czwartek, 29 grudnia 2011

4. Dziwny dzień... cz. |

   Potem, gdy odpisaliśmy na większość listów umyliśmy się (osobno ;P ) , Justin chciał mi da swoją koszulkę, długo się zastanawiał jaką (jest gorszy niż baba na zakupach XD) po długich przemyśleniach, dał mi fioletową, aby mi pasowała do koloru lakieru na paznokciach. I usnęliśmy przytulenie w jego łóżku...
  - HEJ MIŚKI! CZAS WSTAĆ! JAK MOŻNA TAK SPAĆ?! WASZ SEN JUŻ CAŁE WIEKI TRWA! NO WSTAWAĆ! RAZ DWA! - krzyczał ktoś nad naszymi głowami. próbując wykonać również melodię.
 - Yyyyyy..... Co?? O co chodzi?? Która godzina?? - wymamrotałam ledwo żywa.
 Natomiast Bibi, tylko powiedział przez sen:
 - Jeszcze 5 minut mamooo.... - po tych słowach usnął, jak dziecko.
 Ale on słodko śpi....:*** Yyy... Do rzeczy:P Mogliśmy się tego spodziewać, to był Marcin, który miał kaca. Za nim zaraz przybiegła Szczerbka.
 - Marcin!!! Zostaw ich!!! Niech jeszcze śpią! Jest 6 rano idioto!!! Mają jeszcze godzine! - wykrzyczała wkurzona Gódzia na Marciocha. Po czym dodała słodziutko:
 - Śpijcie jeszcze nie przejmujcie się nim;) Papa moje gołąbeczki - po czym puściła mi oczko i pociągnęła za sobą Marciocha do pokoju.
Zdrzemnęliśmy się jeszcze pół godzinki. Następnie się poprzytulaliśmy, po czym zawlekłam swoje dupsko do pokoju. Załatwiłam sprawy w łazience. Po umyciu i wysuszeniu włosów wyglądałam jak pudel ( w rzeczywistości też tak jest:D). Ubrałam się i poszłam na stołówkę. Nikogo jeszcze nie było oprócz kucharek. Na śniadanko wzięłam mleko z płatkami, a na dostawkę sałatkę z owoców. Mmmmmm:P. Pare minut później przyszedł JB.Wziął to samo co ja. Zjedliśmy, gadając przy tym. Gdy skończyliśmy, zaczęli się schodzi uczniowie i nauczyciele. My sobie poszliśmy. W drodze do mojego pokoju zauważyliśmy, że uczniowie dziwnie się na nas patrzą... Z takim miłym, ale przebiegłym wyrazem na twarzy.
   Na zbiórce każdy dostał; wodę, soczek, bułeczkę, batonik i jakąś drożdżówkę... Dbają o nas lepiej niż w podstawówce:D. Usiedliśmy w autobusie. Ja z JB. Obok Marcin i Gódzia. Ponieważ było mało miejsca, musieliśmy siedzieć po trzy osoby. Do nas dosiadł się Kamil, a do nich (Gódzi i Marcina) poszła Zuzka.
Siedzieliśmy gdzieś po środku autobusu, mniej więcej przy drugim wejściu. Co jakiś czas podchodzili do nas inni uczniowie i gadali do nas coś typu ,, może gume?'' czy ,, chcecie cukierki?'' i inne, a zwykle nawet nam nie mówili ,,cześć''........


Ten rozdział napisałam u kuzynki na kompie:P Niestety sama.... Podzieliłam go na 2 częsci, bo mi coś wyobraźnia nie dopisuje... i sobie tyłek zasiedziałam.:P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz