czwartek, 29 grudnia 2011

5. Dziwny dzień... a może sen... cz. ||

My tylko odpowiadaliśmy grzecznie ,, nie dzięki'', jedna dziewczyna, chyba pół-plastik z 2b, była tak upierdliwa, że jej powiedziałam ,,spieprzaj cioto'' z bardzo miłym wyrazem mordki, natomiast ona odeszła z wielkim skrzywem i już się do nas nie odzywała do końca dnia. Została nam jeszcze godzina powrotu, bo się zgubiliśmy i durny GPS musiał się aktualizować czy coś. Postanowiłam, że się zdrzemnę... Śniły mi się dziwne rzeczy; stałam na torach... nie mogłam się ruszyć... cała szkoła stała po obu stronach... i śmiali się ze mnie... takim głośnym i chamskim śmiechem... Justina nie było... zobaczyłam żółte światło w oddali (zapomniałam dodać, że była noc w moim śnie)... gdy się zbliżyło...zobaczyłam tam Justina związanego, który próbował się uwolnić... aby zahamować pociąg... miał łzy w oczach... tak samo jak ja... pociąg się zbliżał... aż w końcy był strrrasznieeee blisssskooooo... a potem ciemność... która trwała jakieś 2 i pół sekundy, bo poczułam, że ktoś mnie przytula. To był Bibi... A któż by inny:D. Jak doszłam do siebie po dłuuugim płaczu, którego na szczęście nikt nie zauważył, bo większość uczniów spała, znowu się rozpłakałam. Opowiedziałam Jb'owi o moim śnie, a on powiedział ,,Aha... To dlatego się tak strrrasznieeee trzęsłaś na moim brzuchu... Byłaś troche jak jakieś... hmmm.... radioaktywne biedronki'' (określenie ,,radioaktywne biedronki'' wzięłam z innego bloga o JB:D) Po tych słowach zaśmiał się cicho i wyszczerzył te swoje piękne, białe ząbki;D. I dojechaliśmy, tym razem ja budziłam Bibiego. Zabraliśmy swoje rzeczy z autobusu i popełzliśmy ( nie można tego nazwać po prostu hmmm... ,,iściem''?? nie wiem jak to nazwać XD) do swoich pokoi. Nie sądze, żeby ktokolwiek poszedł na kolacje. Po kąpieli, położyłyśmy się do łóżek ze słuchawkami w uszach i książkami w rękach. Nagle do nas wpadł plastik z 2b, była jak poparzona. O dziwo żaden plastik nie zorientował się, że ma obcięte włosy (do peruki dla JB, która i tak wylądowała w basenieXD). I powiedział:
 - Czy ty sobie myślisz, że będziesz chodzić z Justinkiem?! Możesz sobie pomarzyć! On się tobą bawi, a potem cię rzuci jak piłkę do barmki, czy tam kosza... JA BĘDĘ Z NIM CHODZIĆ! ROZUMIESZ?! TYLKO JA SIĘ DLA NIEGO LICZĘ!!! Nie rób sobie nadziei... Albo wiesz co? Rób nadzieję! Będzie cię później bardzie bolało. Żegnam was! - i poszła.
 - Yyyy.... Któraś wie o co jej chodziło? Bo ja miałam słuchawki na uszach... - powiedziała Gódzia.
 - Ja też - dodała Zuza - kompletnie nic jej nie słyszałam.
 - Yyyy... Coś mówiła chyba o Bibim - powiedziałam.
 - O KIM?!?!?!? - krzyknęły równo Zuza i Wiki.
 - Yyy... No... Że... Ten teges... - Plątałam się - Kurdee! Mówiła coś chyba o Bibim! Domyślcie się... - powiedziałam wreszcie. Dziewczyny trochę zmieszane popatrzyły na siebie, a ja wróciłam do lektury i muzyki. ( 30 Seconds to Mars - Atack i  książka ,,Olivia i duchy'' - Ellen'y Potter:D). Dziewczyny usnęły, a ja wciągnięta przez lekturę nie zauważyłam, że było juz długo po północy (nie noooo... jakieś 2 godzinkiXD). Ja również usnęłam.
 Śniło mi się to:
 Stałam przed balkonem w tym właśnie hotelu... Była już noc... A ja stałam i się rozglądałam... Strasznie się bałam... Nagle ktoś mnie złapał i przytulił od tyłu... Myślałam, że to Justin, ale to nie był on.... Zawiązał mi oczy przepaską i zaczął mnie całować... Próbowałam się wyrwać, ale to na nic... Był za silny... Nagle go tak strasznieeeee mocnooooo popchnęłam... I usłyszłałam tylko plusk wody... Odwiązałam przepaskę i zobaczyłam.......
 - Ankaaaa!!!!!!!!!!!!!! - krzyczała an mnie Gódzia - Wstawaj śpiochu!!! Jets już 7:15!!!!!! Na ósmą mamy byc gotowi!!!
 - Kurwaaa........ - szepnęłam.
 - Co...? - zapytała zdziwiona sytuacją również w tej chwili wybudzona ze snu Zuzka. - Która godzina??
 - 7:15 - powiedziała Szczerbka. Popatrzyłam a zegarek...
 - Ty dupo!!! - krzyknęłam - Jest 6:15...No teraz już 6:16!!! Walło cie!?!?!? - krzyczałam dalej.
 - Ojjj... Sory... - bąknęła.
 - To sory to sobie w dupe wsadź... - powiedziała Zuza.
 - Przepraszam, przepraszam....... - i tak w kółko powtarzała. Ponieważ chciałyśmy się z Zuzą zdrzemnąć, wybaczyłyśmy jej.
I dalej usnęłyśmy.


Wiem, że beznadziejny, ale pisałam skończyłam to pisać około 20:15....?! Cholera jak wcześnie! A ja już śpiąca.... No nic... proszę o komentarze:P :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz