirek, kuwete, 2 miseczki, różne karmy, paste i szczotke do zębów dla kotów, smycz, 2 łóżeczka, domek i jakieś zabawki.
- Jejuuu... Nawet ja tyle nie kupuje.
- Aha! No i jeszcze siateczka na akwarium żeby mi Romeo nie zjadł Norisa:D
- Ok... A starczy ci?
- No mam nadzieje, że ty też wziąłeś pare dolarów dla Romea. To też twój kotek.
- Ohhh... No wziąłem.
- To spoko. Ile...?
- Około 1000 $.
- OMG?! 1000$?!?! Czy ciebie rypło, żeby tak dużo brać?!
- Te baby to już całkiem zwariowały! Jak nie za mało, to znowu za dużo!
- Dobra nieważne!
Dojechaliśmy, kupiliśmy Romciowi: srebrną i złotą miseczką (tak chciał JB), smycz w kolorze czerwonym z nadrukami ,,Romeo'' lub ,,Romcio'', błękitne i fioletowe łoże, 2 worki żwirku, czarną kuwete, 5-piętrowy domek: parter zielony, 1 p. fioletowe, 2p. niebieskie, 3p. białe, 4p. pomarańczowe, 5p. różowe. Kupiliśmy 3 worki suchej karmy, 2 pudełka galaretek i jeszcze jakieś normalne szyneczki i ze 3 mleka. Dalej poszliśmy do sklepu z zabawkami dla dzieci, kupiliśmy: 3 małe misie, 1 dużego misia, gryzak (kotek był jeszcze mały). Potem poszliśmy po zabawki dla zwierząt, kupiliśmy: 2 piszczące myszki, 3 gryzaki i jeszcze parę innych zabawek. Nie zapomnieliśmy też o szczotce i paście do zębów dla Romcia i siateczce dla Norcia. Zrobiliśmy oczywiście liste, żeby nic nie wzięła Lola (kotka Julki). Zjedliśmy lody i pojechaliśmy do domu.
- Czy wyście oszaleli?! - krzyczała mama. - Ile na to wydaliście?!
- Około 3 stów. - powiedziałam spokojnie. - Ale nie trzeba drugi raz wydawać kasy na miski, łóżka, kuwete, domek i zabawki. Tylko na jedzenie i sprawy w toalecie.
- Sprawy w toalecie?
- No czyli... Żwirek, szczotka do zębów i pasta.
- Aha. No dobra. Skąd miałaś 3-sta dolarów??
- 150 ja zapłaciłam, a 150 Justin. To też jego kot.
- Wrobiła cie w to?
- Tak jakby...
- Znam ten ból chłopie... - powiedział ze współczuciem tata. - A co ze smyczą??
- Za jakiś czas trzeba będzie kupić nową, bo Romcio urośnie. My idziemy. Romeo! Chodź kotku! - nic... - Romek rusz dupe! - Romeo dopiero zauważył, że do niego mówie i podciął mi nogi na schodach, ale JB mnie złapał. Rozstawiliśmy rzeczy w moim pokoju i łazience i padliśmy na łóżko. Romeo wskoczył do nas.
- Dobra Justin, do spania dla kota. Romeo zajął twoje miejsce.
- Are you fucking killing to me?!?! - zadarł się Justin.
- Nie no żartuje. Romcio ty śpisz tam. - przeniosłam go do spanka dla kotów.
- Mreu!!! - powiedział Romcio i wskoczył na łóżko (moje, aha i niektóre koty zamista miau mówią mreu... naprzykład koty mojej kuzynki). Powtórzyłam czynność pare razy i poddałam się. Nakarmiłam Norisa, założyłam mu siateczke na akwarium i usnęliśmy we trójke...
wtorek, 17 stycznia 2012
13. Na basenie i reszta dnia...
*** oczami Anki***
- No to zbieraj się mycho. - powiedział do mnie JB.
- A wy, gdzie macie rzeczy?
- W krzakach. - powiedział Chris, a ja wybuchnęłam śmiechem. - No co?
- Kobiety mają inną orientacje niż my w pewnych sprawach. - powiedział filozoficznie Justin.
- Ejj! - krzyknęłam.
- No co? - powiedział JB, jakby mnie nie rozumiał. - Idź już weź swoje rzeczy.
- Nom. - pocałował mnie.
- Buuułłeee!!! - krzyczał Chris. - Feeee! Tu są dzieci!
- Nie krzycz, bo zaraz ciebie tak pocałuje! - powiedziałam.
- A bardzo chętnie!
- O_o?! Chris... Czy tu się dobrze czujesz? - powiedział JB.
- Nie ważne ja się ide zbierać.
Wzięłam potrzebne rzeczy i ruszyłam do auta mojego chłopaka. Jechaliśmy 5 minut. Po chwili zobaczyłam niebieski, przeszkolny budynek z paroma basenami na zewnątrz.
- Ale tu ładnie... - westchnęłam.
- Nigdy tu nie byłaś? - zapytał JB.
- W planach wycieczki tego nie było, a jakoś wcześniej nie było czasu na to... - powiedziałam.
- Ta, a na całowanie i rozbieranie był czas?! - powiedział Chris, a Justin posłał mu złe spojrzenie.
- Wejdziemy w końcu? - trochę się zamyślałam.
- No dobra to chodźmy się zabawić!!! - krzyknął Chris.
- To jest jeszcze jednak dziecko... - westchnął JB, gdy Chris już biegł do basenu. - Czekaj! - Chris zahamował. - Wracaj! - wrócił.
Załatwiliśmy jeszcze coś w recepcji i poszliśmy się zabawić. Justin przytapiał Chrisa, a ja go próbowałam uratować.
- JB! Ty cioto! Utopiłbyś mnie!!! Masz u mnie przejebane!
- Ale nie jesteś utopiony!
- No właśnie... - Chris zrobił złowieszczy uśmieszek.
- To ja może ucieknę. - i już go nie było, natomiast Chris się do mnie wredno uśmiechnął.
- Jak nie on, to ty.
- Pa! - krzyknęłam i już mnie nie było.
Chris nas gonił po całym budynku, aż ja wbiegłam do szatni damskiej a JB za mną. Chris stanął jak wryty i zaczął się śmiać z Justina. JB uświadomił sobie powagę sytuacji dopiero jak obejrzał się do tyłu. Było tam mnóstwo dziewczyn, w tym około 40 fanek Justina.
- OMG IT'S JUSTIN...
Nie dokończyły, bo mnie i Justina już tam nie było. Jeszcze Chris nas trochę pogonił, popływaliśmy sobie, poukrywaliśmy sie przed fankami i pojechaliśmy do domu. Była 23:15.
- Gdzie wyście byli?! - krzyknęła moja przerażona i wściekła mama.
- Noo... Na basenie. - odpowiedziałam.
- Ale czemu tak długo?!
- Bylibyśmy na 23, ale przynieślimy nam i wam kolacje. - wyszczerzył zęby Justin, co nas uratowało.
- Dobrze... Tym razem wam daruje. Jula jeszcze nie śpi. Idź Aniu zanieś jej. A wy chłopcy dobranoc. - i moja mama wzięła kolacje i poszła do swojego pokoju. Wróciłam na dół, a chłopaki jeszcze tam stali.
- No co? Nie pożegnaliśmy się. - powiedział Chris. Dałam mu buziaka w policzek.
- Pa Chris. Pa Kotku. - pocałował mnie. Zamnkęłam za nimi drzwi i położyłam sie spać.
Rano się obudziłam.
- Mmmm... Niedziela! A jutro szkoła - na ostatnie 2 słowa zrobiłam skrzyw :/ Poszłam do łazienki, wykąpałam się, umyłam głowe. Ubrałam sie w dresy po kolana, koszulke z twarzą Justina i trampki Conversy;*** Zeszłam na dół na śniadanie, a tam zamiast mamy i siostry - Justin.
- Co tu robisz skarbie??
- Miłe powitanie... Twoja mama mnie prosiła, żebym się tobą ,,zaopiekował'', bo ona miała jechać z twoją siostrą do lekarza, bo mała się źle czuła.
- Aha. To... Co na śnaidanko??
- Co? Przyszedłem tu do ciebie o 11! I jeszcze mam ci śniadanie robić?! Żartowałemm... :P
- Mi chodziło o to, co być chciał na śniadanie...?
- Aha. Wiedziałem! Tak, tak ja wiedziałem! Hmmm... Może pizze?
- Ok. Juz robie.
- Chciałem powiedzieć żebyśmy zamówili. Ale ok.
- Nomm... Ja wole domową. Dobra. Zobaczmy co my tu mamy... - zaczęłam grzebać lodówce w poszukiwaniu drożdży i innych składników. Zaczęłam wyciągać składniki. - Jest ser, drożdże, pomidorek, szyneczka, grzybki, keczup, oliwa, mąka. To chyba tyle. Do roboty! - i zaczęliśmy robić nasze śniadanko.
- Dłuugoo jeeszczee?? - Justin nudził jak małe dziecko.
- Taaakkk...
- Nieee...
- No dobra. Jeszcze jakieś 5 minut.
- Aha. Mogę zadzwonić po Chrisa?
- No. Starczy też dla niego i czekaj... Były tu gdzieś... Są! Mam dla niego żelki. Hmmm... Mają date do końca roku. Spoko. Dzwoń.
- Siemka Chris.
- Co chcesz tak wcześnie?!
- Przychodzisz do nas na śniadanie? Jest pizza i mamy dla ciebie żelki. Jak coś to u Anki... Chris?? ---pip.pip.pip.---
- I?
- Chris zaraz będzie. - ding dong!
- Szybki jest:D.
- Noo...Ale mnie nigdy nie przebije w kosza!
- Tak Justinku. Nigdy.
- No siema! Gdzie pizza i żelki?
- Pizze już wyciągam z pieca, a żelki po pizzie.
- Ohhh... - westchnęli równo JB i CB.
- Wiecie co? Mam ochotę wrócić do dzieciństwa i poglądać zboczone filmiki na youtube. Co nie Chris? - powiedział JB.
- Nooo... A może byśmy taki nagrali? - Chris.
- Ja wam pizze zrobiłam i żelki załatwiłam. Ode mnie won.
- Ohhh... - zjedliśmy pizze, chłopaki dostali swoje żelki. Wyszliśmy na pole.
- Kufa! Ale gorąco! - powiedział Dr. Bieber <<<hehe^^>>>
- Nooo... - powiedziała Dr. Anka <<<hehe^^>>> - Wytrzymać się nie da. Wracajmy do domu.
- Nieee. Mam lepszy pomysł! - krzyknął Chris i pobiegł do domu. Przyniósł nam pistolety na wode. - Wojnaaa!!! - podał nam pistolety napełnione wodą i rozpoczęła sie wojna.
Do domu wróciliśmy cali mokrzy. Wzięłam prysznic i się przebrałam. Chris i Justin zrobili to samo. Dałam im moje ciuchy. Mokre ciuchy powiesiliśmy na suszarkach na pranie.
