Gdy się obudziłam od razu chciałam zadzwonić do Justina i mu zrobić pobudkę. Już wybieram numer... I... Cholera! Nie mogę. Muszę o nim zapomnieć!!! MUSZĘ!!! Gdy prowadziłam wojnę na myśli, pociekł mi łzy. Dobra. No cóż. Sama to zakończyłam. Muszę to przeżyć! Jestem silna... Wzięłam prysznic, ubrałam się w szorty, bokserkę i bluze, bo dziś nie jest zbyt piękny dzionek. Uczesałam sobie niechlujnego koka. Zeszłam na dół na śniadanie. No bo kurde. Mam się po nim załamywać?? Jeszcze czego... Pf! Kurde... Oplułam się. Hah! XD No i już humorek lepszy, szkoda że nie pogoda. Ehhh...
- Cześć. Jak się czujesz? - zapytała troskliwie mama. - Chcesz iść dziś do szkoły?
- To dziś szkoła?!
- Tak.
- Która godzina??
- Szósta.
- Aaa to idę się zebrać do szkoły. Później zjem śnidanie.
- Jak wolisz...
Szybko przepatrzyłam książki. Hmmm... Zero sprawdzianów, zero kartkówek, zero pytania, zero zadania! Łiiii! Nie! Cholera. Zadanie z matmy. Aaa spoko... Umiem... Jeaaa! Szybko... Blablablablabla... Zrobione! Hmmm... 10 działań - 15 minut. Dobry czas!A teraz na śniadanie. O! Już nawet nie pamiętam o... o... o Juss... O Justti... Cholera! O Justinie... Kufa Bieberku! Hmmm... Szybko! Makijaż wodoodporny. Raz, dwa, trzy, cztery, maszerują renifery! Mają bardzo śmieszne minki, bo urwały się z choinki! Wymalowana! Zawsze mówię sobie ten wierszyk przy malowaniu. Heh. Świąteczny, ale mnie to nie rusza! Dobra, teraz śnaidanie! Która godzinaaa.. 6:45. Spoko. Autobus mam na 7:10. A lekcje 7:30. Git malina. Dobry czas. Zeszłam do kuchni.
- To wy jeszcze nie w pracy??
- Nie. Dzisiaj później zaczynam pracę. - tata.
- A ja mam wolne. - mama.
- Aha. Spoko. - hmmm co by tu zjeść. A tam. Kanapki!
Przyrządziłam sobie sama. Nie chciałam fatygować rodziców. Widząc to mama , poszła obudzić Julkę. Odkąd wzięliśmy ją z domu dziecka, wogóle z nią nie spędzałam czasu, zapewne przez Jus... Bimberka. To trzeba zmienić. Muszę z nią spędzać więcej czasu. W końcu to moja siostra, jeszcze z domu dziecka i jest taaakaaa faaajnaaa... Hah. Dobra. Zrobiłam kanapki. A teraz uwaga, uwaga, uwaga! ZJEM JE! Zaskoczenie, co?? XD. Heh, wali mi! LOL:D Zjadłam kanapki, wypiłam cole do śniadania. Wzięłam plecak na plecy, założyłam trampki. Ehhh... Ostatni tydzień szkoły...
- Pa mamo, pa tato. Ej. Jula...
- Co?
- Chcesz ze mną iść po szkole na spacer??
- Yyy... - poaptrzyła się na mnie jak na kosmitke. - No ok. A nie będziesz spędzała czasu z Jus...
- Nie.
- No to ok. Jak chcesz. Pa.
- No pa.
Wyszłam z domu, skierowałam sie w stronę szkoły. Ehhh... Będe musiała przejść obok domu Bimbera. Brrr... Dobra, szybki krok i będzie ok. 3... 2... 1... I przechodzimy.
- Czekaj! - zawołał mnie Bimber. Przyspieszyłam kroku. Dogonił mnie i złapał za ręke. - Chcę pogadać. - spojrzał mi w oczy. Wybaczyć mu czy nie... Tak, nie, tak, nie, tak, nie... NIE!
