Obudziłam się na podłodze, w domu JB'iego. A ten matoł cały na łóżku rozwalony, która godzina... 9:30. No to czas wstać. Zrobiłam Justinowi czołga i gdy byłam nad nim krzyknęłam mu ,,wstawaj śpochu, szkoda dnia!'' tak głośno, że z łóżka spadł. Aha, czołg to jest takie coś, że jedna osoba turla się po drugiej, jest to taka wojna, że ten kto się przeczołga po stracie po drugiej osobie wygrywa. Gra dla dwóch osób:D.
- Co się stało?! - wbiegła Pattie do pokoju JB'iego.
- No bo Anka mi zrobiła czołga i krzyknęła na mnie żebym wstawał... I... I ja spadłem z łóżka...
- Bo mnie zwalił z łóżka i pół nocy spałam na podłodze.
- Ania, od dziś traktujemy Justina jak małe dziecko...
- Co!?!? - JB.
- Bo przed chwilą się skarżyłeś głosem małego dzieciaka. - Pattie mu wystawiła jęzor. XD Spoko mama:D.
- Ejjjj...
- Nie ma ej. Bo ci ubiore śpiochy! - Pattie. - Żartowałam... Ale moge tak na serio zrobić:D. - po tych słowach wyszła z pokoju śmieją się z nas.
- No i co narobiłaś?!
- Mogłeś mnie nie zwalać z łóżka w nocy!... I tak cie kocham...
- Ja ciebie też. Chodźmy na śniadanie.
- Ok.
Zeszliśmy na dół, w kuchni krzątała ,,spoko mama'' phahaha XD.
- Maaamooo... Co na śniadanie???
- Nic. Po wczorajszym sami sobie musicie zrobić śniadanie. Ha! - Justin zrobił mine wtf?! a ja stałam z podejrzliwą miną. - Hahahaha! Gdybyście zobaczyli swoje miny. Proszę. - podała nam śniadanie na stół.
- Dziękuje. - powiedziałam uśmiechając się. JB nadal stał w tym samym miejscu i z tą samą miną.
- Zaczynam się ciebie bać. - powiedział z powagą, na co ja i Pattie wybuchnęłyśmy śmiechem:D. - No co? Yhhh!!! Wyprowadzam się! - nie reagowałyśmy, dlatego Justin udawał, że dzwoni do Chrisa. Kurde naprawde zadzwonił, bo było słychać po drugiej stronie głos Chrisa. Podeszłam do JB'iego od tyłu, nie zauważył mnie i mu szybko wzięłam fona z ręki. - Ej!
- Hej Chris. Tu Anka.
- No siema, ty Justin to tak na serio?
- Nieee. Coś ty. Ale na serio już nas chyba nie może znieść. Haha!
- Czemu tak głośno oddychasz?
- Bo mnie Justin goni po całym domu i próbuje mi fona odebrać. Haha. Jestem dobra w bieganiu i omijaniu jego latających skarpetek i poduszek. Haha!
- Dobra, nie pytam. Tooo...
- Pa. Nie było telefonu.
- Jasne. Pa.
- Proszę Justinku. - podałam mu telefon i pocałowałam go w policzek.
- Mam... Was... Dość... Wy... Wredne... Baby... - próbowała złapać oddech tak jak mnie chwile temuXD.
- Ach tak? A teraz? - pocałowałam go.
- Już lepiej. - wyszczerzył się.
- Chodź na to śniadanie.
- Ok.
Zeszliśmy na dół, zjeść śniadanie w miare spokojnie, co się nie udało, bo zaczęła się bitwa na jedzenie, gdyż Pattie wyszła na chwile do ogrodu. Szybko zdążyliśmy ogarnąć kuchnie i ogarnąć siebie, i usiąść spowrotem.
- O widze, że mi jeszcze nie zdemolowaliście kuchni... Justin. Czemu masz groszek we włosach?!
- Ups... - wyszeptaliśmy równo.
- Coś mnie ominęło??
- Nie. - powiedzieliśmy znów równo. - Haaahaahahaah! - znowu równo.
- Aha. Ja idę do sklepu. Na serio, bądźcie grzeczni.
- Dobrze proszę paniii... - ja.
- Dobrze mamusiuuu... - JB. Pattie wzięła torebke i wyszła. Zamknęła drzwi na klucz.
- MAMUSIU?! Haahahahahaahha! - krzyczałam.
- No tak. A co? Anusiu...
- Przegiąłeś koleś! - zaczęłam go gonić po całym domu. Zamknął się w łazience. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam niezauważona do domuXD. Napisałam esemesa do Pattie; ,,Dzieńdobry, robię żart Justinowi, on nie wie że ja poszłam do domu. Niech mu pani nie mówi. Sam się w końcu zorientuje;). Anka Forever.''
- Cześć mamo. Cześć tato. Siema Jula.
- Cześć. - opowiedzieli mi wszyscy.
- Jak tam u Justina?
- A dobrze. Pouczyliśmy się, zjedliśmy kolacje, pouczyliśmy się, spaliśmy, śniadanie. A teraz czekam aż Justin do mnie zadzwoni.
- A co się stało?
- Bo mnie nazwał ,,Anusiu'' i go zaczęłam gonic po całym domu, schował się w łazience, ja bez słowa przyszłam do domu i czekam aż się Justin zorientuje, że mnie nie ma. Tylko wysłałam pani Pattie esemesa, żeby się nie martwiła i żeby nic nie mówiła Justinowi gdzie jestem, bo jestem w domu. - opowiedziałam rodzicom i poszłam do pokoju ogarnąć się i dalej uczyć. <<<Aha, przez te wszystkie rozdziały zapomniałam dodać, że mam na nazwisko Forever. :D >>> Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i uczesałam je w niechlujnego koka. Ubrałam na siebie bielizne, szorty i rozciągniętą bokserke. Wzięłam potrzebne książki, wyłożyłam się na łóżku na całą długość i zaczęłam się uczyć. Po jakichś 2 godzinach wpadł do mnie zdyszany Justin i zaczął na mnie krzyczeć.
- Wiesz jak mnie wystraszyłaś?! Nigdzie cie nie było, szukałem w całym domu i w całej dzielnicy! Mama nie wiedziała też nic jak jej się pytałem! Jeszcze mnie fanki dopadły!!! Nawet nie wiesz jakie ja tam nerwy przeżywałem!!!
- Wystarczyło zadzwonić. - powiedziałam spkojnie, a jemu mina zrzedła. - Idź weź prysznic, a ja wezme jakąś koszulke taty i ją ubierzesz.
- Nie trzeba, jest ciepło.
- Jak wolisz...
Justin poszedł wziąść prysznic, a ja mu położyłam koszulke i spodenki na balkonie. Spodenki były nawet suche, ale z koszulki kapało. Bleee... Rzeczywiście się zbiegał, albo leżał przed TV i się później oblał wodą. Nieee... Woda tak nie śmierdziXD. Justin wyszedł w samych bokserkach i wycierał włosy ręcznikiem.
- Oddasz mi moje spodnie??
- Proszę. - podałam mu i spowrotem się położyłam na łóżku, żeby dalej uczyć się. Justin się ubrał i położył obok mnie. Przepatrzył książki, wziął jakąś od matmy i zaczął uczyć się. Popatrzyłam się na niego jak na kosmitę.
- No co? Nie umiem matmy i nie mam nic lepszego do roboty.
- Aha. - miałam mu właśnie powiedzieć, że dawno nie widział swoich przyjaciół, ale niech się chłopak uczy. Wyjdzie mu to na dobreXD. Zadzwonił jego telefon. Włączył na głośno mówiący.
- Siema Justin. Co robisz??
- Ucze sie.
- CO?!?!?! - krzyknęli Ryan, Chaz i Chris.
- To!
- Co ta baba z tobą robi... A czego się uczysz?
- Matmy.
- CO?!?!?! Chłopie. Uciekaj d niej jak najszybciej, bo nie wiadomo do czego cie jeszcze zmusi. Wiej! Szybko!
- Cześć chłopcy. - powiedziałam słodko. - Uważajcie sobie, bo niedługo was też zmuszę do nauki. - powiedziałam troche mniej słodko, bardziej jak hitler.
- Yyy... Chłopie. Trzeba było powiedzieć, że jest przy tobie.
- Yyy... Chłopie. Trzeba było zapytać. - powiedziałam basem. Chłopaki mieli naprawde przestraszone głosy. Justin nie wyrabiał ze śmiechu aż w końcu spadł z łóżka.
- Co jest? - zapytał chyba Chaz.
- Justin właśnie umiera. Przyjdźcie na jego pogrzeb. Odbędzie się na Marsie za 2 miliony lat świeltnych. Żegnam.
- Yyy...
Rozłączyłam się.
- Justin wstawaj. - podałam mu ręke. Zaczęliśmy się znowu uczyć. JB co chwile miał napady śmiechu, bo mu się przypominała rozmowa i przestraszone głosy kolegów, ale mówi się trudno. Ja tylko miałam za zadanie go uspokajać XD. Hehe^^. No cóż więcej mówić <<<ale ja dziwnie gadamXDDD>>> uczyliśmy się.
- Ankaaa!!! Justinnn!!! Obiaaad!!! - wołała nas moja mama.
- Idzieeemyyy!!! - przekrzyczałam ją.
Zjedliśmy obiad, posprzątaliśmy po nim, bo dzisiaj rodzice idą na jakieś spotkanie biznesowe czy coś, a Jula idzie na noc do koleżanki. Jeaaa! Wolna chata. Zaprosimy Stef, Mariah, Ryana, Chaza i Chrisa na seans filmowy:D. Zaraz musimy iść do sklepu jak tylko wszyscy się ulotnią. Posiedzieliśmy w pokoju z nosami w książkach. Jakieś pół godziny później rodzice pojechali, a po Jule przyjechała mama koleżanki.
- Ej, Justin.
- Co?
- Idziemy do sklepu.
- Po cholere? Nie chce mi sie.
- Chciałam zaprosić Stef, Mariah, Ryana, Chaza i Chrisa na noc do oglądania filmów.
- Aaa... Trzeba było tak od razu! - powiedział i dał mi buziaka:*. :D ^^ XD.
Wzięliśmy pieniądze, ubraliśmy się i poszliśmy. Po drodze była masakra. Pół drogi mnie łaskotał, a drugie pół ja go łaskotałamXD. W jednym momencie myślałam, że sie posikam:D
- Haha! Justin! Haha! Przestań! Haha! Proszeeehahahahahahahahaha!
I w tym momencie przechwyciłam pałeczkę i ja go łaskotałam. Przestałam i się rozglądnęłam.
- Ej Justin. Gdzie my jesteśmy??
- O kurde. Kilometr za daleko. To jest taka jakby wieś. Chdoź, bo jeszcze jakaś krowa nas zaatakuje.
- Hah!
- Ja nie żartuje. Mnie by kiedyś rozdeptała. Brrr. Nie miłe wspomnienia.
Wróciliśmy się. Tym razem zachowywaliśmy się trochę spokojniej.
Nagle zobaczyłam jakąś żmiję. Taką wieeelką. Odskoczyłam szybko na ulicę. Justin za mną. Zobaczyłam białe światło i... Tunel?! O kurwa! Ja chcę na ziemieee!!! Nieee! Ja chcę do mojego Justinaaa! O moja babcia! I dziadek! Ciocia?? O lol. Jestem w Niebie... Nie! Ja chcę na ziemie!
- Cześć Aniu.
- Hej. Jak miło was widzieć. - podeszłam do nich, ale oni się odsunęli.
- Tak mi przykro...
- Ale o co chodzi??
- Wiemy, że chcesz wrócić na ziemie, ale to niemożliwe.
- Dlaczego?!
- Twoje ciało jest w zbyt tragicznym stanie...
- Ale przecież auto mnie tylko potrąciło.
- Nie jedno auto. Wiele aut. Około 10. Pijana młodizeż wracała z imprezy.
- Chwila... Justin za mną skoczył... Gdzie on jest!?!?!?!?!?
- W śpiączce. Wybudzi się za tydzień.
- Coś mu się stało?? Co z nim??
- Ma tylko złamaną nogę i ręke. Bo auto go odepchnęło na bok.
- Ja... Nie... Ja nie wiem... Ja nie wiem co teraz... zrobić... Czy płakać. Czy się cieszyć. Nie wiem!
- Ciesz się. W Niebie czas szybko mija. Czyli za krótki czas twoi rodzice i Justin tutaj też będą.
- Co?!
- Mówiłem... - zaczął dziadziu. - Tu czas szybko mija. Za niedługo ich zobaczysz. Nie martw się.
I tak zostałam Aniołkiem Justina i moich rodziców i siostry. Ahh. Już niedługo ich zobaczę...
KONIEC! Nie chce mi sie dalej pisać tego opowiadania. Narka:*.
czwartek, 1 marca 2012
18. Rozdział...
Gdy się obudziłam od razu chciałam zadzwonić do Justina i mu zrobić pobudkę. Już wybieram numer... I... Cholera! Nie mogę. Muszę o nim zapomnieć!!! MUSZĘ!!! Gdy prowadziłam wojnę na myśli, pociekł mi łzy. Dobra. No cóż. Sama to zakończyłam. Muszę to przeżyć! Jestem silna... Wzięłam prysznic, ubrałam się w szorty, bokserkę i bluze, bo dziś nie jest zbyt piękny dzionek. Uczesałam sobie niechlujnego koka. Zeszłam na dół na śniadanie. No bo kurde. Mam się po nim załamywać?? Jeszcze czego... Pf! Kurde... Oplułam się. Hah! XD No i już humorek lepszy, szkoda że nie pogoda. Ehhh...
- Cześć. Jak się czujesz? - zapytała troskliwie mama. - Chcesz iść dziś do szkoły?
- To dziś szkoła?!
- Tak.
- Która godzina??
- Szósta.
- Aaa to idę się zebrać do szkoły. Później zjem śnidanie.
- Jak wolisz...
Szybko przepatrzyłam książki. Hmmm... Zero sprawdzianów, zero kartkówek, zero pytania, zero zadania! Łiiii! Nie! Cholera. Zadanie z matmy. Aaa spoko... Umiem... Jeaaa! Szybko... Blablablablabla... Zrobione! Hmmm... 10 działań - 15 minut. Dobry czas!A teraz na śniadanie. O! Już nawet nie pamiętam o... o... o Juss... O Justti... Cholera! O Justinie... Kufa Bieberku! Hmmm... Szybko! Makijaż wodoodporny. Raz, dwa, trzy, cztery, maszerują renifery! Mają bardzo śmieszne minki, bo urwały się z choinki! Wymalowana! Zawsze mówię sobie ten wierszyk przy malowaniu. Heh. Świąteczny, ale mnie to nie rusza! Dobra, teraz śnaidanie! Która godzinaaa.. 6:45. Spoko. Autobus mam na 7:10. A lekcje 7:30. Git malina. Dobry czas. Zeszłam do kuchni.
- To wy jeszcze nie w pracy??
- Nie. Dzisiaj później zaczynam pracę. - tata.
- A ja mam wolne. - mama.
- Aha. Spoko. - hmmm co by tu zjeść. A tam. Kanapki!
Przyrządziłam sobie sama. Nie chciałam fatygować rodziców. Widząc to mama , poszła obudzić Julkę. Odkąd wzięliśmy ją z domu dziecka, wogóle z nią nie spędzałam czasu, zapewne przez Jus... Bimberka. To trzeba zmienić. Muszę z nią spędzać więcej czasu. W końcu to moja siostra, jeszcze z domu dziecka i jest taaakaaa faaajnaaa... Hah. Dobra. Zrobiłam kanapki. A teraz uwaga, uwaga, uwaga! ZJEM JE! Zaskoczenie, co?? XD. Heh, wali mi! LOL:D Zjadłam kanapki, wypiłam cole do śniadania. Wzięłam plecak na plecy, założyłam trampki. Ehhh... Ostatni tydzień szkoły...
- Pa mamo, pa tato. Ej. Jula...
- Co?
- Chcesz ze mną iść po szkole na spacer??
- Yyy... - poaptrzyła się na mnie jak na kosmitke. - No ok. A nie będziesz spędzała czasu z Jus...
- Nie.
- No to ok. Jak chcesz. Pa.
- No pa.
Wyszłam z domu, skierowałam sie w stronę szkoły. Ehhh... Będe musiała przejść obok domu Bimbera. Brrr... Dobra, szybki krok i będzie ok. 3... 2... 1... I przechodzimy.
- Czekaj! - zawołał mnie Bimber. Przyspieszyłam kroku. Dogonił mnie i złapał za ręke. - Chcę pogadać. - spojrzał mi w oczy. Wybaczyć mu czy nie... Tak, nie, tak, nie, tak, nie... NIE!
- Akurat teraz idę do szkoły...
- To cię podwioze. No prosze, posłuchaj mnie!
- Nie. Już wczoraj usłyszałam to, co miałam usłyszeć. Ja już dziękuje. Żegnam.
- Nie puszczę cię dopóki mnie nie wysłuchasz. - mówił ostro.
- No mów. Masz 30 sekund.
- Tak strasznie cię przepraszam. Ja naprawde tak nie myślałem. To tylko emocje. Byłem zły. Nie na ciebie, na ojca i dlatego wybuchłem. Ale naprawdę tego nie miałem na myśli. Przepraszam... Proszę wybacz...
- Koniec czasu.
- Wybaczysz?
- Nie.
- Czemu? - w jego oczach pokazały się łzy.
- Nie wybaczę ci. - mówiłam suchym i ostrym tonem. Byłam jak żyletka.
- Czyli to naprawdę koniec...? - zaraz chyba Bimber się popłacze. Kurde, jaki to niemiły widok;(
- Tak. - mówiłam bez jakichkolwiek emocji. Justin uciekł do domu z twarzą w dłoniach. - Co ja narobiłam... Przepraszam... - szepnęłam i poszłam dalej. Cholera. Spóźnie się, ten ciul obiecał, że mnie podwiezie. No trudno, biegam!
W szkole do nikogo się nie odzywałam. Jak coś, to się nie spóźniłam. Całe przerwy płakałam w toalecie. Malowałam się i szłam z poker facem na lekcje. Nie uważałam na nich wogóle. Wracałam do domu sama. Nic nie jadłam. Biegłam na górę do swojego pokoju nie zauważona. Robiłam zadanie, płakałam, uczyłam się, płakałam, łazienka, płakałam. Spanie, często budziłam się rano z zapłakanymi oczami. I od początku, tylko nie jadłam śniadania. Minął tak tydzień. Wakacje. Jakoś mnie to nie cieszy. Bo spędze je bez Justina. Wtedy na spacer poszłam z Julą i udawałam, że się dobrze bawiłam. Nic nie zauważyła. Ufff... Poszłam do mamy.
- Mamo...
- Ania! Musisz cos zjeść! Jesteś chudziutka, blada i nie wyspana. Musisz!
- Nie. Nie ważne. Kiedy przyjeżdżają Oreo i Szczerbka?
- Kto?
- Zuza i Wiki.
- W sierpniu.
- Aha. To ja idę się uczyć. Pa.
- Yyy... No pa.
Iii... Kolejna nudna część dnia, którą wcześniej opowiadałam.
Minął pierwszy tydzień wakacji. Oto on: śpię do południa, uczę się, bo 3 liceum to nie taka prosta sprawa, płaczę, komputer, płaczę, łazienka, płaczę, śpię, budzę się z płączem i... Wiadomo. Jeszcze w przerwach jest toaleta. Ale to nie ważne. Na początku 2 tygodnia wakacji wyszłam na balkon i kogo zobaczyłam? Justin siedział na balkonie obok, twarz miał w rękach i chyba... płakał. Nie nawidzę tego widoku. Wyglądałam jak straszydło, włosy rozczochrane po spaniu, makijaż rozmazany, blada, ubrana w dresy i rozciągniętą boksrkę, wychudzona i wygłodzona. O nie! Justin mnie zobaczył. Cholera... Tak wyglądają nasze połączone balkony:|_T_|_T_|. | to barierka, T to są drzwi, _ to podłoga. Podszedł do wspólnej barierki, ja z odruchu też podeszłam.Spojrzałam w jego tęczówki i uległam... Nogi się pode mną ugięły.
- Przyznaj... Nie potrafimy bez siebie żyć... - zaczął smutno, ale z nadzieją.
- Przyznaję... Masz racje... - boshe! co ja gadam. Muszę się jakoś wykręcić. - Ale to co powiedziałeś, zabolało. Te słowa nadal krążą mi po głowie.
- Przecież wiesz, że to nie...
- Wiem. Ale mimo wszystko to bolało. - przypomniałam sobie jego słowa i poczułam łzy w oczach.
- Przepraszam... Strasznie cię przepraszam... Wybaczysz mi kiedyś? - zapytał z nutką nadzieji.
- Nie wiem. - co ja znowu robię... jestem idiotką.
- Czemu mi to robisz?! Ja cię kocham! Nie rozumiesz?! - krzyknął i wszedł do pokoju trzaskając drzwiami. Nic nie powiedziałam, usiadłam na ziemi, z prędkością światła i się rozpłakałam. Zobaczyłam przez łzy, jak Justin patrzy na mnie przez okno. Nie reagowałam.
***paczadełkami Justina***
Patrzyłem na nią przez okno, płakała, ona chyba żałuje, że mi powiedziała ,,nie'' bardziej niż ja. I co ja mam zrobić?! Co ja kurwa mam zrobić?! Nie zauważyła mnie. Koniec. Ona nie reaguje, ale ja tak! Wyszedłem na balkon, przeskoczyłem barierke, wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do mojego pokoju. Drzwi były zamknięte na klucz, bo byłem w załamce i się do nikogo nie odzywałem. Mama mi tylko podkładała jedzenie pod drzwi, a ja je po chwili brałem do pokoju i jadłem. Ale z pokoju nosa nie wychylałem. Miałem łazienkę w pokoju. Jedzenie było dostarczane. Jest ok! Położyłem ją na łóżku, ona dalej płakała. Przytuliłem ją, wtuliła się we mnie.
- Przepraszam... - szepnęła, gdy już się uspokoiła.
- Ale za co? To ja cię przepraszam. Tak strasznie mi głupio... - popaczyłem jej w paczadełka i dałem jej buziaka w usta. Me gusta:D - Będziesz ze mną chodzić... Jeszcze raz? - zapytałem z nadzieją. Nic nie odpowiedziała tylko pocałowała mnie dłuuugooo i namiętnieee. Mrrr... Tylko czemu te baby muszą być takie trudne, zamiast po prostu powiedzieć ,,tak''.
- Kocham cię... - szepnęła.
- Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało. Tak strasznie cię kocham... - zaczęliśmy się całować tak, jakby to miał być nasz ostatni pocałunek w życiu. Położyliśmy się na łóżko i znowu. Znowu to zrobiliśmy! Tym razem było jeszcze lepiej niż ostatnio. Hehe^^ Mmm... Bosko... Hah! XD Położyliśmy obok siebie i oddychaliśmy głęboko.
- Nie wierze... - Anka.
- W co?? - ja.
- Że robie to z samym Justinem Bieberem!
- Hah. To lepiej uwierz. To nie jest ostatni raz. - uspokoiliśmy się.
- No wiemmm... Kocham cię wiesz? Tak strasznie cię kufa kocham!
- Ja ciebie też.
- Ja idę się ogarnąć. Pa myszko moja najcudowniejsza. - pocałowała mnie delikatnie w usta.
- Ja idę z tobą.
- Jak chcesz. - uśmiechnęła się do mnie.
Poszliśmy do niej, jako jej książe przeniosłem ją przez barierke i zaniosłem ją do pokoju na łóżko.
- Znowu?
- Możesz sobie teraz pomarzyć. Haha.
- Ej ty mój niedobry skarbie. - powiedziała i poszła do łazienki.
***paczadełkami Anuśki***
Poszłam do łazienki, oparłam się o ścianę i zjechałam po niej na dół. Coraz częściej tak robieXD. Nie wierze... Ja to zrobiłam z samym JUSTINEM BIEBEREM!!! O kur*a. Nie przemyślałam tego. Jego fanki mnie zabiją... A tam! Raz się żyję! Nie zmarnuje tego! Heh. Trzeba się ogarnąć. Rozebrałam się, weszłam pod prysznic, wykąpałam się, umyłam łebek, wysuszyłam łebek, kurde nie wzięłam ciuchów. Zapakowałam się w ręcznik i wyszłam po ciuchy. Mój ręcznik ledwo zakrywał mi tyłek i cycki. Ale no cóż, chwilowo w łazience nie miałam innego. Wyszłam, Justin bawił się fonem. Jak mnie zobaczył, wyszły mu gałki oczne i chyba dostał palpitacji serca. LOL.
- No co?
- A... a... ni...nicc... nic nie.... nie ważne...
- Hahahahahhahah! Gdybyś teraz zobaczył swoją mine!
- Mmm... - oblizał wargi. Przytulił mnie i zaczął powoli obsuwać ręcznik.
- Ooo. Co to to nie! Zboczeniec mój wredny! Kochanie... Puść mnie. - wyrwałam się z jego objęć, wzięłam ciuchy i zamknęłam się w łazience. Ubrałam się w przygotowane ciuchy czyli; bielizna, szorty, bokserka i pantofle. Uczesałam się w dwa warkoczyki i poszłam do Justina. Oooo... Ale on słodko śpiii... Mój słodziaczek...
- Myszko... Myszko... Kocurku...
- Mmmm...??
- Wstawaj...
- Jeszcze 5 minut...
- Chłopie wstawaj, jest południe.
- Nooo..
- WSTAWAJ!
- Aaa! - JB spadł z łóżka.
- Hah. Mycho... Co robimy?
- Nie wiesz co będziemy robić?? To po co mnie budziłaś?
- A no bo tak.
- Wieszzz... Mogłabyś powtórzyc tą akcje w ręczniku?? Ale tym razem bądź bardziej... hmmm... przychylna...
- Co? O ty chamie! - udawałam, że się obraziłam.
- Myszkooo... Przecież wiesz o co mi chodziło... Sama wcześniej chciałaś znowu to robić... Więc o co ta złość?
- Jakoś to wrednie zabrzmiało...
- Ale...
- Żadnych ale! - wczuwałam się w role. JB teraz zmienił mine. Chyba mi uwierzył, że to mnie obraziło. Hah.
- Przepraszam... - powiedział siadając na łóżku. - Nie chciałem... - powiedział ze skruchą.
- Hmmm... - usiadłam mu na kolanach. - I TY W TO UWIERZYŁEŚ! NAIWANIAK!!! HAHAHAHAHAH! - wubuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.
- O ty moja wredna mycho! Teraz to ja się obraziłem! - zrzucił mnie z kolan na łóżko.
- Kocham cię... - usiadłam mu rozkrakiem na kolanach i szepnęłam.
- No i? - powiedział niewzruszony. Usiadłam za nim i zaczęłam go masować po plecach i całować po szyi. - Jakoś mnie to nie rusza... - powiedział, ale widziałam jego mine, coraz bardziej... yyy... podnieconą. HahahahaXD
- Mmm... To co mam zrobić, żebyś mi wybaczył...? - powiedziałam nie przerywając zajęcia.
- Sam nie wiem... A może... Obiadek, a potem pare innych zadań...
- Dla ciebie wszystko... Chodź. - pociągnęłam go za ręke. Poszliśmy na dół. Mama i tata siedzieli przy stole, a Jula maltretowała Romcia i Lole.
- Cześć. - powiedziałam z uśmiechem.
- Witaj. - tata.
- Cześć. - mama, obydwoje to powiedzieli z poker facem.
- O co chodzi?
- Dwie sprawy. - tata.
- Jakie? - ja.
- Pierwsza: Zaniedbujesz Romea! Jula cały czas się nim opiekowała, dlatego jesteś zawieszona w prawach do Romea. Teraz to prawnym opiekunem jest Jula, a my zastępcami. Coś chcesz dodać?
- Tak... Przepraszam... Cały czas się uczę, albo odpoczywam. Bardzo przepraszam mamo, tato, Romcio, że o tobie zapomniałam i Jula, dzięki i przepraszam, przepraszam, że musiałaś opiekować się Romciem za mnie i dzięki, że to robiłaś.
- Spoko. Romek to aniołek, umie poskromić diabełka Loli. - wyszczerzyła się Jula.
- A druga sprawa?? - ja.
- Czy to przez Justina byłaś ostatnio smutna? - tata.
- Można tak powiedzieć... - Justin popatrzył na mnie ze strachem w oczach. - No bo w 3 liceum będzie baaardzooo duuużooo nauki, a Justin ma koncerty, wywiady i różne wyjazdy, więc się nie będziemy mogli tak często widywać.
- I przez to się załamałaś? - mama. - A czemu kazałaś tacie odnieść rzeczy Justina?? - dopytywała się mama.
- Bo się o to pokłóciliśmy, mnie wkurzała jego optymistość, a jego moja pesymistość.
- Aha. Dobra, to tyle. Widać wyjaśnione. Nie było dzisiaj obiadu, zamówiliśmy pizze, ale całą zjedliśmy. Musisz sobie sama coś zrobić.
- Ok. I tak przegrałam zakład, więc muszę mi i Justinowi zrobić obiad. Hah. - powiedziałam i ruszyłam w strone kuchni. - Tooo... Co chcesz Królu?
- Hmmm... Może to. - pocałował mnie.
- Nie. - powiedziałam stanowczo, ale jak zobaczyłam jego mine wybuchnęłam śmiechem.
- Ejjj... To nie było zabawne!
- Dobra, dobra. To co chcesz zjeść?
- Piizzzeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! - krzyknął na cały dom.
- Ja piernicze, chłopie ogar. Rozumiesz? OGAR! - krzyknęłam, ale ciszej niż on.
- Oj tam, oj tam. Sie przejmujesz.
- Tak...?
- Yyy... Nie zrozumiałem cie...
- No i o taki spokój mi chodziło.
- W takim razie... - juz miał krzyknąć, ale wepchnęłam mu pomarańcze do buzi. - Ejjj... - wypluł ją na mnie. - W takim razie należy mi się kolejne zadanie...
- Ile jest ich już razem??
- Hmmm... 21.
- Że cooo?!?!?!
- Nooo!
- Jakim cudem??
- 20 za wybaczenie, a 1 teraz za mandarynke.
- Chyba pomarańcze.
- Jeden ciul!
- No dobra. Czyli po pierwsze obiad. Pizza? Ok. - zrobiliśmy pizze, zjedliśmy. Nie chce mi sie opisywać:D
- Dobra była... - powiedział JB wpychając do buzi ostatni kawałek.
- No wiem... Czyli jeszcze 20 zadań.
- Hmmm... Nie teraz. - posłał mi swój cudny uśmieszek. Nananananananananananananana! - fon JB.
- Halo? - Justin odebrał. - A musze? Ale nieee... Na serio? Jeaaa!!! To spoko! Dobra, nara ziom! - koniec.
- Co jest?
- Jade na trase koncertową!
- Ale...
- Jedziesz ze mną!
- Ale...
- W tym miesiącu. Wrócisz akurat do swoich przyjaciółek.
- Ale...
- Co.
- A nie wiem. Chciałam wiedziec co jeszcze powiesz. - uśmiechnęłam się zadziornie.
- Ty wredna moja! - podniósł mnie na ręce, rzucił na łóżko i zaczął łaskotać.
- Haha! Jus... Haha... Justinnn... Hahahaha...P...Haha... Pu... Hahahah... Puść... Puść mnie... Justin!... - w tym momencie moja mama weszła do pokoju, Justin tego nie zauważył, a moja cudowna mama zaczęła łaskotać Justina. Jak się tylko ogarnęłam co mi zajęło 2 sekundy, zaraz jej przyszłam z pomocą.
- Ejj... Haha... Zos... Zostaaaahahahhah... Zostawcie... Mnie... Hahahaa... Błagaaahahhahha... Błagammm...
- Dobra mamo wystarczy, chyba już się nacierpiał... Hehe. - pokazałam mój cudny wyszczerz.
- Dobra. Jak tam tan wasz... Hmmm... Zakład...?
- A. Dobrze.
- O co chodziło?
- No bo wkręciłam Justina, że sie na niego obraziłam, a potem on się na mnie niby obraził i miałam zrobić 20 zadań, żeby się na mnie nie obrażał. Zrobiłam mu obiadek, więc jest 20 zadań. Ale mnie wyłaskotał, więc jest 10, ale ja go wyłaskotałam, więc jest jeszcze 15 zadań. Heh. - nawet nie wiedziałam kiedy, zaczęłam mówić do mamy po Polsku. Justin się tylko na nas gapił jak na idiotki. - Mówiłam po Polsku Justin. - to już powiedziałam po angielsku.
- A co?
- O naszym zakładzie.
- Aaa...
- Jeszcze mam 15 zadań zrobić. - pokazałam mu język.
- Jakim niby cudem?
- Zrobiłam obiad, już 20 zadań. Wyłaskotałeś mnie, zostało 10 zadań. Wyłaskotałam cię z mamą, zostało 15 zadań.
- Ehhh... Dobra, to jeszcze 15 zadań. - pocałował mnie w policzek.
- To ja idę. Tylko tu nie nabrójcie.
- Dobrze. - powiedzieliśmy równo z JB'im.
- Ej... Justin...
- Tak słonko?
- Idź już...
- Yyy...
- Znaczy nie chodzi o to, że cie wyganiam. Ale odciągam cię od pracy i od kolegów... A ja sama muszę się troche pouczyć.
- Są wakacje!
- A ja ide do 3 liceum. Tam już tak łatwo nie będzie. Zresztą, tobie też.
- Hmmm... Mam pomysł... Dzisiaj idziemy sie do mnie uczyć.
- A dlaczego do ciebie?
- Dlaczego baby wszystko komplikują? - powiedział JB pod nosem.
- Słyszałam. - powiedziałam na co on się troche zmieszał. Po prostu mnie pocałował. - Haha. Nawet nie wiesz jaki fajny jest widok zmieszanej gwazdy pop'u. Hahahaha!
- Ej ty moja! Dobra, zabiore ci twoją role. - JB, moja mina O_o?! - Czas sie uczyć.
- Aaa... Trzeba było tak od razu...
- Chciałem zobaczyć twoją mine.
- Ej. My się chyba nigdy nie zabierzemy do tej nauki. Co nie??
- No. Dobra chodźmy.
Poszliśmy do Justina, przywitała nas jego mama. Justin przyniósł cole i jakieś przekąski, w tym oczywiście żelki:D Do końca dnia się uczyliśmy. Nastała godzina 23. Ja dalej wciągnięta w książke, a Justin usnął sobie.
- Zgaduje, że tylko ty się uczyłaś? - zapytała mama JB wchodząc.
- Nie. Justin też się uczył. Dosyć dużo miał do nadrobienia. Jak narazie jest w połowie pierwszej klasy liceum.
- Aż tak go wymęczyłaś? Haha. Dziękuje. Zawsze wiadomo, że będzie umiał.
- Mmm... - zamruczałam twierdząco.
- Może idź już spać. Zadzwonie do twoich rodziców, że jesteś u nas. W tym samym budynku. Hah.
- Dobrzeee... - ziewnęłam.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Odrzuciłam książki na podłoge, przykryłam siebie i Justina i usnęłam...
- Cześć. Jak się czujesz? - zapytała troskliwie mama. - Chcesz iść dziś do szkoły?
- To dziś szkoła?!
- Tak.
- Która godzina??
- Szósta.
- Aaa to idę się zebrać do szkoły. Później zjem śnidanie.
- Jak wolisz...
Szybko przepatrzyłam książki. Hmmm... Zero sprawdzianów, zero kartkówek, zero pytania, zero zadania! Łiiii! Nie! Cholera. Zadanie z matmy. Aaa spoko... Umiem... Jeaaa! Szybko... Blablablablabla... Zrobione! Hmmm... 10 działań - 15 minut. Dobry czas!A teraz na śniadanie. O! Już nawet nie pamiętam o... o... o Juss... O Justti... Cholera! O Justinie... Kufa Bieberku! Hmmm... Szybko! Makijaż wodoodporny. Raz, dwa, trzy, cztery, maszerują renifery! Mają bardzo śmieszne minki, bo urwały się z choinki! Wymalowana! Zawsze mówię sobie ten wierszyk przy malowaniu. Heh. Świąteczny, ale mnie to nie rusza! Dobra, teraz śnaidanie! Która godzinaaa.. 6:45. Spoko. Autobus mam na 7:10. A lekcje 7:30. Git malina. Dobry czas. Zeszłam do kuchni.
- To wy jeszcze nie w pracy??
- Nie. Dzisiaj później zaczynam pracę. - tata.
- A ja mam wolne. - mama.
- Aha. Spoko. - hmmm co by tu zjeść. A tam. Kanapki!
Przyrządziłam sobie sama. Nie chciałam fatygować rodziców. Widząc to mama , poszła obudzić Julkę. Odkąd wzięliśmy ją z domu dziecka, wogóle z nią nie spędzałam czasu, zapewne przez Jus... Bimberka. To trzeba zmienić. Muszę z nią spędzać więcej czasu. W końcu to moja siostra, jeszcze z domu dziecka i jest taaakaaa faaajnaaa... Hah. Dobra. Zrobiłam kanapki. A teraz uwaga, uwaga, uwaga! ZJEM JE! Zaskoczenie, co?? XD. Heh, wali mi! LOL:D Zjadłam kanapki, wypiłam cole do śniadania. Wzięłam plecak na plecy, założyłam trampki. Ehhh... Ostatni tydzień szkoły...
- Pa mamo, pa tato. Ej. Jula...
- Co?
- Chcesz ze mną iść po szkole na spacer??
- Yyy... - poaptrzyła się na mnie jak na kosmitke. - No ok. A nie będziesz spędzała czasu z Jus...
- Nie.
- No to ok. Jak chcesz. Pa.
- No pa.
Wyszłam z domu, skierowałam sie w stronę szkoły. Ehhh... Będe musiała przejść obok domu Bimbera. Brrr... Dobra, szybki krok i będzie ok. 3... 2... 1... I przechodzimy.
- Czekaj! - zawołał mnie Bimber. Przyspieszyłam kroku. Dogonił mnie i złapał za ręke. - Chcę pogadać. - spojrzał mi w oczy. Wybaczyć mu czy nie... Tak, nie, tak, nie, tak, nie... NIE!
- Akurat teraz idę do szkoły...
- To cię podwioze. No prosze, posłuchaj mnie!
- Nie. Już wczoraj usłyszałam to, co miałam usłyszeć. Ja już dziękuje. Żegnam.
- Nie puszczę cię dopóki mnie nie wysłuchasz. - mówił ostro.
- No mów. Masz 30 sekund.
- Tak strasznie cię przepraszam. Ja naprawde tak nie myślałem. To tylko emocje. Byłem zły. Nie na ciebie, na ojca i dlatego wybuchłem. Ale naprawdę tego nie miałem na myśli. Przepraszam... Proszę wybacz...
- Koniec czasu.
- Wybaczysz?
- Nie.
- Czemu? - w jego oczach pokazały się łzy.
- Nie wybaczę ci. - mówiłam suchym i ostrym tonem. Byłam jak żyletka.
- Czyli to naprawdę koniec...? - zaraz chyba Bimber się popłacze. Kurde, jaki to niemiły widok;(
- Tak. - mówiłam bez jakichkolwiek emocji. Justin uciekł do domu z twarzą w dłoniach. - Co ja narobiłam... Przepraszam... - szepnęłam i poszłam dalej. Cholera. Spóźnie się, ten ciul obiecał, że mnie podwiezie. No trudno, biegam!
W szkole do nikogo się nie odzywałam. Jak coś, to się nie spóźniłam. Całe przerwy płakałam w toalecie. Malowałam się i szłam z poker facem na lekcje. Nie uważałam na nich wogóle. Wracałam do domu sama. Nic nie jadłam. Biegłam na górę do swojego pokoju nie zauważona. Robiłam zadanie, płakałam, uczyłam się, płakałam, łazienka, płakałam. Spanie, często budziłam się rano z zapłakanymi oczami. I od początku, tylko nie jadłam śniadania. Minął tak tydzień. Wakacje. Jakoś mnie to nie cieszy. Bo spędze je bez Justina. Wtedy na spacer poszłam z Julą i udawałam, że się dobrze bawiłam. Nic nie zauważyła. Ufff... Poszłam do mamy.
- Mamo...
- Ania! Musisz cos zjeść! Jesteś chudziutka, blada i nie wyspana. Musisz!
- Nie. Nie ważne. Kiedy przyjeżdżają Oreo i Szczerbka?
- Kto?
- Zuza i Wiki.
- W sierpniu.
- Aha. To ja idę się uczyć. Pa.
- Yyy... No pa.
Iii... Kolejna nudna część dnia, którą wcześniej opowiadałam.
Minął pierwszy tydzień wakacji. Oto on: śpię do południa, uczę się, bo 3 liceum to nie taka prosta sprawa, płaczę, komputer, płaczę, łazienka, płaczę, śpię, budzę się z płączem i... Wiadomo. Jeszcze w przerwach jest toaleta. Ale to nie ważne. Na początku 2 tygodnia wakacji wyszłam na balkon i kogo zobaczyłam? Justin siedział na balkonie obok, twarz miał w rękach i chyba... płakał. Nie nawidzę tego widoku. Wyglądałam jak straszydło, włosy rozczochrane po spaniu, makijaż rozmazany, blada, ubrana w dresy i rozciągniętą boksrkę, wychudzona i wygłodzona. O nie! Justin mnie zobaczył. Cholera... Tak wyglądają nasze połączone balkony:|_T_|_T_|. | to barierka, T to są drzwi, _ to podłoga. Podszedł do wspólnej barierki, ja z odruchu też podeszłam.Spojrzałam w jego tęczówki i uległam... Nogi się pode mną ugięły.
- Przyznaj... Nie potrafimy bez siebie żyć... - zaczął smutno, ale z nadzieją.
- Przyznaję... Masz racje... - boshe! co ja gadam. Muszę się jakoś wykręcić. - Ale to co powiedziałeś, zabolało. Te słowa nadal krążą mi po głowie.
- Przecież wiesz, że to nie...
- Wiem. Ale mimo wszystko to bolało. - przypomniałam sobie jego słowa i poczułam łzy w oczach.
- Przepraszam... Strasznie cię przepraszam... Wybaczysz mi kiedyś? - zapytał z nutką nadzieji.
- Nie wiem. - co ja znowu robię... jestem idiotką.
- Czemu mi to robisz?! Ja cię kocham! Nie rozumiesz?! - krzyknął i wszedł do pokoju trzaskając drzwiami. Nic nie powiedziałam, usiadłam na ziemi, z prędkością światła i się rozpłakałam. Zobaczyłam przez łzy, jak Justin patrzy na mnie przez okno. Nie reagowałam.
***paczadełkami Justina***
Patrzyłem na nią przez okno, płakała, ona chyba żałuje, że mi powiedziała ,,nie'' bardziej niż ja. I co ja mam zrobić?! Co ja kurwa mam zrobić?! Nie zauważyła mnie. Koniec. Ona nie reaguje, ale ja tak! Wyszedłem na balkon, przeskoczyłem barierke, wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do mojego pokoju. Drzwi były zamknięte na klucz, bo byłem w załamce i się do nikogo nie odzywałem. Mama mi tylko podkładała jedzenie pod drzwi, a ja je po chwili brałem do pokoju i jadłem. Ale z pokoju nosa nie wychylałem. Miałem łazienkę w pokoju. Jedzenie było dostarczane. Jest ok! Położyłem ją na łóżku, ona dalej płakała. Przytuliłem ją, wtuliła się we mnie.
- Przepraszam... - szepnęła, gdy już się uspokoiła.
- Ale za co? To ja cię przepraszam. Tak strasznie mi głupio... - popaczyłem jej w paczadełka i dałem jej buziaka w usta. Me gusta:D - Będziesz ze mną chodzić... Jeszcze raz? - zapytałem z nadzieją. Nic nie odpowiedziała tylko pocałowała mnie dłuuugooo i namiętnieee. Mrrr... Tylko czemu te baby muszą być takie trudne, zamiast po prostu powiedzieć ,,tak''.
- Kocham cię... - szepnęła.
- Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało. Tak strasznie cię kocham... - zaczęliśmy się całować tak, jakby to miał być nasz ostatni pocałunek w życiu. Położyliśmy się na łóżko i znowu. Znowu to zrobiliśmy! Tym razem było jeszcze lepiej niż ostatnio. Hehe^^ Mmm... Bosko... Hah! XD Położyliśmy obok siebie i oddychaliśmy głęboko.
- Nie wierze... - Anka.
- W co?? - ja.
- Że robie to z samym Justinem Bieberem!
- Hah. To lepiej uwierz. To nie jest ostatni raz. - uspokoiliśmy się.
- No wiemmm... Kocham cię wiesz? Tak strasznie cię kufa kocham!
- Ja ciebie też.
- Ja idę się ogarnąć. Pa myszko moja najcudowniejsza. - pocałowała mnie delikatnie w usta.
- Ja idę z tobą.
- Jak chcesz. - uśmiechnęła się do mnie.
Poszliśmy do niej, jako jej książe przeniosłem ją przez barierke i zaniosłem ją do pokoju na łóżko.
- Znowu?
- Możesz sobie teraz pomarzyć. Haha.
- Ej ty mój niedobry skarbie. - powiedziała i poszła do łazienki.
***paczadełkami Anuśki***
Poszłam do łazienki, oparłam się o ścianę i zjechałam po niej na dół. Coraz częściej tak robieXD. Nie wierze... Ja to zrobiłam z samym JUSTINEM BIEBEREM!!! O kur*a. Nie przemyślałam tego. Jego fanki mnie zabiją... A tam! Raz się żyję! Nie zmarnuje tego! Heh. Trzeba się ogarnąć. Rozebrałam się, weszłam pod prysznic, wykąpałam się, umyłam łebek, wysuszyłam łebek, kurde nie wzięłam ciuchów. Zapakowałam się w ręcznik i wyszłam po ciuchy. Mój ręcznik ledwo zakrywał mi tyłek i cycki. Ale no cóż, chwilowo w łazience nie miałam innego. Wyszłam, Justin bawił się fonem. Jak mnie zobaczył, wyszły mu gałki oczne i chyba dostał palpitacji serca. LOL.
- No co?
- A... a... ni...nicc... nic nie.... nie ważne...
- Hahahahahhahah! Gdybyś teraz zobaczył swoją mine!
- Mmm... - oblizał wargi. Przytulił mnie i zaczął powoli obsuwać ręcznik.
- Ooo. Co to to nie! Zboczeniec mój wredny! Kochanie... Puść mnie. - wyrwałam się z jego objęć, wzięłam ciuchy i zamknęłam się w łazience. Ubrałam się w przygotowane ciuchy czyli; bielizna, szorty, bokserka i pantofle. Uczesałam się w dwa warkoczyki i poszłam do Justina. Oooo... Ale on słodko śpiii... Mój słodziaczek...
- Myszko... Myszko... Kocurku...
- Mmmm...??
- Wstawaj...
- Jeszcze 5 minut...
- Chłopie wstawaj, jest południe.
- Nooo..
- WSTAWAJ!
- Aaa! - JB spadł z łóżka.
- Hah. Mycho... Co robimy?
- Nie wiesz co będziemy robić?? To po co mnie budziłaś?
- A no bo tak.
- Wieszzz... Mogłabyś powtórzyc tą akcje w ręczniku?? Ale tym razem bądź bardziej... hmmm... przychylna...
- Co? O ty chamie! - udawałam, że się obraziłam.
- Myszkooo... Przecież wiesz o co mi chodziło... Sama wcześniej chciałaś znowu to robić... Więc o co ta złość?
- Jakoś to wrednie zabrzmiało...
- Ale...
- Żadnych ale! - wczuwałam się w role. JB teraz zmienił mine. Chyba mi uwierzył, że to mnie obraziło. Hah.
- Przepraszam... - powiedział siadając na łóżku. - Nie chciałem... - powiedział ze skruchą.
- Hmmm... - usiadłam mu na kolanach. - I TY W TO UWIERZYŁEŚ! NAIWANIAK!!! HAHAHAHAHAH! - wubuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.
- O ty moja wredna mycho! Teraz to ja się obraziłem! - zrzucił mnie z kolan na łóżko.
- Kocham cię... - usiadłam mu rozkrakiem na kolanach i szepnęłam.
- No i? - powiedział niewzruszony. Usiadłam za nim i zaczęłam go masować po plecach i całować po szyi. - Jakoś mnie to nie rusza... - powiedział, ale widziałam jego mine, coraz bardziej... yyy... podnieconą. HahahahaXD
- Mmm... To co mam zrobić, żebyś mi wybaczył...? - powiedziałam nie przerywając zajęcia.
- Sam nie wiem... A może... Obiadek, a potem pare innych zadań...
- Dla ciebie wszystko... Chodź. - pociągnęłam go za ręke. Poszliśmy na dół. Mama i tata siedzieli przy stole, a Jula maltretowała Romcia i Lole.
- Cześć. - powiedziałam z uśmiechem.
- Witaj. - tata.
- Cześć. - mama, obydwoje to powiedzieli z poker facem.
- O co chodzi?
- Dwie sprawy. - tata.
- Jakie? - ja.
- Pierwsza: Zaniedbujesz Romea! Jula cały czas się nim opiekowała, dlatego jesteś zawieszona w prawach do Romea. Teraz to prawnym opiekunem jest Jula, a my zastępcami. Coś chcesz dodać?
- Tak... Przepraszam... Cały czas się uczę, albo odpoczywam. Bardzo przepraszam mamo, tato, Romcio, że o tobie zapomniałam i Jula, dzięki i przepraszam, przepraszam, że musiałaś opiekować się Romciem za mnie i dzięki, że to robiłaś.
- Spoko. Romek to aniołek, umie poskromić diabełka Loli. - wyszczerzyła się Jula.
- A druga sprawa?? - ja.
- Czy to przez Justina byłaś ostatnio smutna? - tata.
- Można tak powiedzieć... - Justin popatrzył na mnie ze strachem w oczach. - No bo w 3 liceum będzie baaardzooo duuużooo nauki, a Justin ma koncerty, wywiady i różne wyjazdy, więc się nie będziemy mogli tak często widywać.
- I przez to się załamałaś? - mama. - A czemu kazałaś tacie odnieść rzeczy Justina?? - dopytywała się mama.
- Bo się o to pokłóciliśmy, mnie wkurzała jego optymistość, a jego moja pesymistość.
- Aha. Dobra, to tyle. Widać wyjaśnione. Nie było dzisiaj obiadu, zamówiliśmy pizze, ale całą zjedliśmy. Musisz sobie sama coś zrobić.
- Ok. I tak przegrałam zakład, więc muszę mi i Justinowi zrobić obiad. Hah. - powiedziałam i ruszyłam w strone kuchni. - Tooo... Co chcesz Królu?
- Hmmm... Może to. - pocałował mnie.
- Nie. - powiedziałam stanowczo, ale jak zobaczyłam jego mine wybuchnęłam śmiechem.
- Ejjj... To nie było zabawne!
- Dobra, dobra. To co chcesz zjeść?
- Piizzzeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! - krzyknął na cały dom.
- Ja piernicze, chłopie ogar. Rozumiesz? OGAR! - krzyknęłam, ale ciszej niż on.
- Oj tam, oj tam. Sie przejmujesz.
- Tak...?
- Yyy... Nie zrozumiałem cie...
- No i o taki spokój mi chodziło.
- W takim razie... - juz miał krzyknąć, ale wepchnęłam mu pomarańcze do buzi. - Ejjj... - wypluł ją na mnie. - W takim razie należy mi się kolejne zadanie...
- Ile jest ich już razem??
- Hmmm... 21.
- Że cooo?!?!?!
- Nooo!
- Jakim cudem??
- 20 za wybaczenie, a 1 teraz za mandarynke.
- Chyba pomarańcze.
- Jeden ciul!
- No dobra. Czyli po pierwsze obiad. Pizza? Ok. - zrobiliśmy pizze, zjedliśmy. Nie chce mi sie opisywać:D
- Dobra była... - powiedział JB wpychając do buzi ostatni kawałek.
- No wiem... Czyli jeszcze 20 zadań.
- Hmmm... Nie teraz. - posłał mi swój cudny uśmieszek. Nananananananananananananana! - fon JB.
- Halo? - Justin odebrał. - A musze? Ale nieee... Na serio? Jeaaa!!! To spoko! Dobra, nara ziom! - koniec.
- Co jest?
- Jade na trase koncertową!
- Ale...
- Jedziesz ze mną!
- Ale...
- W tym miesiącu. Wrócisz akurat do swoich przyjaciółek.
- Ale...
- Co.
- A nie wiem. Chciałam wiedziec co jeszcze powiesz. - uśmiechnęłam się zadziornie.
- Ty wredna moja! - podniósł mnie na ręce, rzucił na łóżko i zaczął łaskotać.
- Haha! Jus... Haha... Justinnn... Hahahaha...P...Haha... Pu... Hahahah... Puść... Puść mnie... Justin!... - w tym momencie moja mama weszła do pokoju, Justin tego nie zauważył, a moja cudowna mama zaczęła łaskotać Justina. Jak się tylko ogarnęłam co mi zajęło 2 sekundy, zaraz jej przyszłam z pomocą.
- Ejj... Haha... Zos... Zostaaaahahahhah... Zostawcie... Mnie... Hahahaa... Błagaaahahhahha... Błagammm...
- Dobra mamo wystarczy, chyba już się nacierpiał... Hehe. - pokazałam mój cudny wyszczerz.
- Dobra. Jak tam tan wasz... Hmmm... Zakład...?
- A. Dobrze.
- O co chodziło?
- No bo wkręciłam Justina, że sie na niego obraziłam, a potem on się na mnie niby obraził i miałam zrobić 20 zadań, żeby się na mnie nie obrażał. Zrobiłam mu obiadek, więc jest 20 zadań. Ale mnie wyłaskotał, więc jest 10, ale ja go wyłaskotałam, więc jest jeszcze 15 zadań. Heh. - nawet nie wiedziałam kiedy, zaczęłam mówić do mamy po Polsku. Justin się tylko na nas gapił jak na idiotki. - Mówiłam po Polsku Justin. - to już powiedziałam po angielsku.
- A co?
- O naszym zakładzie.
- Aaa...
- Jeszcze mam 15 zadań zrobić. - pokazałam mu język.
- Jakim niby cudem?
- Zrobiłam obiad, już 20 zadań. Wyłaskotałeś mnie, zostało 10 zadań. Wyłaskotałam cię z mamą, zostało 15 zadań.
- Ehhh... Dobra, to jeszcze 15 zadań. - pocałował mnie w policzek.
- To ja idę. Tylko tu nie nabrójcie.
- Dobrze. - powiedzieliśmy równo z JB'im.
- Ej... Justin...
- Tak słonko?
- Idź już...
- Yyy...
- Znaczy nie chodzi o to, że cie wyganiam. Ale odciągam cię od pracy i od kolegów... A ja sama muszę się troche pouczyć.
- Są wakacje!
- A ja ide do 3 liceum. Tam już tak łatwo nie będzie. Zresztą, tobie też.
- Hmmm... Mam pomysł... Dzisiaj idziemy sie do mnie uczyć.
- A dlaczego do ciebie?
- Dlaczego baby wszystko komplikują? - powiedział JB pod nosem.
- Słyszałam. - powiedziałam na co on się troche zmieszał. Po prostu mnie pocałował. - Haha. Nawet nie wiesz jaki fajny jest widok zmieszanej gwazdy pop'u. Hahahaha!
- Ej ty moja! Dobra, zabiore ci twoją role. - JB, moja mina O_o?! - Czas sie uczyć.
- Aaa... Trzeba było tak od razu...
- Chciałem zobaczyć twoją mine.
- Ej. My się chyba nigdy nie zabierzemy do tej nauki. Co nie??
- No. Dobra chodźmy.
Poszliśmy do Justina, przywitała nas jego mama. Justin przyniósł cole i jakieś przekąski, w tym oczywiście żelki:D Do końca dnia się uczyliśmy. Nastała godzina 23. Ja dalej wciągnięta w książke, a Justin usnął sobie.
- Zgaduje, że tylko ty się uczyłaś? - zapytała mama JB wchodząc.
- Nie. Justin też się uczył. Dosyć dużo miał do nadrobienia. Jak narazie jest w połowie pierwszej klasy liceum.
- Aż tak go wymęczyłaś? Haha. Dziękuje. Zawsze wiadomo, że będzie umiał.
- Mmm... - zamruczałam twierdząco.
- Może idź już spać. Zadzwonie do twoich rodziców, że jesteś u nas. W tym samym budynku. Hah.
- Dobrzeee... - ziewnęłam.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Odrzuciłam książki na podłoge, przykryłam siebie i Justina i usnęłam...
czwartek, 2 lutego 2012
17. Rozdział...
Gdy się obudziłam, Justin siedział skulony na parapecie i patrzył w dal na zachód słońca.
- Justin... Tak naprawde... To co sie stało? - zapytałam niedyskretnie. Obrócił się do mnie twarzą, po jego idealnym policzku spływała łza. Ohh... Biedaczek przeżywa to strasznie źle...
- Mój tata... Zapomniała o mnie na 2 lata... A teraz... Przyjechał i myśli, że wszystko tym naprawi... - podeszłam do niego, otarłam łzy i przytuliłam go. Przez jakieś 5 minut patrzyliśmy na zachód w ciszy. - Moge u ciebie zamieszkać... Dopóki on nie pojedzie? - zapytał drżącym głosem.
- Jasne skarbie. Możesz spać w pokoju dla gości, ale ja wolałabym żebyś spał u mnie. - posłałam mu delikatny uśmiech.
- Dziękuje... - szepnął. Dałam mu buziaka w policzek. - Nie wiem co bym bez ciebie zrobił...
- Kiedy pójdziemy po twoje rzeczy? - powiedziałam nadal szeptem.
- W nocy. Wejdziemy oknem.
- Ok.
Posiedzieliśmy i pogadaliśmy. Nastała 23...
- Chyba już możemy iść po moje rzeczy. Ruszajmy...
- Dobra.
Szybko wemknęliśmy się do jego domu, do jego pokoju. Spakowaliśmy rzeczy i próbowaliśmy wyskoczyć przez okno. Usłyszeliśmy jakieś głosy, więc szybko schowaliśmy się pod łóżkiem.
- Ehhh Justin... Zobaczysz. Jeszcze wrócisz do mnie na kolanach, wtedy ja ci odmówie. Czy to tak dużo wybaczyć ojcowi?! - krzyknął jego tata, chyba sam do siebie.
- Lepiej chodź spać. Masz racje, jeszcze wróci. Nie martw się. - powiedziała mama JB. Gdy wyszli odczekaliśmy chwilke i gdy poczuliśmy, że jesteśmy bezpieczni uciekliśmy znów przez okno.
- Może jutro się rozpakujesz? O nie... Nie mam nadrobionych lekcji i nic nie umiem... Dzwonie po Mariah i Stephanie. - rzeczywiście po nie zadzwoniłam i powiedziały, że zaraz będą. Po około 5 minutach usłyszeliśmy stukanie w okno. To były one.
- Cześć. Dziękuje strasznie, że przyszłyście. - szepnęłam.
- Spoko. Ja przepisuje te przedmioty. - Stephanie pokazała na góre książek.
- Ja te. - Mariah pokazała na inną sterte książek. - Ty te, a Justin te. - pokazała na kolejne książki.
Zaczęłyśmy przepisywać. Miło było. Żartowaliśmy sobie, przyniosłam przekąski i cole. Skończyliśmy około godziny 2 w nocy.Dziewczyny poszły spać do swoich domów, my zresztą też.
Drrryń! Drrryń! Drrryń! - próbował mnie obudzić dzwonek.
- Nieee... Mamo jeszcze 5 minuttt... - mamrotał coś Bibi.
- Justin. Wstawaj. Muszę iść do szkoły.
- Nieee...
- Takkk... Albo inaczej porozmawiamy.
- Jak? - zapytał lekko przebudzony.
- O wstałeś. Ja ide do łazienki. Ty się zbieraj. I tak w domu jeszcze pójdziesz spać.
- A ty czemu tak wcześnie wstałaś.
- Do szkoły ide.
- Aha...
- Dobra. Jak wolisz. Jak się obudzisz, zejdź na dół zrób sobie śniadanie. Tu masz klucze, zamknij dom.
- Mhmmm... - mamrotał coś pod nosem. Ogarnęłam się w łazience. Zebrałam książki do plecaka. Dałam buziaka na dowidzenia Justinowi i poszłam na śniadanie.
- Cześć mamo. Gdzie tata?
- Cześć. Tata musiał wcześniej wyjechać do pracy. Ehhh... Jak sobie pomyśle, że już kończysz 2 klase liceum to mi się płakać chce.
- Nie przejmuj się mamo. Jeszcze mi 3 klasa została. - puściłam jej oczko. - Aha. Jak coś to Justin śpi jeszcze u mnie u góry. Więc się nie przestrasz i go nie budź.
- Ok. Ale chwila. Przecież do niego tata przyjechał.
- No i właśnie dlatego u mnie mieszka. Znaczy dopóki jego tata nie wyjedzie. Nie mów jego mamie. Prrroooszeee...
- Przykro mi. Ale musze jej powiedzieć.
- Napewno...? - spytałam z nutką zawiedzienia w głosie.
- Tak. - powiedziała stanowczo.
- Właśnie straciłaś moje zaufanie. - powiedziałam sucho, wzięłam jabłko, ubrałam trampki, wzięłam torbe i wyszłam. Do szkoły szło mi się nudno. Patrzyłam jak inne pary z naszej szkoły. Ja nie mogłam chodzić do szkoły z moim chłopakiem, bo ze względu na bezpieczeństwo, miał lekcje w domu. Przy drzwiach do szkoły czekały na mnie moje koleżanki ze szkoły.
- Czeeeść. - powiedziałam ziewając.
- Hej. - powiedziały z ekscytacją w głosie.
- Nie jesteście śpiące? Bo mnie te lekcje wykończyły...
- Nie. Nie wiesz co sie stało! - krzyknęłam Stephanie.
- No nie wiem...
- Mam chłopaka!!! - krzyknęła Mariah.
- Gratuluje! - krzyknęłam i się z nią wyściskałam.
- Ale super! Ty masz chłopaka! Ja mam chłopaka! Stephanie... - krzyczała Mariah i nagle pożałowała tego. - Ja... Ja przepraszam Stephanie... Nie chciałam. - powiedziała z żalem w głosie.
- Nic się nie stało. Jakoś mi narazie nie potrzebny chłopak. A o Nicku już zapomniałam... - ostatnie słowo już powiedziała z płaczem. Aha Nick to były Stephanie. Mariah jest typową zsakupoholiczką. Plastiki chcą ją nam odebrać, ale nawet sama Mariah nie chce. Stephanie to typowa skateówa. Przyjaźniła się z grupką chłopaków skatów. I właśnie jednym z nich był Nick. Teraz jak z nią zerwał, reszta chłopaków nie chce się z nią zadawać. Ja mam styl... Sama nie wiem jaki... Jakimś cudem <<<na potrzeby bloga>>> wyglądem masakrycznie przypominam Selene Gomez.
- Ooo... Nie płacz Stef. Znajdziemy ci jakieś zarąbiste ciacho. - powiedziała z czułością Mariah.
- Nieee... - powiedziała ciągle pogrążona w płaczu Stef. Ona nigdy nie płacze. Zerwanie naprawdę ją zabolało.
- Czemu nie? - mówiła nadal z czułością Mariah. Starała się jak mogła.
- Stefci chyba chodzi o to, że chłopakc nie musi był ładny, ale żeby był wierny, miły, kochający, żeby się nie spieszył. I ogólnie słodki, ale skate.
- Takkk... - łkała Stef.
- Ale klasę mniej więcej też musi mieć. - dodała Mariah.
- No wiadomo. Stef nie może chodzić z byle kim. - puściłam do niej oczko. - Dobra. Musisz się wziąć w garść.
- OMG! Jak ty wylądasz?! - krzyknęła Mariah na widok rozmazanego makijażu Stef. - Szybko. Za mną! - pobiegłyśmy za nią do WC. Mariah zmyła makijaż Stefci i nałożyła nowy, ale również w jej stylu i bardzo podobny to poprzedniego. Poprawiła jej włosy i wyszłyśmy na lekcje, bo właśnie dzwonek zadzwonił.
- Cisza! Ale cicza! Ale proszę o cisze! - krzyczała Jędza Jadzia. Jędza Jadzia to stara nauczycielka, która zawsze próbuje nas opanować, co się nielicznym udało. Jest chudą babcią z niemiłym wyrazem twarzy, próbowaliśmy wszystkiego żeby była milsza, albo choć raz się uśmiechnęła. Ale na marne, ubiera się w szare, ciemno zielone, bordowe, ciemno złote, ciemno niebieskie lub brudno żółte kostiumy czyli spódnica za kolana, żakiecik do kompletu i pod spód biała bluzka z takimi falbankami przy szyi. Aha, bluzka koniecznie golf. Jędza Jadzia jest dosyć niemiłą nauczycielką z okropnymi zasadami, np.: gdy jesz gume, nie wolno ci chodzić ani biegać po korytarzu, musisz też zachować ostrożność i nie możesz rozmawiać z innymi. My to oczywiście ignorujemy. Ale wracając do klasy;)
- Proszę o uwagę! Siadajcie! - i tak nas uspokajała przez jakieś 5 minut. Aha, zapomniałam dodać, że jesteśmy najgorszą, najbardziej ,,niewychowaną'' klasą w szkole i jest tak od zawsze. W sumie w rzeczywistości jest tak samo:D. Po chwili znudziło nam się wnerwianie jej i się uspokoiliśmy.
- Więc tak. - powiedziała nuczycielka od przyrody. - Zacznijmy od tego, że każdy dzisiaj dostał po uwadze, oprócz Hilarego. - Hilary - pupilek nauczycieli, niezabardzo go lubimy, ale daje nam zadania domowe i daje nam ściągać na kartkówkach i sprawdzianach, no i oczywiście podpowiada nam na pytaniach. Więc jakoś go znosimy. Czasem też dzięki temu właśnie, że jest pupilkiem nauczycieli mamy łaskawszą kare jak coś przeskrobiemy. Jest ok! :D - Dobrze. Za tydzień koniec szkoły, macie się ubrać na biało granatowo. Nie biało czarno.
- Czemu?! - krzyknęły EMOwce.
- Ponieważ wy to wykorzystujecie, aby się ubrać cali na czarno.
- Ohh... - słychać było ciche jęczenie z tyłu klasy gdzie siedzieli EMOwcy. Ja siedziałam w rzędzie pod ścianą tak gdzieś na samym środku czyli w 3 ławce. Przede mną siedziały Stef i Mariah. W pierwszej ławce przed biurkiem siedział Hilary. A reszta miała zmienne miejsca.
- Ale cisza! - powiedziała Jadźka, chociaż w klasie panowała grobowa cisza. Popatrzyliśmy się wszyscy na siebie z dzwinymi wyrazami twarzy o co tej krowie znowu chodzi. Moją uwagę przykłuły oczy jednego EMOwca. Były fioletowe... Ja piernicze! Ale ze mnie idiotka! Kolorowe szkiełka kontaktowe pewnie miałXD. Haha. Dobra. Koniec. Trzeba... Przydałoby się... Zająć lekcją... Haha! Nie nawidze przyrody! Ale ok. No cóż, chcę pójść na dobre studia. Ehh... Zajęłam się lekcją. I tak zleciała reszta lekcji. Przez 10 minut trwały próby uspokajania nas. Potem lekcja. Upomnienia żebyśmy byli cicho. Dalej lekcja... No i wreszcie! Ostatni dzwonek! Dzisiaj... Bleee... Potem wakacje, 3 klasa liceum, studia, praca, mąż, dziecko i normalne życie... Kurde, właśnie wszystkie dni mojego życia przeleciały mi przez głowe. Ahhh...
- Anka! - krzyczała na mnie Stef.
- Co... - zamruczałam pod nosem.
- Zamyśliłaś się. Znowu... - powiedziała Mariah.
- A. Sory.
- My cie może do domu odprowadzimy. - zasugerowała Stef, gdy wychodziłyśmy ze szkoły.
- Nie trzeba. - powiedziała tajmeniczo głos spod kaptura. Stef i Mariah zrobiły mine WTF?! połączoną z O_o?! Przyglądnęłam się bliżej twarzy.
- Justin...? - zapytałam niepewnie.
- Zgadłaś. - wyszczerzył swoje białe ząbki.
- Ty znasz... - Maria chciała krzyknąć ,,Justina Biebera'' ale Stef w odpowiedniej chwili zdołała zatkać jej buzie.
- Tak. - powiedziałam.
- Nawet ze mną chodzi. - powiedział JB z bananem na mordce.
- OMG! - krzyknęła Mariah na cały głos. Tak, że wszyscy obecni na nas spojrzeli. - Muszę to dodać na ,,Kotka''.
- Nie. - powiedziałam równo z JB.
- Czemu? - w głosie Maria słychać było zawód.
- Jak narazie to tajmenica... - szepnął JB i puścił oczko do Mariah. Zarumieniła się.
- Idziemy do domu? - zapytała widocznie znudzona sytuacją Stef.
- Ok. - powiedziałam równo z JB. - Przychodzicie teraz do mnie? - zapytałam dziewczyn.
- Oj przykro mi złotko, ale nie mogę. Umówiłam się już z moim chłopakiem.
- A właśnie. Nie zdradziłaś mi jego imienia... - powiedziałam tajemniczo.
- Nie mogę powiedzieć ,,Kotkowi'', że jesteście parą to ja wam nie powiem jak ma na imię.
- Oscar... - powiedziała dalej znudzona Stef.
- Oscar!? Wow... Zazdroszczę ci. To największe ciacho w szkole. - powiedziałam, Stef pokazała mi palcem na Justina, który kopał nogą ziemie i patrzył w nią ze smętną miną. - Oj no przecież wiesz, że ciebie najbardziej kocham... - powiedziałam i podniosłam jego twarz za podbródek i spojrzałam mu prosto w te jego cudne oczy po czym dałam mu buziaka w usta. Mmmm... :D
- To idziemy? - zapytała lekko zdenerwowana sytuacją Stef.
- Ok. Pa Mariah. - przytuliłam przyjaciółke, Justin też ją przytulił, Stephanie zrobiła to samo.
Poszliśmy do mnie do domu.
- Mamo jesteśmyyy!!! - krzyknęłam na cały głos, a JB i Stef zatkali uszy.
- Co masz na myśli przez ,,jesteśmy''? - usłyszałam głos mamy z kuchni. - O witaj Justin i...
- Stephani. - powiedziała Stef podając mojej mamie ręke.
- Witaj. Halina. - przedstawiła się moja mama. Stef i JB poszli do mojego pokoju, a ja wzięłam cole i chipsy Lay's Apetitte. Mmm:P
- Ej. Idziemy do salonu jakiś film pooglądać? - spytał JB gdy weszłam.
- Trzeba to było mówić na dole.
- Oj no chodź pomogę ci. - Justin wziął cole, ja chipsy, a Stef miała wybierać jakiś film. Justin zasłonił zasłony, pozamykał drzwi. W pokoju było prawie całkiem ciemno. Stef wybrała horror ,,Widmo'' koreańską wersję. Brrr... JB rozwalił sie na środku kanapy, obok ja, a po drugiej stronie Stef.
- Jakby Stef się bała to przytul ją. Tym razem nie będe się pieklić. - powiedziałam do Bibiego.
- Ok. - odpowiedział.
- Nie trzeba będzie... - powiedziała Stef.
- Jeszcze zobaczymy... - JB posłał nam chytry uśmieszek. No i zaczęliśmy oglądać. Początek był strasznie nudny. Więc trochę się pośmialiśmy. Potem było okropnie. Chciałam zasłonić twarz rękami ale JB mi nie dał. Stef siedziała spokojnie, aż do momentu kiedy paskudna zakrwawiona twarz wyskoczyła na ekranie, Stef wrzasnęła na cały dom i się rozpłakała. A tak wgl to po tej mordzie był napis ,,The End...?'' Przytuliliśmy się do Stef.
- Błagam nie mówicie nikomu.
- Ok. - powiedziałam bezinteresownie.
- No nie wiem... - powiedziała JB.
- Nie popisuj się! - upomniałam go.
- No dobra, ok. - powiedział wreszcie.
- Chodź Stef. - zaprowadziłam ją do łazienki, żeby przemyła sobie twarz zimną wodą.
- Dzięki. Nie wiem co mnie napadło...
- Spoko. Ja się przez cały film darłam. Nie jesteś gorsza. - pokazałam jej moje wszystkie ząbki.
- Dzięki... - posłała mi blady uśmiech. - Która godzina?
- Yyy... 17:15.
- To ja ide do domu. Dzięki za wszystko. Papa. - powiedziała ubierając kurteczkę.
- Czekaj odprowadzimy cię. - zaproponował JB.
- Nie trzeba.
- Trzeba. - powiedzieliśmy równo.
- Naprawdę jesteście cudowni i słodcy. - pokazała nam jęzor. - Nie myśleliście o ślubie??
- Nie. - powiedziałam normalnie.
- Jeszcze nie... - Justin posłał mi chytry uśmieszek.
- Yyy... Sama nie wiem. - powiedziałam trochę zdezorientowana. - To... Chodźmy. - Ubrałam katanke i trampki. Justin ubrał bluzę, narzucił kaptur na głowę, okulary na nos, trampki i mogliśmy iść. JB wziął mnie za ręke.
- Ooo... Ale wy słodcy jesteścieee... - powiedziała Stef.
- Ty chcesz mieć chłopaka. - powiedział JB z chytrym uśmiechem.
- Skąd! Wcale, że nie! - powiedziała oburzona Stef.
- No bo wiesz... Ja akurat znam takiego jednego przystojniaka, który chciał by mieć dziewczyne. Jego inicjały to C.B.
- No co ty, Chris?! - krzyknęłam.
- Ooo... Zepsułaś niespodziankę... - powiedział naburmuszony Justin.
- Zaraz zaraz. Jaki Chris? - zapytała zrezorientowana Stef.
- Zobaczysz... - posłałam jej cwaniacki uśmieszek. Przez resztę drogi ja i JB posyłaliśmy sobie chytre uśmieszki, a Stef posłała nam miny WTF?!
- Dobra. To...pa. - Stef.
- No papa. - przytuliłam ją.
- Pa. - JB przybił z nią piątkę.
- Jestem zmęczona. Zaraz jak wrócimy, kolacja i łóżko.
- To drugie brzmi ciekawie... - powiedział JB z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo kolego. - powiedziałam. Doszliśmy do domu dyskutując na temat ,,Jak poznać Stef z Chrisem??''.Zadzwonił telefon Bibiego.
- Halo? ... Nieee... Nie chce mi się... Po jaką cholere... Nieee... Czemu... Ale ja nie chce... Ohhh... No dobra... Ale robie to tylko dla nich... No nara.
- Co jest?
- Muszę jechać na koncert. Strasznie się zapuściłem; zero wywiadów, prawie zero piosenek na nową płytę, zero koncertów, zero autografów i zdjęć, zero wpisów na TT i FB.
- Przperaszam... To przeze mnie.
- Nie skarbie, to nie przez ciebie.
- Powiedz mi szczerze, sam dobrze wiesz, że to przeze mnie.
- To nie przez ciebie mycho, i tak miałem sobie mini przerwe zrobić, bo już nie wyrabiałem. Ehhh... Masakra.
- A na ile wyjeżdżasz??
- Na miesiąc... - w tym momencie padliśmy sobie w ramiona jak Romek i Julcia, ja zaczęłam płakać, on mnie głaskał, całował, ale widziałam, że jemu też popłynęła 1 czy 2 łzy. Gdy już się uspokoiliśmy...
- Kiedy jedziesz? - popaczyłam mu w paczadełkaXP.
- Za tydzień... Nie wiem jak ja bez ciebie wytrzymam tyle.
- Ja też nie wiem...
- Czekaj chwilke... - powiedział, odszedł i zadzwonił do kogoś. Ciekawe o co mu chodzi... O. Wraca.
- Do kogo dzwoniłeś?? - zapytałam i powiesiłam mu ręce na szyi, a on mnie objął rękoma w pasie.
- Do Scootera. Mam pomysł... - wyszczerzył się - Chcesz ze mną jechać w trase koncertową??
- Justin... - pocałowałam go. - Nawet nie wiesz jak bardzo chcę jechać, ale nie mogę...
- Czemu...? - zapytał smutny.
- Przyjeżdżają do mnie przyjaciółki z Polski. Bardzo chciałabym jechać, ale nie mogę ich zostawić na czas, kiedy przyjadą. Strasznie cię przepraszam...
- Dobra... Nic się nie stało. Rozumiem.
- Wiesz, że cie kocham i dla ciebie skoczyłabym w ogień. Ale... - przerwał mi pocałunkiem.
- Spokojnie... Rozumiem. - uśmiechnął się czule.
- Dziękuje... - powiedziałam i wtuliłam się w niego.
- No, moje gołąbeczki. A teraz na kolacje. - powiedziała Jula z pokerface'm.
- Hahahaha! - zaśmialiśmy się z Bibim. JB wziął mnie na barana, a Jule na ręce i poszliśmy na dół.
- Silny jesteś. - powiedział z podziwem tata. - Ale i tak ci współczuje. - dodał po czym się wyszczerzył. Zjedliśmy ciągle gadając, a najwięcej to chyba mówiła Julka. Podziękowaliśmy i poszliśmy na góre.
- Masz fajną rodzinke.
- A ty masz super mame.
- No niby tak, ale... - zaciął się.
- Ale?
- No ale u mnie jest tak pusto w domu. Nie wiem jak to mama wytrzymuje, gdy mnie nie ma.
- Chyba mam pomysł...
- Zamieniam się w słuch. - powiedział JB, po czym podniósł jedną brew. Strrrasznieee śmiesznie to wyglądaXD.
- Jak wyjedziecie na trase. Moi rodzice by zamieszkali u sąsiadów, czy kogoś bliskiego, a ja z dziewczynami z Polski u Mariah. Ona ma strasznie duży dom.
- Nadal nie rozumiem.
- Chodzi mi o to, że w tym czasie moglibyśmy zatrudnić robotników, żeby jakoś zburzyli te ściany, które dzielą nasz dom- bliźniaka i żeby powstał 1 dom. To wtedy nie byłoby u was tak pusto.
- Aaa... A wiesz, to całkiem niezły pomysł. Moja mama często narzeka, że tak pusto w domu i by twoich przekonała. Mamy kase.
- Moi rodzice też nieźle zarabiają. Stare, ale użyteczne rzeczy sprzedają na allegro, a jakieś nieużyteczne, rozkładają na kawałki i sprzedają w kawałkach.
- I ktoś to kupuje?
- Tak, i jak najbardziej legalnie. - powiedziałam z zacieszem.
- Czyli... POŁĄCZYMY DOMY!!!
- TAKKK!!! - i znów padliśmy sobie w ramiona. - To komu najpierw idziemy to powiedzieć??
- Chyba mojej mamie, bo z nią będzie łatwiej.
- No ok. To na co czekamy??
- Na to... - powiedział i zaczął mnie całować po ustach i szyi.
- Justinnn... - zamruczałam.
- Co... - odmruczał.
- Przestań...
- Czemu... Przecież widzę, że ci się podoba...
- Ale przestań... - nic nie odpowiedział, tylko położył mnie na łóżko i kontynuował zajęcie. Zaczął zdejmować mi bluzke. - Przestań. - powiedziałam twardo.
- Czemuuu???
- Jula... Cześć.
- Hejka. - Julcia weszła do pokoju. - Co robicie??
- Gadamy. - powiedział JB.
- A o czymmm...??
- Hmmm... Trudno to określić. W sumie to o niczym... - powiedziałam.
- Ale jak to jest gadać o niczym??
- O tak. - powiedział JB. - Dżem.
- Parówki?? - ja.
- Nie, nie kanapka. Szczeniaczek.
- Ale jaki pasztet. - gdy my zajęliśmy się rozmową, Jula tarzała się po podłodze ze śmiechu.
- Patelnia jest spoko.
- Nie. Zdecydowanie wolę pieczoną mysz.
- Ale, świnia jest gruba.
- Nie obchodzą mnie modelki. Dobra, dobra. Wystarczy, bo zaraz Jula się posika. - przerwałam to wszystko.
- Dobra Jula. My idziemy, bo mamy sprawę. Paa... - powiedział JB i dał buziaka Juli.
- Papaa. - przytuliłam Julcie.
- No pa. - wyszła z mojego pokoju.
- No to jak. Idziemy moja damo? - podstawił mi się tak, żebym go wzięła pod ręke.
- Pieprzysz jak połamaniec, ale tak. - powiedziałam równie zabawnie poważnym tonem, jak on. Zaśmialiśmy się, puściliśmy się i poszliśmy na do jego mamy.
- Boje się... - JB.
- Czego? - ja.
- Że mama się nie zgodzi. Znów dom będzie pusty... - powiedział i się trochę zasmucił.
- Nie przejmuj się...
- O cześć Justin! Cześć Ania. Przyszedłeś się z tatą przywitać? - powiedziała Pattie całkiem przyjaźnie.
- A. Jeszcze jest? To pa... - powiedział JB i wyszedł.
- Dowidzenia. - szepnęłam i wyszłam za nim. - Ej. No co jest?
- Nie chcę go widzieć! Nie rozumiesz?! - krzyknął i jak na zawołanie zaczęła się ulewa.
- Nie obchodzi mnie to! Może czujesz się skrzywdzony, ale to nie znaczy, że musisz się do końca życia na niego obrażać! To twój tata! Bez niego byś nie istniał!
- I dobrze! Tym razem mówie na serio! Żałuje wszystkiego!WSZYSTKIEGO!!!
- Nawet nas... - powiedziałam z łzami w oczach, których nie było widać bo padał deszcz.
- TAK!!!
- Dobra! Czyli z nami koniec!
- Tak! Koniec... Czekaj co?! Koniec?
- Tak. - powiedziałam sucho - Powiedziałeś, że żałujesz nawet nas!
- To nie tak... Naprawde przepraszam... Emocje mi puściły...
- Teraz już za późno. Jutro oddam ci twoje rzeczy... - powiedziałam nie wyrażając jakichkolwiek emocji.
- Ale... CZEKAJ! - krzyknął gdy wbiegałam do domu. Teraz już za późno. Mogłam się tego spodziewać. Takie gwiazdy często pękają i mówią to, co naprawde zawsze chcieli powiedzieć.
- Matko Boska! Co ci się stało?! - krzyknęła mama widząc mój stan.