- Było zajebiście! - krzyknął JB. - Anka. Gdy byłem z Seleną, to musiałem się z nią cały czas miziać i musiałem się zachowywać jak dżentelmen. Nawet pobekać sobie nie mogłem! Przy tobie mogę robić co chce. Nie musze być kimś innym, ani nie musze się z tobą cały czas miziać. Kochamm ciee. - powiedział po czym mnie pocałował.
- O prosze was... Tu są kurde dzieci!
- Dzieci nie mówią kurde!
- Oj tam, oj tam...
- Chciałbyś kogoś poznać? Naprawde 2 fajne dziewczyny. Przyjadą w wakacje.
- <3 Hehe! Będe miał co robić! Mułahahaha!!!
- Chris! Jeśli je skrzywdzisz wracam do Polski razem z nimi i zabieram ci Justina!
- No dobraaa... Spać mi sie chce. Ide do pokoju gościnnego. Nara.
- Dobranoc. - ja.
- Dobranoc. - JB.
- Nomm... - Chris.
- Too... Idziemy do twojego pokoju?? - zapytał JB.
- No ok.
Pogadaliśmy jak normalni ludzie. Położyłam mu głowe na kolana i po chwili usnęłam.
Powoli otworzyłam oczy, spojrzałam na drzemiącego Justinka. Jaki on słodki, gdy śpi... Po chwili obudził się.
- Jak ja cie kochammm... - powiedział.
- Ja ciebie też. Jesteś głodny?
- Bardzooo... Ale jeszcz bardziej jestem głodny na ciebie... - posłał mi pytający uśmieszek.
- Narazie sobie o tym możesz pomarzyć... Kocha to poczeka:D
- Spryciaro... - podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. - Teraz już mi sie nie wywiniesz... - zaczął mnie całować po szyi. Obrócił mnie twarzą w twarz i zaczął mnie całować. Głaskał moje plecy pod bluzką.
- Ale jestem głodny! - wszedł Chris. - Ojj... Dlaczego zawsze robicie to w takich momentach kiedy ja wchodze?!
- Dlaczego ty zawsze wchodzisz w takich momentach? - zapytał JB.
- Dobra. Co chcecie na obiad?
- Pizzeee!!!
- Pizza była na śniadanie. Coś innego i nie żelki!
- Hmmm... Jajecznice??
- Ok. Justin dla ciebie z ilu jajek?
- 3.
- Chris?
- 2.
- A dla mnie z 1.
- Anka! Nie będziesz mi sie tu głodziła. - powiedział Justin.
- Ale ja nie jestem głodna. Jeszcze pizza mi siedzi w brzuchu.
- Masz dobre argumenty. Ale za to spędzasz noc u mnie... Nie ma mojej mamy...
- Hmmm... Zgoda. Chris przetnij.
- Uhhuu! Będzie się działo! - powiedział Chris przecinając przysięge. - A teraz jajecznica!!!
- Nomm...
Zjedliśmy, oglądaliśmy ,,Żelkowe TV''. Boshee jakie to nudneee... Nowe mieszanki żelków i inne przepisy na domowe żelki czy coś. W tym czasie sie zdrzemnełam na Justinie... Śniło mi się, że jestem w kuchni Justina i jestem malutka jak żelek. Justin i Chris robi jakieś żelkowe przepisy i przez nieuwage wrzucili mnie do garnka. Brrr...
- AAAAA!!! Nigdy więcej żelek! - krzyknęłam.
- Haha. Żelki każdemu kto ich nie polubi, odegrają sie w snach. - powiedział Chris. - Która godzina??
- Hmm... 14:15. A co? - powiedział Chris.
- Aaa! To już musze iść do domu.
- Ohhh... Pa pa Chrisi.
- Że kto?! - zapytał zdezorientowany Justin.
- Zazdrosny...?
- O niego? Proszę cie... Pff!
- Ejjj!!!
- Żelek, zdaje mi się, że miałeś iść?
- Noooo.... Pa!
- Pa.
- Pa pa.
- No to zbieraj się mycho. - powiedział do mnie JB.
- A wy, gdzie macie rzeczy?
- W krzakach. - powiedział Chris, a ja wybuchnęłam śmiechem. - No co?
- Kobiety mają inną orientacje niż my w pewnych sprawach. - powiedział filozoficznie Justin.
- Ejj! - krzyknęłam.
- No co? - powiedział JB, jakby mnie nie rozumiał. - Idź już weź swoje rzeczy.
- Nom. - pocałował mnie.
- Buuułłeee!!! - krzyczał Chris. - Feeee! Tu są dzieci!
- Nie krzycz, bo zaraz ciebie tak pocałuje! - powiedziałam.
- A bardzo chętnie!
- O_o?! Chris... Czy tu się dobrze czujesz? - powiedział JB.
- Nie ważne ja się ide zbierać.
Wzięłam potrzebne rzeczy i ruszyłam do auta mojego chłopaka. Jechaliśmy 5 minut. Po chwili zobaczyłam niebieski, przeszkolny budynek z paroma basenami na zewnątrz.
- Ale tu ładnie... - westchnęłam.
- Nigdy tu nie byłaś? - zapytał JB.
- W planach wycieczki tego nie było, a jakoś wcześniej nie było czasu na to... - powiedziałam.
- Ta, a na całowanie i rozbieranie był czas?! - powiedział Chris, a Justin posłał mu złe spojrzenie.
- Wejdziemy w końcu? - trochę się zamyślałam.
- No dobra to chodźmy się zabawić!!! - krzyknął Chris.
- To jest jeszcze jednak dziecko... - westchnął JB, gdy Chris już biegł do basenu. - Czekaj! - Chris zahamował. - Wracaj! - wrócił.
Załatwiliśmy jeszcze coś w recepcji i poszliśmy się zabawić. Justin przytapiał Chrisa, a ja go próbowałam uratować.
- JB! Ty cioto! Utopiłbyś mnie!!! Masz u mnie przejebane!
- Ale nie jesteś utopiony!
- No właśnie... - Chris zrobił złowieszczy uśmieszek.
- To ja może ucieknę. - i już go nie było, natomiast Chris się do mnie wredno uśmiechnął.
- Jak nie on, to ty.
- Pa! - krzyknęłam i już mnie nie było.
Chris nas gonił po całym budynku, aż ja wbiegłam do szatni damskiej a JB za mną. Chris stanął jak wryty i zaczął się śmiać z Justina. JB uświadomił sobie powagę sytuacji dopiero jak obejrzał się do tyłu. Było tam mnóstwo dziewczyn, w tym około 40 fanek Justina.
- OMG IT'S JUSTIN...
Nie dokończyły, bo mnie i Justina już tam nie było. Jeszcze Chris nas trochę pogonił, popływaliśmy sobie, poukrywaliśmy sie przed fankami i pojechaliśmy do domu. Była 23:15.
- Gdzie wyście byli?! - krzyknęła moja przerażona i wściekła mama.
- Noo... Na basenie. - odpowiedziałam.
- Ale czemu tak długo?!
- Bylibyśmy na 23, ale przynieślimy nam i wam kolacje. - wyszczerzył zęby Justin, co nas uratowało.
- Dobrze... Tym razem wam daruje. Jula jeszcze nie śpi. Idź Aniu zanieś jej. A wy chłopcy dobranoc. - i moja mama wzięła kolacje i poszła do swojego pokoju. Wróciłam na dół, a chłopaki jeszcze tam stali.
- No co? Nie pożegnaliśmy się. - powiedział Chris. Dałam mu buziaka w policzek.
- Pa Chris. Pa Kotku. - pocałował mnie. Zamnkęłam za nimi drzwi i położyłam sie spać.
Rano się obudziłam.
- Mmmm... Niedziela! A jutro szkoła - na ostatnie 2 słowa zrobiłam skrzyw :/ Poszłam do łazienki, wykąpałam się, umyłam głowe. Ubrałam sie w dresy po kolana, koszulke z twarzą Justina i trampki Conversy;*** Zeszłam na dół na śniadanie, a tam zamiast mamy i siostry - Justin.
- Co tu robisz skarbie??
- Miłe powitanie... Twoja mama mnie prosiła, żebym się tobą ,,zaopiekował'', bo ona miała jechać z twoją siostrą do lekarza, bo mała się źle czuła.
- Aha. To... Co na śnaidanko??
- Co? Przyszedłem tu do ciebie o 11! I jeszcze mam ci śniadanie robić?! Żartowałemm... :P
- Mi chodziło o to, co być chciał na śniadanie...?
- Aha. Wiedziałem! Tak, tak ja wiedziałem! Hmmm... Może pizze?
- Ok. Juz robie.
- Chciałem powiedzieć żebyśmy zamówili. Ale ok.
- Nomm... Ja wole domową. Dobra. Zobaczmy co my tu mamy... - zaczęłam grzebać lodówce w poszukiwaniu drożdży i innych składników. Zaczęłam wyciągać składniki. - Jest ser, drożdże, pomidorek, szyneczka, grzybki, keczup, oliwa, mąka. To chyba tyle. Do roboty! - i zaczęliśmy robić nasze śniadanko.
- Dłuugoo jeeszczee?? - Justin nudził jak małe dziecko.
- Taaakkk...
- Nieee...
- No dobra. Jeszcze jakieś 5 minut.
- Aha. Mogę zadzwonić po Chrisa?
- No. Starczy też dla niego i czekaj... Były tu gdzieś... Są! Mam dla niego żelki. Hmmm... Mają date do końca roku. Spoko. Dzwoń.
- Siemka Chris.
- Co chcesz tak wcześnie?!
- Przychodzisz do nas na śniadanie? Jest pizza i mamy dla ciebie żelki. Jak coś to u Anki... Chris?? ---pip.pip.pip.---
- I?
- Chris zaraz będzie. - ding dong!
- Szybki jest:D.
- Noo...Ale mnie nigdy nie przebije w kosza!
- Tak Justinku. Nigdy.
- No siema! Gdzie pizza i żelki?
- Pizze już wyciągam z pieca, a żelki po pizzie.
- Ohhh... - westchnęli równo JB i CB.
- Wiecie co? Mam ochotę wrócić do dzieciństwa i poglądać zboczone filmiki na youtube. Co nie Chris? - powiedział JB.
- Nooo... A może byśmy taki nagrali? - Chris.
- Ja wam pizze zrobiłam i żelki załatwiłam. Ode mnie won.
- Ohhh... - zjedliśmy pizze, chłopaki dostali swoje żelki. Wyszliśmy na pole.
- Kufa! Ale gorąco! - powiedział Dr. Bieber <<<hehe^^>>>
- Nooo... - powiedziała Dr. Anka <<<hehe^^>>> - Wytrzymać się nie da. Wracajmy do domu.
- Nieee. Mam lepszy pomysł! - krzyknął Chris i pobiegł do domu. Przyniósł nam pistolety na wode. - Wojnaaa!!! - podał nam pistolety napełnione wodą i rozpoczęła sie wojna.
Do domu wróciliśmy cali mokrzy. Wzięłam prysznic i się przebrałam. Chris i Justin zrobili to samo. Dałam im moje ciuchy. Mokre ciuchy powiesiliśmy na suszarkach na pranie.
- Było zajebiście! - krzyknął JB. - Anka. Gdy byłem z Seleną, to musiałem się z nią cały czas miziać i musiałem się zachowywać jak dżentelmen. Nawet pobekać sobie nie mogłem! Przy tobie mogę robić co chce. Nie musze być kimś innym, ani nie musze się z tobą cały czas miziać. Kochamm ciee. - powiedział po czym mnie pocałował.
- O prosze was... Tu są kurde dzieci!
- Dzieci nie mówią kurde!
- Oj tam, oj tam...
- Chciałbyś kogoś poznać? Naprawde 2 fajne dziewczyny. Przyjadą w wakacje.
- <3 Hehe! Będe miał co robić! Mułahahaha!!!
- Chris! Jeśli je skrzywdzisz wracam do Polski razem z nimi i zabieram ci Justina!
- No dobraaa... Spać mi sie chce. Ide do pokoju gościnnego. Nara.
- Dobranoc. - ja.
- Dobranoc. - JB.
- Nomm... - Chris.
- Too... Idziemy do twojego pokoju?? - zapytał JB.
- No ok.
Pogadaliśmy jak normalni ludzie. Położyłam mu głowe na kolana i po chwili usnęłam.
Powoli otworzyłam oczy, spojrzałam na drzemiącego Justinka. Jaki on słodki, gdy śpi... Po chwili obudził się.
- Jak ja cie kochammm... - powiedział.
- Ja ciebie też. Jesteś głodny?
- Bardzooo... Ale jeszcz bardziej jestem głodny na ciebie... - posłał mi pytający uśmieszek.
- Narazie sobie o tym możesz pomarzyć... Kocha to poczeka:D
- Spryciaro... - podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. - Teraz już mi sie nie wywiniesz... - zaczął mnie całować po szyi. Obrócił mnie twarzą w twarz i zaczął mnie całować. Głaskał moje plecy pod bluzką.
- Ale jestem głodny! - wszedł Chris. - Ojj... Dlaczego zawsze robicie to w takich momentach kiedy ja wchodze?!
- Dlaczego ty zawsze wchodzisz w takich momentach? - zapytał JB.
- Dobra. Co chcecie na obiad?
- Pizzeee!!!
- Pizza była na śniadanie. Coś innego i nie żelki!
- Hmmm... Jajecznice??
- Ok. Justin dla ciebie z ilu jajek?
- 3.
- Chris?
- 2.
- A dla mnie z 1.
- Anka! Nie będziesz mi sie tu głodziła. - powiedział Justin.
- Ale ja nie jestem głodna. Jeszcze pizza mi siedzi w brzuchu.
- Masz dobre argumenty. Ale za to spędzasz noc u mnie... Nie ma mojej mamy...
- Hmmm... Zgoda. Chris przetnij.
- Uhhuu! Będzie się działo! - powiedział Chris przecinając przysięge. - A teraz jajecznica!!!
- Nomm...
Zjedliśmy, oglądaliśmy ,,Żelkowe TV''. Boshee jakie to nudneee... Nowe mieszanki żelków i inne przepisy na domowe żelki czy coś. W tym czasie sie zdrzemnełam na Justinie... Śniło mi się, że jestem w kuchni Justina i jestem malutka jak żelek. Justin i Chris robi jakieś żelkowe przepisy i przez nieuwage wrzucili mnie do garnka. Brrr...
- AAAAA!!! Nigdy więcej żelek! - krzyknęłam.
- Haha. Żelki każdemu kto ich nie polubi, odegrają sie w snach. - powiedział Chris. - Która godzina??
- Hmm... 14:15. A co? - powiedział Chris.
- Aaa! To już musze iść do domu.
- Ohhh... Pa pa Chrisi.
- Że kto?! - zapytał zdezorientowany Justin.
- Zazdrosny...?
- O niego? Proszę cie... Pff!
- Ejjj!!!
- Żelek, zdaje mi się, że miałeś iść?
- Noooo.... Pa!
- Pa.
- Pa pa.
środa, 11 stycznia 2012
12. Nowy członek rodziny...
- No to jesteśmy. - powiedziała mama, a Julka wyszła z samochodu.
- Ale tu ślicznieee - zapatrzyła się w nasz dom.
- Chodź to zobaczysz jak jest w środku.
- Aaaa!!! - pisnęła, chyba ze szczęścia.
- Co jest? - zapytałam.
- Chodzi o to, że to mój nowy śliczny domek!!!
Gdy weszliśmy, musiałam jej pokazać cały dom, JB łaził za nami, mama gotowała obiad, a tata oglądał jakiś mecz.
- Gdzie jest Justin? - zapytała mała.
- A nie wiem. Nie ważne.
- Ale to twój gość.
- To jest tak jakby jego drugi dom.
- Aha. A gdzie món pokój?
- Mówiłaś, że żabki są spoko, co nie?
- Tak.
- Więc, zamiast różowego babskiego pokoju, masz...
- Żabki!!! Ale śliczne!!!
- Aha to ja cię tu samą zostawiam. Tu masz łazienkę, tu garderobę, jutro jedziemy na zakupy, żeby ci kupić jakieś ubrania. A tu masz schowek na rzeczy do sprzątania.
- Ale super!!!
- To się ciesze, pa. Zawołamy cię óźniej na obiad. Ok?
- Mhmm... - Mała się strasznie zajęła jakimiś zabawkami.
Zeszłam na dół. Justin oczywiście oglądał mecz z moim tatą.
- Hej kotku. - dałam mu buziaka w policzek.