- Akurat teraz idę do szkoły...
- To cię podwioze. No prosze, posłuchaj mnie!
- Nie. Już wczoraj usłyszałam to, co miałam usłyszeć. Ja już dziękuje. Żegnam.
- Nie puszczę cię dopóki mnie nie wysłuchasz. - mówił ostro.
- No mów. Masz 30 sekund.
- Tak strasznie cię przepraszam. Ja naprawde tak nie myślałem. To tylko emocje. Byłem zły. Nie na ciebie, na ojca i dlatego wybuchłem. Ale naprawdę tego nie miałem na myśli. Przepraszam... Proszę wybacz...
- Koniec czasu.
- Wybaczysz?
- Nie.
- Czemu? - w jego oczach pokazały się łzy.
- Nie wybaczę ci. - mówiłam suchym i ostrym tonem. Byłam jak żyletka.
- Czyli to naprawdę koniec...? - zaraz chyba Bimber się popłacze. Kurde, jaki to niemiły widok;(
- Tak. - mówiłam bez jakichkolwiek emocji. Justin uciekł do domu z twarzą w dłoniach. - Co ja narobiłam... Przepraszam... - szepnęłam i poszłam dalej. Cholera. Spóźnie się, ten ciul obiecał, że mnie podwiezie. No trudno, biegam!
W szkole do nikogo się nie odzywałam. Jak coś, to się nie spóźniłam. Całe przerwy płakałam w toalecie. Malowałam się i szłam z poker facem na lekcje. Nie uważałam na nich wogóle. Wracałam do domu sama. Nic nie jadłam. Biegłam na górę do swojego pokoju nie zauważona. Robiłam zadanie, płakałam, uczyłam się, płakałam, łazienka, płakałam. Spanie, często budziłam się rano z zapłakanymi oczami. I od początku, tylko nie jadłam śniadania. Minął tak tydzień. Wakacje. Jakoś mnie to nie cieszy. Bo spędze je bez Justina. Wtedy na spacer poszłam z Julą i udawałam, że się dobrze bawiłam. Nic nie zauważyła. Ufff... Poszłam do mamy.
- Mamo...
- Ania! Musisz cos zjeść! Jesteś chudziutka, blada i nie wyspana. Musisz!
- Nie. Nie ważne. Kiedy przyjeżdżają Oreo i Szczerbka?
- Kto?
- Zuza i Wiki.
- W sierpniu.
- Aha. To ja idę się uczyć. Pa.
- Yyy... No pa.
Iii... Kolejna nudna część dnia, którą wcześniej opowiadałam.
Minął pierwszy tydzień wakacji. Oto on: śpię do południa, uczę się, bo 3 liceum to nie taka prosta sprawa, płaczę, komputer, płaczę, łazienka, płaczę, śpię, budzę się z płączem i... Wiadomo. Jeszcze w przerwach jest toaleta. Ale to nie ważne. Na początku 2 tygodnia wakacji wyszłam na balkon i kogo zobaczyłam? Justin siedział na balkonie obok, twarz miał w rękach i chyba... płakał. Nie nawidzę tego widoku. Wyglądałam jak straszydło, włosy rozczochrane po spaniu, makijaż rozmazany, blada, ubrana w dresy i rozciągniętą boksrkę, wychudzona i wygłodzona. O nie! Justin mnie zobaczył. Cholera... Tak wyglądają nasze połączone balkony:|_T_|_T_|. | to barierka, T to są drzwi, _ to podłoga. Podszedł do wspólnej barierki, ja z odruchu też podeszłam.Spojrzałam w jego tęczówki i uległam... Nogi się pode mną ugięły.
- Przyznaj... Nie potrafimy bez siebie żyć... - zaczął smutno, ale z nadzieją.