- Nic. Nie ważne. Idę do siebie. Aha i tato... Odniesiesz jutro Justinowi jego rzeczy.
- Pokłóciliście się? - zapytała mama lecz ja już byłam w swoim pokoju. Wzięłam szybki prysznic i w bieliźnie usnęłam.
- Justin... Tak naprawde... To co sie stało? - zapytałam niedyskretnie. Obrócił się do mnie twarzą, po jego idealnym policzku spływała łza. Ohh... Biedaczek przeżywa to strasznie źle...
- Mój tata... Zapomniała o mnie na 2 lata... A teraz... Przyjechał i myśli, że wszystko tym naprawi... - podeszłam do niego, otarłam łzy i przytuliłam go. Przez jakieś 5 minut patrzyliśmy na zachód w ciszy. - Moge u ciebie zamieszkać... Dopóki on nie pojedzie? - zapytał drżącym głosem.
- Jasne skarbie. Możesz spać w pokoju dla gości, ale ja wolałabym żebyś spał u mnie. - posłałam mu delikatny uśmiech.
- Dziękuje... - szepnął. Dałam mu buziaka w policzek. - Nie wiem co bym bez ciebie zrobił...
- Kiedy pójdziemy po twoje rzeczy? - powiedziałam nadal szeptem.
- W nocy. Wejdziemy oknem.
- Ok.
Posiedzieliśmy i pogadaliśmy. Nastała 23...
- Chyba już możemy iść po moje rzeczy. Ruszajmy...
- Dobra.
Szybko wemknęliśmy się do jego domu, do jego pokoju. Spakowaliśmy rzeczy i próbowaliśmy wyskoczyć przez okno. Usłyszeliśmy jakieś głosy, więc szybko schowaliśmy się pod łóżkiem.
- Ehhh Justin... Zobaczysz. Jeszcze wrócisz do mnie na kolanach, wtedy ja ci odmówie. Czy to tak dużo wybaczyć ojcowi?! - krzyknął jego tata, chyba sam do siebie.
- Lepiej chodź spać. Masz racje, jeszcze wróci. Nie martw się. - powiedziała mama JB. Gdy wyszli odczekaliśmy chwilke i gdy poczuliśmy, że jesteśmy bezpieczni uciekliśmy znów przez okno.
- Może jutro się rozpakujesz? O nie... Nie mam nadrobionych lekcji i nic nie umiem... Dzwonie po Mariah i Stephanie. - rzeczywiście po nie zadzwoniłam i powiedziały, że zaraz będą. Po około 5 minutach usłyszeliśmy stukanie w okno. To były one.
- Cześć. Dziękuje strasznie, że przyszłyście. - szepnęłam.
- Spoko. Ja przepisuje te przedmioty. - Stephanie pokazała na góre książek.
- Ja te. - Mariah pokazała na inną sterte książek. - Ty te, a Justin te. - pokazała na kolejne książki.
Zaczęłyśmy przepisywać. Miło było. Żartowaliśmy sobie, przyniosłam przekąski i cole. Skończyliśmy około godziny 2 w nocy.Dziewczyny poszły spać do swoich domów, my zresztą też.
Drrryń! Drrryń! Drrryń! - próbował mnie obudzić dzwonek.
- Nieee... Mamo jeszcze 5 minuttt... - mamrotał coś Bibi.
- Justin. Wstawaj. Muszę iść do szkoły.
- Nieee...
- Takkk... Albo inaczej porozmawiamy.
- Jak? - zapytał lekko przebudzony.
- O wstałeś. Ja ide do łazienki. Ty się zbieraj. I tak w domu jeszcze pójdziesz spać.
- A ty czemu tak wcześnie wstałaś.
- Do szkoły ide.
- Aha...
- Dobra. Jak wolisz. Jak się obudzisz, zejdź na dół zrób sobie śniadanie. Tu masz klucze, zamknij dom.
- Mhmmm... - mamrotał coś pod nosem. Ogarnęłam się w łazience. Zebrałam książki do plecaka. Dałam buziaka na dowidzenia Justinowi i poszłam na śniadanie.
- Cześć mamo. Gdzie tata?
- Cześć. Tata musiał wcześniej wyjechać do pracy. Ehhh... Jak sobie pomyśle, że już kończysz 2 klase liceum to mi się płakać chce.
- Nie przejmuj się mamo. Jeszcze mi 3 klasa została. - puściłam jej oczko. - Aha. Jak coś to Justin śpi jeszcze u mnie u góry. Więc się nie przestrasz i go nie budź.
- Ok. Ale chwila. Przecież do niego tata przyjechał.
- No i właśnie dlatego u mnie mieszka. Znaczy dopóki jego tata nie wyjedzie. Nie mów jego mamie. Prrroooszeee...
- Przykro mi. Ale musze jej powiedzieć.
- Napewno...? - spytałam z nutką zawiedzienia w głosie.
- Tak. - powiedziała stanowczo.
- Właśnie straciłaś moje zaufanie. - powiedziałam sucho, wzięłam jabłko, ubrałam trampki, wzięłam torbe i wyszłam. Do szkoły szło mi się nudno. Patrzyłam jak inne pary z naszej szkoły. Ja nie mogłam chodzić do szkoły z moim chłopakiem, bo ze względu na bezpieczeństwo, miał lekcje w domu. Przy drzwiach do szkoły czekały na mnie moje koleżanki ze szkoły.
- Czeeeść. - powiedziałam ziewając.
- Hej. - powiedziały z ekscytacją w głosie.
- Nie jesteście śpiące? Bo mnie te lekcje wykończyły...
- Nie. Nie wiesz co sie stało! - krzyknęłam Stephanie.
- No nie wiem...
- Mam chłopaka!!! - krzyknęła Mariah.
- Gratuluje! - krzyknęłam i się z nią wyściskałam.
- Ale super! Ty masz chłopaka! Ja mam chłopaka! Stephanie... - krzyczała Mariah i nagle pożałowała tego. - Ja... Ja przepraszam Stephanie... Nie chciałam. - powiedziała z żalem w głosie.
- Nic się nie stało. Jakoś mi narazie nie potrzebny chłopak. A o Nicku już zapomniałam... - ostatnie słowo już powiedziała z płaczem. Aha Nick to były Stephanie. Mariah jest typową zsakupoholiczką. Plastiki chcą ją nam odebrać, ale nawet sama Mariah nie chce. Stephanie to typowa skateówa. Przyjaźniła się z grupką chłopaków skatów. I właśnie jednym z nich był Nick. Teraz jak z nią zerwał, reszta chłopaków nie chce się z nią zadawać. Ja mam styl... Sama nie wiem jaki... Jakimś cudem <<<na potrzeby bloga>>> wyglądem masakrycznie przypominam Selene Gomez.
- Ooo... Nie płacz Stef. Znajdziemy ci jakieś zarąbiste ciacho. - powiedziała z czułością Mariah.
- Nieee... - powiedziała ciągle pogrążona w płaczu Stef. Ona nigdy nie płacze. Zerwanie naprawdę ją zabolało.
- Czemu nie? - mówiła nadal z czułością Mariah. Starała się jak mogła.
- Stefci chyba chodzi o to, że chłopakc nie musi był ładny, ale żeby był wierny, miły, kochający, żeby się nie spieszył. I ogólnie słodki, ale skate.
- Takkk... - łkała Stef.
- Ale klasę mniej więcej też musi mieć. - dodała Mariah.
- No wiadomo. Stef nie może chodzić z byle kim. - puściłam do niej oczko. - Dobra. Musisz się wziąć w garść.
- OMG! Jak ty wylądasz?! - krzyknęła Mariah na widok rozmazanego makijażu Stef. - Szybko. Za mną! - pobiegłyśmy za nią do WC. Mariah zmyła makijaż Stefci i nałożyła nowy, ale również w jej stylu i bardzo podobny to poprzedniego. Poprawiła jej włosy i wyszłyśmy na lekcje, bo właśnie dzwonek zadzwonił.
- Cisza! Ale cicza! Ale proszę o cisze! - krzyczała Jędza Jadzia. Jędza Jadzia to stara nauczycielka, która zawsze próbuje nas opanować, co się nielicznym udało. Jest chudą babcią z niemiłym wyrazem twarzy, próbowaliśmy wszystkiego żeby była milsza, albo choć raz się uśmiechnęła. Ale na marne, ubiera się w szare, ciemno zielone, bordowe, ciemno złote, ciemno niebieskie lub brudno żółte kostiumy czyli spódnica za kolana, żakiecik do kompletu i pod spód biała bluzka z takimi falbankami przy szyi. Aha, bluzka koniecznie golf. Jędza Jadzia jest dosyć niemiłą nauczycielką z okropnymi zasadami, np.: gdy jesz gume, nie wolno ci chodzić ani biegać po korytarzu, musisz też zachować ostrożność i nie możesz rozmawiać z innymi. My to oczywiście ignorujemy. Ale wracając do klasy;)
- Proszę o uwagę! Siadajcie! - i tak nas uspokajała przez jakieś 5 minut. Aha, zapomniałam dodać, że jesteśmy najgorszą, najbardziej ,,niewychowaną'' klasą w szkole i jest tak od zawsze. W sumie w rzeczywistości jest tak samo:D. Po chwili znudziło nam się wnerwianie jej i się uspokoiliśmy.
- Więc tak. - powiedziała nuczycielka od przyrody. - Zacznijmy od tego, że każdy dzisiaj dostał po uwadze, oprócz Hilarego. - Hilary - pupilek nauczycieli, niezabardzo go lubimy, ale daje nam zadania domowe i daje nam ściągać na kartkówkach i sprawdzianach, no i oczywiście podpowiada nam na pytaniach. Więc jakoś go znosimy. Czasem też dzięki temu właśnie, że jest pupilkiem nauczycieli mamy łaskawszą kare jak coś przeskrobiemy. Jest ok! :D - Dobrze. Za tydzień koniec szkoły, macie się ubrać na biało granatowo. Nie biało czarno.
- Czemu?! - krzyknęły EMOwce.
- Ponieważ wy to wykorzystujecie, aby się ubrać cali na czarno.
- Ohh... - słychać było ciche jęczenie z tyłu klasy gdzie siedzieli EMOwcy. Ja siedziałam w rzędzie pod ścianą tak gdzieś na samym środku czyli w 3 ławce. Przede mną siedziały Stef i Mariah. W pierwszej ławce przed biurkiem siedział Hilary. A reszta miała zmienne miejsca.
- Ale cisza! - powiedziała Jadźka, chociaż w klasie panowała grobowa cisza. Popatrzyliśmy się wszyscy na siebie z dzwinymi wyrazami twarzy o co tej krowie znowu chodzi. Moją uwagę przykłuły oczy jednego EMOwca. Były fioletowe... Ja piernicze! Ale ze mnie idiotka! Kolorowe szkiełka kontaktowe pewnie miałXD. Haha. Dobra. Koniec. Trzeba... Przydałoby się... Zająć lekcją... Haha! Nie nawidze przyrody! Ale ok. No cóż, chcę pójść na dobre studia. Ehh... Zajęłam się lekcją. I tak zleciała reszta lekcji. Przez 10 minut trwały próby uspokajania nas. Potem lekcja. Upomnienia żebyśmy byli cicho. Dalej lekcja... No i wreszcie! Ostatni dzwonek! Dzisiaj... Bleee... Potem wakacje, 3 klasa liceum, studia, praca, mąż, dziecko i normalne życie... Kurde, właśnie wszystkie dni mojego życia przeleciały mi przez głowe. Ahhh...
- Anka! - krzyczała na mnie Stef.
- Co... - zamruczałam pod nosem.
- Zamyśliłaś się. Znowu... - powiedziała Mariah.
- A. Sory.
- My cie może do domu odprowadzimy. - zasugerowała Stef, gdy wychodziłyśmy ze szkoły.
- Nie trzeba. - powiedziała tajmeniczo głos spod kaptura. Stef i Mariah zrobiły mine WTF?! połączoną z O_o?! Przyglądnęłam się bliżej twarzy.
- Justin...? - zapytałam niepewnie.
- Zgadłaś. - wyszczerzył swoje białe ząbki.
- Ty znasz... - Maria chciała krzyknąć ,,Justina Biebera'' ale Stef w odpowiedniej chwili zdołała zatkać jej buzie.
- Tak. - powiedziałam.
- Nawet ze mną chodzi. - powiedział JB z bananem na mordce.
- OMG! - krzyknęła Mariah na cały głos. Tak, że wszyscy obecni na nas spojrzeli. - Muszę to dodać na ,,Kotka''.
- Nie. - powiedziałam równo z JB.
- Czemu? - w głosie Maria słychać było zawód.
- Jak narazie to tajmenica... - szepnął JB i puścił oczko do Mariah. Zarumieniła się.
- Idziemy do domu? - zapytała widocznie znudzona sytuacją Stef.
- Ok. - powiedziałam równo z JB. - Przychodzicie teraz do mnie? - zapytałam dziewczyn.
- Oj przykro mi złotko, ale nie mogę. Umówiłam się już z moim chłopakiem.
- A właśnie. Nie zdradziłaś mi jego imienia... - powiedziałam tajemniczo.
- Nie mogę powiedzieć ,,Kotkowi'', że jesteście parą to ja wam nie powiem jak ma na imię.
- Oscar... - powiedziała dalej znudzona Stef.
- Oscar!? Wow... Zazdroszczę ci. To największe ciacho w szkole. - powiedziałam, Stef pokazała mi palcem na Justina, który kopał nogą ziemie i patrzył w nią ze smętną miną. - Oj no przecież wiesz, że ciebie najbardziej kocham... - powiedziałam i podniosłam jego twarz za podbródek i spojrzałam mu prosto w te jego cudne oczy po czym dałam mu buziaka w usta. Mmmm... :D
- To idziemy? - zapytała lekko zdenerwowana sytuacją Stef.
- Ok. Pa Mariah. - przytuliłam przyjaciółke, Justin też ją przytulił, Stephanie zrobiła to samo.
Poszliśmy do mnie do domu.
- Mamo jesteśmyyy!!! - krzyknęłam na cały głos, a JB i Stef zatkali uszy.
- Co masz na myśli przez ,,jesteśmy''? - usłyszałam głos mamy z kuchni. - O witaj Justin i...
- Stephani. - powiedziała Stef podając mojej mamie ręke.
- Witaj. Halina. - przedstawiła się moja mama. Stef i JB poszli do mojego pokoju, a ja wzięłam cole i chipsy Lay's Apetitte. Mmm:P
- Ej. Idziemy do salonu jakiś film pooglądać? - spytał JB gdy weszłam.
- Trzeba to było mówić na dole.
- Oj no chodź pomogę ci. - Justin wziął cole, ja chipsy, a Stef miała wybierać jakiś film. Justin zasłonił zasłony, pozamykał drzwi. W pokoju było prawie całkiem ciemno. Stef wybrała horror ,,Widmo'' koreańską wersję. Brrr... JB rozwalił sie na środku kanapy, obok ja, a po drugiej stronie Stef.
- Jakby Stef się bała to przytul ją. Tym razem nie będe się pieklić. - powiedziałam do Bibiego.
- Ok. - odpowiedział.
- Nie trzeba będzie... - powiedziała Stef.
- Jeszcze zobaczymy... - JB posłał nam chytry uśmieszek. No i zaczęliśmy oglądać. Początek był strasznie nudny. Więc trochę się pośmialiśmy. Potem było okropnie. Chciałam zasłonić twarz rękami ale JB mi nie dał. Stef siedziała spokojnie, aż do momentu kiedy paskudna zakrwawiona twarz wyskoczyła na ekranie, Stef wrzasnęła na cały dom i się rozpłakała. A tak wgl to po tej mordzie był napis ,,The End...?'' Przytuliliśmy się do Stef.
- Błagam nie mówicie nikomu.
- Ok. - powiedziałam bezinteresownie.
- No nie wiem... - powiedziała JB.
- Nie popisuj się! - upomniałam go.
- No dobra, ok. - powiedział wreszcie.
- Chodź Stef. - zaprowadziłam ją do łazienki, żeby przemyła sobie twarz zimną wodą.
- Dzięki. Nie wiem co mnie napadło...
- Spoko. Ja się przez cały film darłam. Nie jesteś gorsza. - pokazałam jej moje wszystkie ząbki.
- Dzięki... - posłała mi blady uśmiech. - Która godzina?
- Yyy... 17:15.
- To ja ide do domu. Dzięki za wszystko. Papa. - powiedziała ubierając kurteczkę.
- Czekaj odprowadzimy cię. - zaproponował JB.
- Nie trzeba.
- Trzeba. - powiedzieliśmy równo.
- Naprawdę jesteście cudowni i słodcy. - pokazała nam jęzor. - Nie myśleliście o ślubie??
- Nie. - powiedziałam normalnie.