- Oszczędźcie mnie! - krzyknął tata i rzucił w nas poduszką.
- Haha! No to patrz! - i zaczęliśmy się całować.
- O_o?! Dobra. Koniec! Macie zakaz zbliżania się do siebie! - tata chciał żeby mu to wyszło poważnie, ale sam się zaczął śmiać. - Jak chcecie się mamlać to idźcie gdzie indziej, bo tu jest pważna męska gra. A nie gierka dla lalusiów! - Justin poszedł wściekły do mojego pokoju, bo tata dał nacisk na słowo ,,lalusiów'' i popatrzył wtedy na Bibi'ego.
- No i patrz co zrobiłeś! - pobiegłam za JB do mojego pokoju. - Myszko. Wiesz, że tata nie chciał cie urazić...
- Cos mu się nie udało. Dużo ludzi mnie nazywa obrażającymi ksywkami, ale laluś to jest przesada... - skoczył na moje łóżko i wtulił twarz w poduche.
- Kotku...
- Nie nazywaj mnie kotkiem! - warknął.
- Przepraszam... - przytuliłam się do niego.
- Uuuuuuuhhh!!! Nie nawidze tego, że muszę być nienawidzony przez większość ludzi!!!
- Nie martw się. - usnęłam sobie, a JB chyba też...
- Myszko, myszko, wstawaj. - szeptał mi JB do ucha.
- Hmmm... Która godzina...?
- 10:30. Czas wstawać. Twój tata mnie zabije. Błagam wypuść mnie oknem.
- Nie. Normalnie mu się stawisz i pokażesz, że nie jesteś lalusiem.
- To ja już wole być lalusiem...
- Justin...
- No dobra, ale mam nadzieje, że nie zostane kaleką?
- Nie, nie. Przynajmnie nie przy mnie.
Zeszliśmy na dół.
- Yyy... Justin. Przepraszam. - powiedział tata.
- Dobrze... Dowidzenia panu. Dowidzenia prosze pani.
- Pa Justinku! - krzyknęła mama z kuchni.
- Pa kotek. - dałam mu buziaka w policzek, bo tata nas obserwował.
- Pa myszko. - poszedł.
- Czemu mnie i Justina nie obudziliście? Dziś szkoła.
- Dziś sobota kochanie. - powiedziała mama.
- Aha. No tak... To ja idę sie ogarnąć i obudzić Julke.
- Dobrze.
- Julaaa... Wstawaj. - budziłam moją siostrzyczkę.
- Już prosze pani!
- Yyy...?
- Aha. No tak... Już mam swój domek...
- No tak. Przepraszam, że cie wczoraj na obiad nie zawołałam, ale usnęłam.
- Nie no ok. Mama mnie zawołała. Mam już na śniadanie schodzić?
- W soboty i niedziele możesz kiedy chcesz. Dziś jest sobota. Od poniedziałku do piątku, mama albo ja cię będziemy budziły.
- Ok. Fajnie.
- To zbierz się powolutku i schodź na śniadanie, chyba, że chcesz spać. To do zobaczenia.
- Do śniadania.
Za 2 tygodnie wakacje, więc jest już dosyć ciepło na zewnątrz. Wzięłam chłodny prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w fioletową bokserkę, luźne szorty, naszyjnik z uśmiechniętym lodem i trampki. W tramokach będe chodziła cały dzień, na polu nie bardzo się ubrudzę, więc moge sobie tak chodzić wszędzie:D Zeszłam na śniadanie.
- Dzisiaj sprzątamy cały dom. Bez wyjątku. Dzisiaj nigdzie nie idziesz. Zrozumiano? - zadeklarowała mi mama.
- Noo... To ja zaczne od swojego pokoju.
- Najpierw coś zjedz kotku, a potem sprzątaj.
- Mhmm...
Zjadłam śniadanie i poszłam na góre. Zaczęłam sprzątać równo o 11. Sprzątanie łazienki zajęło mi pół godziny, była 11:30. Sprzątanie garderoby i schowka na rzeczy do sprzątania-kolejne pół godziny. A sprzątanie samego pokoju 1 godzinę. Nastała godzina 13. Poszłam na dół.
- Co jest jeszcze do sprzątania?
- Hmmm... Ogrodem zajął się tata. Jula sprząta swój pokój i pokoje gościnne. Ja się zajmę kuchnią. Ty posprzątaj łazienkę moją i taty, łazienke gościnną, nasz pokój, piwnice, pralnia, kotłownie, korytarz i salon. Sprzątanie swojego i pokojów gościnnych Julce zajmie pół dnia, a ja potem idę pomagać tacie.
- Mhmm...
- Chcesz listę?
- No.
- Proszę.
- Taa...
Zaczęłam od pokoju rodziców, czyli też schowka i łazienki. Wszystko zajęło mi 1 godzinę. Była 14. Zadzwonił mi fon. Numer JB.
- Cześć słonko. - odezwał się pierwszy.
- Cześć kotku.
- Ej tylko bez takiego mi tu! - odezwał się głos Chrisa w tle.
-Cicho... - powiedział JB. - Anuś, idziesz z nami na basen??
- Nie moge...
- Czemu?
- Bo muszę sprzątać dom. Jeszcze mi zostały łazienka, piwnica, kotłownia, pralnia, korytarz i salon. Yeeaaa... Ja to mam szczęście.
- Aha. To pa.
- Pa.
***oczami JB***
- Chris!
- Co!?
- Nie krzycz!
- A ty?!
- Dobra. Cicho. Mamy zadanie.
- Jakie?
- Anka dziś nigdzie nie może iść, bo musi sprzątać dom. A my jej w tym pomożemy.
- Oooo...
- Bedzie szybciej i jeszcze zdążymy na basen.
- No ok.
Poszliśmy... Stanęliśmy przed drzwiami do jej domu, zadzwoniliśmy i otworzyła nam jej mama.
- Ania dziś nie może...
- Wiemy. - powiedział JB.
- Pomożemy jej i bez żadnych ,,ale'' - powiedział Chris.
- Chris, nie tak ostro.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało.
- To my jej idziemy pomóc.
- Yyy... Dobrze proszę.
Weszliśmy do piwnicy. Posprzątaliśmy całą piwnice, kotownie i pralnie. Weszliśmy do jej pokoju. Leżała na ziemi.
- Nie żyje kurwa. Ile roboty. - szeptała sama do siebie.
- Ania...?
- Cześć co wy tu robicie?
- Przyszliśmy.
- Nie mogę...
- Wiemy. Ale będziesz mogła. Masz posprzątaną piwnice, kotłownie i pralnie. Co jeszcze ci zostało?
- Hmm... Posprzątałam łazienkę dla gości i salon. Jeszcze tylko korytarz. To chodź pomożemy ci.
- Dzięki skarby moje. Co ja bym bez was zrobiła? - dała nam o buziaku w policzek. Ja nie zareagowałem, ale Chris stał się burakiem. Posprzątaliśmy korytarz i zeszliśmy na dół. Była 15.
- Mamoo! - krzyknęła Anka.
- Jestem. - odezwał się głos jej mamy z kuchni.
- Skończyliśmy wszystko.
- Zobacz jeszcze jak idzie Julce i jej pomóżcie dobra?
- Ok.
Jula sprzątała swój pokój.
- Dajesz radę?
- Nie bardzo... Jeszcze mam pokoje gościnne.
- My je posprzątamy. - powiedziałem. - Ania ty pomóż tu Julce, a my się zajmiemy pokojami.
- Dzięki.
My skończyliśmy pokoje, Ania wyszła z pokoju Juli.
- I jak? - zapytała.
- Skończone.
- Aha. Ok. Jula my idziemy pa!
- Papa!
- Ale tu ślicznieee - zapatrzyła się w nasz dom.
- Chodź to zobaczysz jak jest w środku.
- Aaaa!!! - pisnęła, chyba ze szczęścia.
- Co jest? - zapytałam.
- Chodzi o to, że to mój nowy śliczny domek!!!
Gdy weszliśmy, musiałam jej pokazać cały dom, JB łaził za nami, mama gotowała obiad, a tata oglądał jakiś mecz.
- Gdzie jest Justin? - zapytała mała.
- A nie wiem. Nie ważne.
- Ale to twój gość.
- To jest tak jakby jego drugi dom.
- Aha. A gdzie món pokój?
- Mówiłaś, że żabki są spoko, co nie?
- Tak.
- Więc, zamiast różowego babskiego pokoju, masz...
- Żabki!!! Ale śliczne!!!
- Aha to ja cię tu samą zostawiam. Tu masz łazienkę, tu garderobę, jutro jedziemy na zakupy, żeby ci kupić jakieś ubrania. A tu masz schowek na rzeczy do sprzątania.
- Ale super!!!
- To się ciesze, pa. Zawołamy cię óźniej na obiad. Ok?
- Mhmm... - Mała się strasznie zajęła jakimiś zabawkami.
Zeszłam na dół. Justin oczywiście oglądał mecz z moim tatą.
- Hej kotku. - dałam mu buziaka w policzek.
- Oszczędźcie mnie! - krzyknął tata i rzucił w nas poduszką.
- Haha! No to patrz! - i zaczęliśmy się całować.
- O_o?! Dobra. Koniec! Macie zakaz zbliżania się do siebie! - tata chciał żeby mu to wyszło poważnie, ale sam się zaczął śmiać. - Jak chcecie się mamlać to idźcie gdzie indziej, bo tu jest pważna męska gra. A nie gierka dla lalusiów! - Justin poszedł wściekły do mojego pokoju, bo tata dał nacisk na słowo ,,lalusiów'' i popatrzył wtedy na Bibi'ego.
- No i patrz co zrobiłeś! - pobiegłam za JB do mojego pokoju. - Myszko. Wiesz, że tata nie chciał cie urazić...
- Cos mu się nie udało. Dużo ludzi mnie nazywa obrażającymi ksywkami, ale laluś to jest przesada... - skoczył na moje łóżko i wtulił twarz w poduche.
- Kotku...
- Nie nazywaj mnie kotkiem! - warknął.
- Przepraszam... - przytuliłam się do niego.
- Uuuuuuuhhh!!! Nie nawidze tego, że muszę być nienawidzony przez większość ludzi!!!
- Nie martw się. - usnęłam sobie, a JB chyba też...
- Myszko, myszko, wstawaj. - szeptał mi JB do ucha.
- Hmmm... Która godzina...?
- 10:30. Czas wstawać. Twój tata mnie zabije. Błagam wypuść mnie oknem.
- Nie. Normalnie mu się stawisz i pokażesz, że nie jesteś lalusiem.
- To ja już wole być lalusiem...
- Justin...
- No dobra, ale mam nadzieje, że nie zostane kaleką?
- Nie, nie. Przynajmnie nie przy mnie.
Zeszliśmy na dół.
- Yyy... Justin. Przepraszam. - powiedział tata.
- Dobrze... Dowidzenia panu. Dowidzenia prosze pani.
- Pa Justinku! - krzyknęła mama z kuchni.
- Pa kotek. - dałam mu buziaka w policzek, bo tata nas obserwował.
- Pa myszko. - poszedł.
- Czemu mnie i Justina nie obudziliście? Dziś szkoła.
- Dziś sobota kochanie. - powiedziała mama.
- Aha. No tak... To ja idę sie ogarnąć i obudzić Julke.
- Dobrze.
- Julaaa... Wstawaj. - budziłam moją siostrzyczkę.
- Już prosze pani!
- Yyy...?
- Aha. No tak... Już mam swój domek...
- No tak. Przepraszam, że cie wczoraj na obiad nie zawołałam, ale usnęłam.
- Nie no ok. Mama mnie zawołała. Mam już na śniadanie schodzić?
- W soboty i niedziele możesz kiedy chcesz. Dziś jest sobota. Od poniedziałku do piątku, mama albo ja cię będziemy budziły.
- Ok. Fajnie.
- To zbierz się powolutku i schodź na śniadanie, chyba, że chcesz spać. To do zobaczenia.
- Do śniadania.
Za 2 tygodnie wakacje, więc jest już dosyć ciepło na zewnątrz. Wzięłam chłodny prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w fioletową bokserkę, luźne szorty, naszyjnik z uśmiechniętym lodem i trampki. W tramokach będe chodziła cały dzień, na polu nie bardzo się ubrudzę, więc moge sobie tak chodzić wszędzie:D Zeszłam na śniadanie.
- Dzisiaj sprzątamy cały dom. Bez wyjątku. Dzisiaj nigdzie nie idziesz. Zrozumiano? - zadeklarowała mi mama.
- Noo... To ja zaczne od swojego pokoju.
- Najpierw coś zjedz kotku, a potem sprzątaj.
- Mhmm...
Zjadłam śniadanie i poszłam na góre. Zaczęłam sprzątać równo o 11. Sprzątanie łazienki zajęło mi pół godziny, była 11:30. Sprzątanie garderoby i schowka na rzeczy do sprzątania-kolejne pół godziny. A sprzątanie samego pokoju 1 godzinę. Nastała godzina 13. Poszłam na dół.
- Co jest jeszcze do sprzątania?
- Hmmm... Ogrodem zajął się tata. Jula sprząta swój pokój i pokoje gościnne. Ja się zajmę kuchnią. Ty posprzątaj łazienkę moją i taty, łazienke gościnną, nasz pokój, piwnice, pralnia, kotłownie, korytarz i salon. Sprzątanie swojego i pokojów gościnnych Julce zajmie pół dnia, a ja potem idę pomagać tacie.
- Mhmm...
- Chcesz listę?
- No.
- Proszę.
- Taa...
Zaczęłam od pokoju rodziców, czyli też schowka i łazienki. Wszystko zajęło mi 1 godzinę. Była 14. Zadzwonił mi fon. Numer JB.
- Cześć słonko. - odezwał się pierwszy.
- Cześć kotku.
- Ej tylko bez takiego mi tu! - odezwał się głos Chrisa w tle.
-Cicho... - powiedział JB. - Anuś, idziesz z nami na basen??
- Nie moge...
- Czemu?
- Bo muszę sprzątać dom. Jeszcze mi zostały łazienka, piwnica, kotłownia, pralnia, korytarz i salon. Yeeaaa... Ja to mam szczęście.
- Aha. To pa.
- Pa.
***oczami JB***
- Chris!
- Co!?
- Nie krzycz!
- A ty?!
- Dobra. Cicho. Mamy zadanie.
- Jakie?
- Anka dziś nigdzie nie może iść, bo musi sprzątać dom. A my jej w tym pomożemy.
- Oooo...
- Bedzie szybciej i jeszcze zdążymy na basen.
- No ok.
Poszliśmy... Stanęliśmy przed drzwiami do jej domu, zadzwoniliśmy i otworzyła nam jej mama.
- Ania dziś nie może...
- Wiemy. - powiedział JB.
- Pomożemy jej i bez żadnych ,,ale'' - powiedział Chris.
- Chris, nie tak ostro.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało.
- To my jej idziemy pomóc.
- Yyy... Dobrze proszę.
Weszliśmy do piwnicy. Posprzątaliśmy całą piwnice, kotownie i pralnie. Weszliśmy do jej pokoju. Leżała na ziemi.
- Nie żyje kurwa. Ile roboty. - szeptała sama do siebie.
- Ania...?
- Cześć co wy tu robicie?
- Przyszliśmy.
- Nie mogę...
- Wiemy. Ale będziesz mogła. Masz posprzątaną piwnice, kotłownie i pralnie. Co jeszcze ci zostało?
- Hmm... Posprzątałam łazienkę dla gości i salon. Jeszcze tylko korytarz. To chodź pomożemy ci.
- Dzięki skarby moje. Co ja bym bez was zrobiła? - dała nam o buziaku w policzek. Ja nie zareagowałem, ale Chris stał się burakiem. Posprzątaliśmy korytarz i zeszliśmy na dół. Była 15.
- Mamoo! - krzyknęła Anka.
- Jestem. - odezwał się głos jej mamy z kuchni.
- Skończyliśmy wszystko.
- Zobacz jeszcze jak idzie Julce i jej pomóżcie dobra?
- Ok.
Jula sprzątała swój pokój.
- Dajesz radę?
- Nie bardzo... Jeszcze mam pokoje gościnne.
- My je posprzątamy. - powiedziałem. - Ania ty pomóż tu Julce, a my się zajmiemy pokojami.
- Dzięki.
My skończyliśmy pokoje, Ania wyszła z pokoju Juli.
- I jak? - zapytała.
- Skończone.
- Aha. Ok. Jula my idziemy pa!
- Papa!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)