- Jeszcze nie... - Justin posłał mi chytry uśmieszek.
- Yyy... Sama nie wiem. - powiedziałam trochę zdezorientowana. - To... Chodźmy. - Ubrałam katanke i trampki. Justin ubrał bluzę, narzucił kaptur na głowę, okulary na nos, trampki i mogliśmy iść. JB wziął mnie za ręke.
- Ooo... Ale wy słodcy jesteścieee... - powiedziała Stef.
- Ty chcesz mieć chłopaka. - powiedział JB z chytrym uśmiechem.
- Skąd! Wcale, że nie! - powiedziała oburzona Stef.
- No bo wiesz... Ja akurat znam takiego jednego przystojniaka, który chciał by mieć dziewczyne. Jego inicjały to C.B.
- No co ty, Chris?! - krzyknęłam.
- Ooo... Zepsułaś niespodziankę... - powiedział naburmuszony Justin.
- Zaraz zaraz. Jaki Chris? - zapytała zrezorientowana Stef.
- Zobaczysz... - posłałam jej cwaniacki uśmieszek. Przez resztę drogi ja i JB posyłaliśmy sobie chytre uśmieszki, a Stef posłała nam miny WTF?!
- Dobra. To...pa. - Stef.
- No papa. - przytuliłam ją.
- Pa. - JB przybił z nią piątkę.
- Jestem zmęczona. Zaraz jak wrócimy, kolacja i łóżko.
- To drugie brzmi ciekawie... - powiedział JB z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo kolego. - powiedziałam. Doszliśmy do domu dyskutując na temat ,,Jak poznać Stef z Chrisem??''.Zadzwonił telefon Bibiego.
- Halo? ... Nieee... Nie chce mi się... Po jaką cholere... Nieee... Czemu... Ale ja nie chce... Ohhh... No dobra... Ale robie to tylko dla nich... No nara.
- Co jest?
- Muszę jechać na koncert. Strasznie się zapuściłem; zero wywiadów, prawie zero piosenek na nową płytę, zero koncertów, zero autografów i zdjęć, zero wpisów na TT i FB.
- Przperaszam... To przeze mnie.
- Nie skarbie, to nie przez ciebie.
- Powiedz mi szczerze, sam dobrze wiesz, że to przeze mnie.
- To nie przez ciebie mycho, i tak miałem sobie mini przerwe zrobić, bo już nie wyrabiałem. Ehhh... Masakra.
- A na ile wyjeżdżasz??
- Na miesiąc... - w tym momencie padliśmy sobie w ramiona jak Romek i Julcia, ja zaczęłam płakać, on mnie głaskał, całował, ale widziałam, że jemu też popłynęła 1 czy 2 łzy. Gdy już się uspokoiliśmy...
- Kiedy jedziesz? - popaczyłam mu w paczadełkaXP.
- Za tydzień... Nie wiem jak ja bez ciebie wytrzymam tyle.
- Ja też nie wiem...
- Czekaj chwilke... - powiedział, odszedł i zadzwonił do kogoś. Ciekawe o co mu chodzi... O. Wraca.
- Do kogo dzwoniłeś?? - zapytałam i powiesiłam mu ręce na szyi, a on mnie objął rękoma w pasie.
- Do Scootera. Mam pomysł... - wyszczerzył się - Chcesz ze mną jechać w trase koncertową??
- Justin... - pocałowałam go. - Nawet nie wiesz jak bardzo chcę jechać, ale nie mogę...
- Czemu...? - zapytał smutny.
- Przyjeżdżają do mnie przyjaciółki z Polski. Bardzo chciałabym jechać, ale nie mogę ich zostawić na czas, kiedy przyjadą. Strasznie cię przepraszam...
- Dobra... Nic się nie stało. Rozumiem.
- Wiesz, że cie kocham i dla ciebie skoczyłabym w ogień. Ale... - przerwał mi pocałunkiem.
- Spokojnie... Rozumiem. - uśmiechnął się czule.
- Dziękuje... - powiedziałam i wtuliłam się w niego.
- No, moje gołąbeczki. A teraz na kolacje. - powiedziała Jula z pokerface'm.
- Hahahaha! - zaśmialiśmy się z Bibim. JB wziął mnie na barana, a Jule na ręce i poszliśmy na dół.
- Silny jesteś. - powiedział z podziwem tata. - Ale i tak ci współczuje. - dodał po czym się wyszczerzył. Zjedliśmy ciągle gadając, a najwięcej to chyba mówiła Julka. Podziękowaliśmy i poszliśmy na góre.
- Masz fajną rodzinke.
- A ty masz super mame.
- No niby tak, ale... - zaciął się.
- Ale?
- No ale u mnie jest tak pusto w domu. Nie wiem jak to mama wytrzymuje, gdy mnie nie ma.
- Chyba mam pomysł...
- Zamieniam się w słuch. - powiedział JB, po czym podniósł jedną brew. Strrrasznieee śmiesznie to wyglądaXD.
- Jak wyjedziecie na trase. Moi rodzice by zamieszkali u sąsiadów, czy kogoś bliskiego, a ja z dziewczynami z Polski u Mariah. Ona ma strasznie duży dom.
- Nadal nie rozumiem.
- Chodzi mi o to, że w tym czasie moglibyśmy zatrudnić robotników, żeby jakoś zburzyli te ściany, które dzielą nasz dom- bliźniaka i żeby powstał 1 dom. To wtedy nie byłoby u was tak pusto.
- Aaa... A wiesz, to całkiem niezły pomysł. Moja mama często narzeka, że tak pusto w domu i by twoich przekonała. Mamy kase.
- Moi rodzice też nieźle zarabiają. Stare, ale użyteczne rzeczy sprzedają na allegro, a jakieś nieużyteczne, rozkładają na kawałki i sprzedają w kawałkach.
- I ktoś to kupuje?
- Tak, i jak najbardziej legalnie. - powiedziałam z zacieszem.
- Czyli... POŁĄCZYMY DOMY!!!
- TAKKK!!! - i znów padliśmy sobie w ramiona. - To komu najpierw idziemy to powiedzieć??
- Chyba mojej mamie, bo z nią będzie łatwiej.
- No ok. To na co czekamy??
- Na to... - powiedział i zaczął mnie całować po ustach i szyi.
- Justinnn... - zamruczałam.
- Co... - odmruczał.
- Przestań...
- Czemu... Przecież widzę, że ci się podoba...
- Ale przestań... - nic nie odpowiedział, tylko położył mnie na łóżko i kontynuował zajęcie. Zaczął zdejmować mi bluzke. - Przestań. - powiedziałam twardo.
- Czemuuu???
- Jula... Cześć.
- Hejka. - Julcia weszła do pokoju. - Co robicie??
- Gadamy. - powiedział JB.
- A o czymmm...??
- Hmmm... Trudno to określić. W sumie to o niczym... - powiedziałam.
- Ale jak to jest gadać o niczym??
- O tak. - powiedział JB. - Dżem.
- Parówki?? - ja.
- Nie, nie kanapka. Szczeniaczek.
- Ale jaki pasztet. - gdy my zajęliśmy się rozmową, Jula tarzała się po podłodze ze śmiechu.
- Patelnia jest spoko.
- Nie. Zdecydowanie wolę pieczoną mysz.
- Ale, świnia jest gruba.
- Nie obchodzą mnie modelki. Dobra, dobra. Wystarczy, bo zaraz Jula się posika. - przerwałam to wszystko.
- Dobra Jula. My idziemy, bo mamy sprawę. Paa... - powiedział JB i dał buziaka Juli.
- Papaa. - przytuliłam Julcie.
- No pa. - wyszła z mojego pokoju.
- No to jak. Idziemy moja damo? - podstawił mi się tak, żebym go wzięła pod ręke.
- Pieprzysz jak połamaniec, ale tak. - powiedziałam równie zabawnie poważnym tonem, jak on. Zaśmialiśmy się, puściliśmy się i poszliśmy na do jego mamy.
- Boje się... - JB.
- Czego? - ja.
- Że mama się nie zgodzi. Znów dom będzie pusty... - powiedział i się trochę zasmucił.
- Nie przejmuj się...
- O cześć Justin! Cześć Ania. Przyszedłeś się z tatą przywitać? - powiedziała Pattie całkiem przyjaźnie.
- A. Jeszcze jest? To pa... - powiedział JB i wyszedł.
- Dowidzenia. - szepnęłam i wyszłam za nim. - Ej. No co jest?
- Nie chcę go widzieć! Nie rozumiesz?! - krzyknął i jak na zawołanie zaczęła się ulewa.
- Nie obchodzi mnie to! Może czujesz się skrzywdzony, ale to nie znaczy, że musisz się do końca życia na niego obrażać! To twój tata! Bez niego byś nie istniał!
- I dobrze! Tym razem mówie na serio! Żałuje wszystkiego!WSZYSTKIEGO!!!
- Nawet nas... - powiedziałam z łzami w oczach, których nie było widać bo padał deszcz.
- TAK!!!
- Dobra! Czyli z nami koniec!
- Tak! Koniec... Czekaj co?! Koniec?
- Tak. - powiedziałam sucho - Powiedziałeś, że żałujesz nawet nas!
- To nie tak... Naprawde przepraszam... Emocje mi puściły...
- Teraz już za późno. Jutro oddam ci twoje rzeczy... - powiedziałam nie wyrażając jakichkolwiek emocji.
- Ale... CZEKAJ! - krzyknął gdy wbiegałam do domu. Teraz już za późno. Mogłam się tego spodziewać. Takie gwiazdy często pękają i mówią to, co naprawde zawsze chcieli powiedzieć.
- Matko Boska! Co ci się stało?! - krzyknęła mama widząc mój stan.
- Nic. Nie ważne. Idę do siebie. Aha i tato... Odniesiesz jutro Justinowi jego rzeczy.
- Pokłóciliście się? - zapytała mama lecz ja już byłam w swoim pokoju. Wzięłam szybki prysznic i w bieliźnie usnęłam.
sobota, 28 stycznia 2012
16. Przemiły dzień... HahaXD...
- Justin! Co wy robicie?! - krzyczała na nas mama Justina.
- Co...? - obudził się JB.
- Jesteście w samej bieliźnie! - obudziłam się i po kryjomu pod kołdrą ubrał dżinsy, a Justin w tym czasie bokserki, spodnie i bajerował mame. - Dobra, rozumiem... Ale czemu jesteście w samej bieliźnie?!
- Bo jest gorąco, a nam się strrrasznieee chciało spać. - szybko zdjęłam dżinsy <<<żeby nie było, że on się rozbiera, a ja nie>>>.
- I tylko zdjeliście ciuchy?
- Tak. Mamo, czy ty mi nie ufasz??
- Ufam ci. No może troche nie...
- Mamo! Mam 17 lat i 8 miesięcy!!!
- No właśnie! Nie wiadomo co ci do głowy wpadnie!
- Nie jestem już dzieckiem! Wiem co robię i znam tego kosekwencje!
- Dobrze jak wolisz! Ale jeśli coś się stanie, to będziesz miał szlaban na gwiazdorstwo! - powiedziała Pati i wyszła trzaskając drzwiami.
- Zbieraj się. Idziemy po testy ciążowe. - powiedział z pokerface'm.
- Ok. - odpowiedziałam bez zbędnych komentarzy. Poszliśmy do najbliszszego sklepu i kupiliśmy testy. Oczywiście mieliśmy na sobie wieeelkieee kaptury, żeby nie było, że Justin ma dziecko. Wróciliśmy do jego domu, poszłamdo łazienki.
- Justin... - powiedziałam drżącym głosem, JB zrobił wielkie oczy. - Nie jestem w ciąży! - krzyknęłam, ale na tyle cicho, żeby jego mama nie usłyszała.
- Jejuuu... Ale mnie przestraszyłaś!
- Haha! - wziął mnie na ręce i się ze mną kręcił w kółko. - Ale wiesz co... Przydałoby się, żebyś przeprosił mame...
- Co to to nie! To ona na nas naskoczyła.
- Ale miała słuszne podejrzenia...
- No tak... Czemu baby mają lepsze argumenty niż my, mężczyźni?
- Nie wszystkim babom odwalił zapach lakieru do głowy...
- Znaczy... co?
- No chodzi mi o to, że nie wszystkie dziewczyny są takie głupie jak Wika S.
- Aaaa... To chodź mnie pilnuj, żebym nie powiedział do mamy czegoś, co będe później żałował. Ok?
- Nom chodź.
- No już... Zaczynaj. - szepnęłam Justinowi do ucha.
- Mamo. - powiedział sucho, a ja go walnęłam w bok. - Mamusiu... - powiedział już milej. - Słuchaj, chciałem cię przeprosić za rano. Ale moge ci obiecać, że... przynajmniej narazie... Nic się nie stanie.
- Och synku... - przytuliła się do niego, Justin już jej chciał się wyrwać, ale mu posłałam wściekłe spojrzenie. - Dziękuje.
- Ale za co? - zapytał zdezorintowany JB.
- Za twoje przeprosiny... Chociaż to pewnie zasługa Ani. Nieprawdaż?
- Nie. Sam Justin panią przeprosił. Ja mu nic nie mówiłam. - powiedziałam szybko, ale bez nerwów. JB posłał mi wdzięczne spojrzenie. Puściłam mu oczko, na szczęście Pati była do mnie tyłem, ponieważ nadal dusiła Justina.
- Mamo... Puść mnie, proszę. Chcemy iść do pokoju się jeszcze ogarnąć.
- Dobrze synku, papa.
Ubraliśmy się szybko i poszliśmy do mnie. Zmieniłam bieliznę i wróciłam do Justinka.
- O nie! Gdzie Romcio?! - pobiegłam go szukać. - Romcio!!! Gdzie jesteś kotku!? Oh! Romeo, tu jesteś. Kotku mój kochany! - przytuliłam Romcia. - O. Widzę, że ktoś się tobą zaopiekował. - Romcio wskoczył na biurko i przyniósł mi kartke ,,Hej Ania. Wiem, że jesteś u Justina, ale rodzice powiedzieli, że musisz Romea bardziej pilnować. Zaopiekowałam się nim gdy cie nie było. Jak coś to jesteśmy w mieście. Papa. Jula.
- Ufff... Julka to spoko siostra...
- Nooo... Chciałbym taką mieć... - powiedział JB przytulając mnie od tyłu. - No to jak...? Twoich rodziców nie ma... Może mała powtórka z rozrywki...?
- Nieee... No bo... Bo... - jąkałam się.
- No co? Aż tak źle było?? - powiedział Justin wysokim głosikiem, chyba mu mutacja wróciłaXD.
- Nieee... Tylko... Chodzi o to, że moja rodzinka może za chwile wrócić... O są! - uciekłam mu na dół.
***oczami Justina***
- Nieee... Tylko... Chodzi o to, że moja rodzinka może za chwile wrócić... O są! - Anka uciekła do nich na dół. Ona się mnie boi? Czy może się boi zrobić to jeszcze raz... Hmmm... Te baby to są trudne do rozgryzienia... A co mi tam, idę do nich! - Dzieńdobry! - powiedziałem do rodziców Ani.
- Cześć Justin! - przywitał mnie jej tata i przybił mi piątke... Yyy... Dobra, zaczynam się ich bać...
- Witaj Justinku! - przytuliła mnie mama Anki. Oni chyba mnie tu wielbią ^^
- Czeeeść!!! - wyskoczyła na mnie Jula, a za nią Romeo i Lola zaczęły się do mnie łasić.
- Chodź Justin... - powiedziała Anka wychodząc już po schodach.
- Anka... - zacząłem, gdy byliśmy już w pokoju Ani. - Co się tu dzieje??
- Tak szczerze... To sama nie wiem. Dziwnie się zachowują... Strrraszzznieee dziwwwnieee... - posłała mi złowieszczy uśmiech, oto moja mina: O_o?! - Nabrałeś się!!! - wziąłem ją na ręce i zacząłem się z nią kręcić o całym pokoju. Bez śmiechu się nie obyło (*tłumaczenie; śmialiśmy się jak debile). W końcu padliśmy na jej łóżko.
- Kocham cię... - szepnęła.
- Ja siebie też... - odszepnąłem.
- Ejjj!!! Ty idioto! - wskoczyła na mnie. Zbliżyła się do mnie i ... dała mi małego buziaka i spowrotem się koło mnie położyła. - Hahaha! Żebyś widziała teraz swoją mine!
- Hmmm... Zgaduje, że jest przeurocza. - posłałem jej słodki uśmiech :)
- A tak wogóle... Czemu masz tyle czasu wolnego?? - zapytała Anka, nie dokońca ją zrozumiałem.
- Ale, że co? - spytałem z głupią miną.
- No nie wiem... Nie pracujesz nad nową płytą, teledyskiem, piosenkami, a wywiady i wogóle??
- Mała przerwa... Tak mniej więcej na miesiąc, czyli do końca czerwca. Ale później powrót do pracy... Ehh...
- Aha... Przepraszam...
- Za co? - czemu te baby są takie niezrozumiałe??
- No za zepsucie atmosfery... - powiedziała ze skruchą... Ja piernicze! O co tym babom chodzi?!
- Eee tammm... Masz prawo zapytać, wiedzieć i masz prawo do tego... - Anka zrobiła dziwną mine. A ja ją pocałowałem.
- Aaa... O to ci chodziło... Hah! Kocham cie idioto!
- Ja siebie... ciebie też kocham... Hahahah! Masz świetną mine!
- O nie...
- Co?!
- Ja jeszcze przecież muszę chodzić do szkoły... A nie byłam już od 2 tygodni... Zaraz wracam. - powiedziała moja miłość ^^
***oczami Anki***
- Mamooo!!! Gdzie jesteś?!?!
- Tu jestem córciu! - odezwała się mama z ogródka.
- Mamo... Mam przerąbane w szkole... Nie chodziłam do niej jakieś 2 tygodnie...
- Spokojnie... Zadzwoniłam do szkoły i masz je usprawiedliwione. Dziś jes sobota... Od poniedziałku chodzisz do szkoły, potem sobota, niedziela, w poniedziałek pożegnanie i masz wakacje.
- Ale co im powiedziałaś??
- Problemy rodzinne... Haha! Uwierzyli. Prawde możesz powiedzieć tylko swoim NAJLBLIŻSZYM PRZYJACIOŁOM, którym UFASZ. Zrozumiano??
- Tak... Dziękuje mamooo... - przytuliłam ją. - Ale czemu to zrobiłaś?? Inne mamy by do tego nie dopuściły.
- A tam... Wakacje tuż tuż... Musisz poprzebywać też trochę ze swoją miłością:D A tak wogóle... Ile masz przyjaciół w szkole...?
- Przyjaźnie się z takimi dwoma naj naj przyjaciółkami, ale to nie jest wiesz taka prawdziwa PRZYJAŹŃ, tylko taka znajomość. Czasem z nimi spędzam przerwy, jakbym czegość potrzebowała to czasem pomogą, ale nie wiele od nich chce więc mi jeszcze nie odmówiły. Ja im też pomagam. Ale tak to to wiesz... Tęsknie za Wiki i Zuzą...
- To dobrze!
- Yyy??
- Przyjeżdżają do ciebie na całe wakacje!
- Jeeesssttt!!! Allleee suuupppeeerrr!!! Idę powiedzieć Justinowi!!!
- On to chyba słyszał... - powiedziała mama kryjąc śmiech, popatrzyłam na schody, a tam siedział przestraszony nie na żarty Justin. Gdy go zauważyłam uciekł do pokoju. - Haha. Widziałaś jego mine?? Ahahaha!
- Tak. Idę go postraszyć, haah!
- Justinnn... Wiesz, że cie kochammm...
- Wiem...
- A wpuścisz mnie...? - mówiłam słodko do drzwi do kibelka.
- To zbyt niebezpieczne...
- Dobrze czekaj chwilke myszkooo...
- Yyy... Ok?! - zapytał wysokim przestraszonym głosikiem. Znalazłam klucz do łazienki i gdy usłyszałam ciche chrapanie otworzyłam łazienke.
- Jaki on słodki... - szepnęłam sama do siebie, położyłam się koło niego. - Justin... Kotku... Kochanie... Wstawaj...
- Yyy... Aaa!!! Zostaw mnieee!!! - uciekł do mojego pokoju, na szczęście zdążyłam zamknąć garderobę i drzwi do mojego pokoju na klucze i je schować. Szybko też zamknęłam drzwi do łazienki i schowałam klucz pod nieuwage mojego roztrzęsionego chłopaka. Justin uciekał po całym pokoju próbował wyskoczyć przez okno, ale je zakneblowałam. W czasie, gdy on uciekał, ja sobie spokojnie stałam i patrzyłam na niego rozbawiona... Nie no... To już za długo trwa... Biega już tak półtorej godziny (1:30). Wypadła mu komórka z ręki, dziwne że cały czas z nią biegał... Patrze na wyświetlacz, a tam wiadomość ,,Justinku wracaj do domu, twój tata wrócił na tydzień. Wiem, że nie pokazywał się przez 2 lata, ale musicie się spotkać. Twoja mama''. To to spowodowało jego dziwne zachowanie?? Muszę go uspokoić.
- Justin! - złapałam go i położyłam na łóżko, sama się na nim położyłam. - Justin pogadajmy normalnie. Dobra? Spróbuj się uspokoić. Dobrze skarbie?
- T...takk... - powiedział roztrzęsiony.
- Chcesz pogadać o tym sms-sie?
- Nie. - powiedział sucho i nerwowo.
- A chcesz się z tym zdrzemnąć? Może to pomoże...
- T... Tak... Ale t... Tutaj...
- Dobrze... Połóż się i śpij. Jestem przy tobie...
Justin wreszcie usnął, ja też...
- Co...? - obudził się JB.
- Jesteście w samej bieliźnie! - obudziłam się i po kryjomu pod kołdrą ubrał dżinsy, a Justin w tym czasie bokserki, spodnie i bajerował mame. - Dobra, rozumiem... Ale czemu jesteście w samej bieliźnie?!
- Bo jest gorąco, a nam się strrrasznieee chciało spać. - szybko zdjęłam dżinsy <<<żeby nie było, że on się rozbiera, a ja nie>>>.
- I tylko zdjeliście ciuchy?
- Tak. Mamo, czy ty mi nie ufasz??
- Ufam ci. No może troche nie...
- Mamo! Mam 17 lat i 8 miesięcy!!!
- No właśnie! Nie wiadomo co ci do głowy wpadnie!
- Nie jestem już dzieckiem! Wiem co robię i znam tego kosekwencje!
- Dobrze jak wolisz! Ale jeśli coś się stanie, to będziesz miał szlaban na gwiazdorstwo! - powiedziała Pati i wyszła trzaskając drzwiami.
- Zbieraj się. Idziemy po testy ciążowe. - powiedział z pokerface'm.
- Ok. - odpowiedziałam bez zbędnych komentarzy. Poszliśmy do najbliszszego sklepu i kupiliśmy testy. Oczywiście mieliśmy na sobie wieeelkieee kaptury, żeby nie było, że Justin ma dziecko. Wróciliśmy do jego domu, poszłamdo łazienki.
- Justin... - powiedziałam drżącym głosem, JB zrobił wielkie oczy. - Nie jestem w ciąży! - krzyknęłam, ale na tyle cicho, żeby jego mama nie usłyszała.
- Jejuuu... Ale mnie przestraszyłaś!
- Haha! - wziął mnie na ręce i się ze mną kręcił w kółko. - Ale wiesz co... Przydałoby się, żebyś przeprosił mame...
- Co to to nie! To ona na nas naskoczyła.
- Ale miała słuszne podejrzenia...
- No tak... Czemu baby mają lepsze argumenty niż my, mężczyźni?
- Nie wszystkim babom odwalił zapach lakieru do głowy...
- Znaczy... co?
- No chodzi mi o to, że nie wszystkie dziewczyny są takie głupie jak Wika S.
- Aaaa... To chodź mnie pilnuj, żebym nie powiedział do mamy czegoś, co będe później żałował. Ok?
- Nom chodź.
- No już... Zaczynaj. - szepnęłam Justinowi do ucha.
- Mamo. - powiedział sucho, a ja go walnęłam w bok. - Mamusiu... - powiedział już milej. - Słuchaj, chciałem cię przeprosić za rano. Ale moge ci obiecać, że... przynajmniej narazie... Nic się nie stanie.
- Och synku... - przytuliła się do niego, Justin już jej chciał się wyrwać, ale mu posłałam wściekłe spojrzenie. - Dziękuje.
- Ale za co? - zapytał zdezorintowany JB.
- Za twoje przeprosiny... Chociaż to pewnie zasługa Ani. Nieprawdaż?
- Nie. Sam Justin panią przeprosił. Ja mu nic nie mówiłam. - powiedziałam szybko, ale bez nerwów. JB posłał mi wdzięczne spojrzenie. Puściłam mu oczko, na szczęście Pati była do mnie tyłem, ponieważ nadal dusiła Justina.
- Mamo... Puść mnie, proszę. Chcemy iść do pokoju się jeszcze ogarnąć.
- Dobrze synku, papa.
Ubraliśmy się szybko i poszliśmy do mnie. Zmieniłam bieliznę i wróciłam do Justinka.
- O nie! Gdzie Romcio?! - pobiegłam go szukać. - Romcio!!! Gdzie jesteś kotku!? Oh! Romeo, tu jesteś. Kotku mój kochany! - przytuliłam Romcia. - O. Widzę, że ktoś się tobą zaopiekował. - Romcio wskoczył na biurko i przyniósł mi kartke ,,Hej Ania. Wiem, że jesteś u Justina, ale rodzice powiedzieli, że musisz Romea bardziej pilnować. Zaopiekowałam się nim gdy cie nie było. Jak coś to jesteśmy w mieście. Papa. Jula.
- Ufff... Julka to spoko siostra...
- Nooo... Chciałbym taką mieć... - powiedział JB przytulając mnie od tyłu. - No to jak...? Twoich rodziców nie ma... Może mała powtórka z rozrywki...?
- Nieee... No bo... Bo... - jąkałam się.
- No co? Aż tak źle było?? - powiedział Justin wysokim głosikiem, chyba mu mutacja wróciłaXD.
- Nieee... Tylko... Chodzi o to, że moja rodzinka może za chwile wrócić... O są! - uciekłam mu na dół.
***oczami Justina***
- Nieee... Tylko... Chodzi o to, że moja rodzinka może za chwile wrócić... O są! - Anka uciekła do nich na dół. Ona się mnie boi? Czy może się boi zrobić to jeszcze raz... Hmmm... Te baby to są trudne do rozgryzienia... A co mi tam, idę do nich! - Dzieńdobry! - powiedziałem do rodziców Ani.
- Cześć Justin! - przywitał mnie jej tata i przybił mi piątke... Yyy... Dobra, zaczynam się ich bać...
- Witaj Justinku! - przytuliła mnie mama Anki. Oni chyba mnie tu wielbią ^^
- Czeeeść!!! - wyskoczyła na mnie Jula, a za nią Romeo i Lola zaczęły się do mnie łasić.
- Chodź Justin... - powiedziała Anka wychodząc już po schodach.
- Anka... - zacząłem, gdy byliśmy już w pokoju Ani. - Co się tu dzieje??
- Tak szczerze... To sama nie wiem. Dziwnie się zachowują... Strrraszzznieee dziwwwnieee... - posłała mi złowieszczy uśmiech, oto moja mina: O_o?! - Nabrałeś się!!! - wziąłem ją na ręce i zacząłem się z nią kręcić o całym pokoju. Bez śmiechu się nie obyło (*tłumaczenie; śmialiśmy się jak debile). W końcu padliśmy na jej łóżko.
- Kocham cię... - szepnęła.
- Ja siebie też... - odszepnąłem.
- Ejjj!!! Ty idioto! - wskoczyła na mnie. Zbliżyła się do mnie i ... dała mi małego buziaka i spowrotem się koło mnie położyła. - Hahaha! Żebyś widziała teraz swoją mine!
- Hmmm... Zgaduje, że jest przeurocza. - posłałem jej słodki uśmiech :)
- A tak wogóle... Czemu masz tyle czasu wolnego?? - zapytała Anka, nie dokońca ją zrozumiałem.
- Ale, że co? - spytałem z głupią miną.
- No nie wiem... Nie pracujesz nad nową płytą, teledyskiem, piosenkami, a wywiady i wogóle??
- Mała przerwa... Tak mniej więcej na miesiąc, czyli do końca czerwca. Ale później powrót do pracy... Ehh...
- Aha... Przepraszam...
- Za co? - czemu te baby są takie niezrozumiałe??
- No za zepsucie atmosfery... - powiedziała ze skruchą... Ja piernicze! O co tym babom chodzi?!
- Eee tammm... Masz prawo zapytać, wiedzieć i masz prawo do tego... - Anka zrobiła dziwną mine. A ja ją pocałowałem.
- Aaa... O to ci chodziło... Hah! Kocham cie idioto!
- Ja siebie... ciebie też kocham... Hahahah! Masz świetną mine!
- O nie...
- Co?!
- Ja jeszcze przecież muszę chodzić do szkoły... A nie byłam już od 2 tygodni... Zaraz wracam. - powiedziała moja miłość ^^
***oczami Anki***
- Mamooo!!! Gdzie jesteś?!?!
- Tu jestem córciu! - odezwała się mama z ogródka.
- Mamo... Mam przerąbane w szkole... Nie chodziłam do niej jakieś 2 tygodnie...
- Spokojnie... Zadzwoniłam do szkoły i masz je usprawiedliwione. Dziś jes sobota... Od poniedziałku chodzisz do szkoły, potem sobota, niedziela, w poniedziałek pożegnanie i masz wakacje.
- Ale co im powiedziałaś??
- Problemy rodzinne... Haha! Uwierzyli. Prawde możesz powiedzieć tylko swoim NAJLBLIŻSZYM PRZYJACIOŁOM, którym UFASZ. Zrozumiano??
- Tak... Dziękuje mamooo... - przytuliłam ją. - Ale czemu to zrobiłaś?? Inne mamy by do tego nie dopuściły.
- A tam... Wakacje tuż tuż... Musisz poprzebywać też trochę ze swoją miłością:D A tak wogóle... Ile masz przyjaciół w szkole...?
- Przyjaźnie się z takimi dwoma naj naj przyjaciółkami, ale to nie jest wiesz taka prawdziwa PRZYJAŹŃ, tylko taka znajomość. Czasem z nimi spędzam przerwy, jakbym czegość potrzebowała to czasem pomogą, ale nie wiele od nich chce więc mi jeszcze nie odmówiły. Ja im też pomagam. Ale tak to to wiesz... Tęsknie za Wiki i Zuzą...
- To dobrze!
- Yyy??
- Przyjeżdżają do ciebie na całe wakacje!
- Jeeesssttt!!! Allleee suuupppeeerrr!!! Idę powiedzieć Justinowi!!!
- On to chyba słyszał... - powiedziała mama kryjąc śmiech, popatrzyłam na schody, a tam siedział przestraszony nie na żarty Justin. Gdy go zauważyłam uciekł do pokoju. - Haha. Widziałaś jego mine?? Ahahaha!
- Tak. Idę go postraszyć, haah!
- Justinnn... Wiesz, że cie kochammm...
- Wiem...
- A wpuścisz mnie...? - mówiłam słodko do drzwi do kibelka.
- To zbyt niebezpieczne...
- Dobrze czekaj chwilke myszkooo...
- Yyy... Ok?! - zapytał wysokim przestraszonym głosikiem. Znalazłam klucz do łazienki i gdy usłyszałam ciche chrapanie otworzyłam łazienke.
- Jaki on słodki... - szepnęłam sama do siebie, położyłam się koło niego. - Justin... Kotku... Kochanie... Wstawaj...
- Yyy... Aaa!!! Zostaw mnieee!!! - uciekł do mojego pokoju, na szczęście zdążyłam zamknąć garderobę i drzwi do mojego pokoju na klucze i je schować. Szybko też zamknęłam drzwi do łazienki i schowałam klucz pod nieuwage mojego roztrzęsionego chłopaka. Justin uciekał po całym pokoju próbował wyskoczyć przez okno, ale je zakneblowałam. W czasie, gdy on uciekał, ja sobie spokojnie stałam i patrzyłam na niego rozbawiona... Nie no... To już za długo trwa... Biega już tak półtorej godziny (1:30). Wypadła mu komórka z ręki, dziwne że cały czas z nią biegał... Patrze na wyświetlacz, a tam wiadomość ,,Justinku wracaj do domu, twój tata wrócił na tydzień. Wiem, że nie pokazywał się przez 2 lata, ale musicie się spotkać. Twoja mama''. To to spowodowało jego dziwne zachowanie?? Muszę go uspokoić.
- Justin! - złapałam go i położyłam na łóżko, sama się na nim położyłam. - Justin pogadajmy normalnie. Dobra? Spróbuj się uspokoić. Dobrze skarbie?
- T...takk... - powiedział roztrzęsiony.
- Chcesz pogadać o tym sms-sie?
- Nie. - powiedział sucho i nerwowo.
- A chcesz się z tym zdrzemnąć? Może to pomoże...
- T... Tak... Ale t... Tutaj...
- Dobrze... Połóż się i śpij. Jestem przy tobie...
Justin wreszcie usnął, ja też...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)