- Przyznaję... Masz racje... - boshe! co ja gadam. Muszę się jakoś wykręcić. - Ale to co powiedziałeś, zabolało. Te słowa nadal krążą mi po głowie.
- Przecież wiesz, że to nie...
- Wiem. Ale mimo wszystko to bolało. - przypomniałam sobie jego słowa i poczułam łzy w oczach.
- Przepraszam... Strasznie cię przepraszam... Wybaczysz mi kiedyś? - zapytał z nutką nadzieji.
- Nie wiem. - co ja znowu robię... jestem idiotką.
- Czemu mi to robisz?! Ja cię kocham! Nie rozumiesz?! - krzyknął i wszedł do pokoju trzaskając drzwiami. Nic nie powiedziałam, usiadłam na ziemi, z prędkością światła i się rozpłakałam. Zobaczyłam przez łzy, jak Justin patrzy na mnie przez okno. Nie reagowałam.
***paczadełkami Justina***
Patrzyłem na nią przez okno, płakała, ona chyba żałuje, że mi powiedziała ,,nie'' bardziej niż ja. I co ja mam zrobić?! Co ja kurwa mam zrobić?! Nie zauważyła mnie. Koniec. Ona nie reaguje, ale ja tak! Wyszedłem na balkon, przeskoczyłem barierke, wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do mojego pokoju. Drzwi były zamknięte na klucz, bo byłem w załamce i się do nikogo nie odzywałem. Mama mi tylko podkładała jedzenie pod drzwi, a ja je po chwili brałem do pokoju i jadłem. Ale z pokoju nosa nie wychylałem. Miałem łazienkę w pokoju. Jedzenie było dostarczane. Jest ok! Położyłem ją na łóżku, ona dalej płakała. Przytuliłem ją, wtuliła się we mnie.
- Przepraszam... - szepnęła, gdy już się uspokoiła.
- Ale za co? To ja cię przepraszam. Tak strasznie mi głupio... - popaczyłem jej w paczadełka i dałem jej buziaka w usta. Me gusta:D - Będziesz ze mną chodzić... Jeszcze raz? - zapytałem z nadzieją. Nic nie odpowiedziała tylko pocałowała mnie dłuuugooo i namiętnieee. Mrrr... Tylko czemu te baby muszą być takie trudne, zamiast po prostu powiedzieć ,,tak''.
- Kocham cię... - szepnęła.
- Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało. Tak strasznie cię kocham... - zaczęliśmy się całować tak, jakby to miał być nasz ostatni pocałunek w życiu. Położyliśmy się na łóżko i znowu. Znowu to zrobiliśmy! Tym razem było jeszcze lepiej niż ostatnio. Hehe^^ Mmm... Bosko... Hah! XD Położyliśmy obok siebie i oddychaliśmy głęboko.
- Nie wierze... - Anka.
- W co?? - ja.
- Że robie to z samym Justinem Bieberem!
- Hah. To lepiej uwierz. To nie jest ostatni raz. - uspokoiliśmy się.
- No wiemmm... Kocham cię wiesz? Tak strasznie cię kufa kocham!
- Ja ciebie też.
- Ja idę się ogarnąć. Pa myszko moja najcudowniejsza. - pocałowała mnie delikatnie w usta.
- Ja idę z tobą.
- Jak chcesz. - uśmiechnęła się do mnie.
Poszliśmy do niej, jako jej książe przeniosłem ją przez barierke i zaniosłem ją do pokoju na łóżko.
- Znowu?
- Możesz sobie teraz pomarzyć. Haha.
- Ej ty mój niedobry skarbie. - powiedziała i poszła do łazienki.
***paczadełkami Anuśki***
Poszłam do łazienki, oparłam się o ścianę i zjechałam po niej na dół. Coraz częściej tak robieXD. Nie wierze... Ja to zrobiłam z samym JUSTINEM BIEBEREM!!! O kur*a. Nie przemyślałam tego. Jego fanki mnie zabiją... A tam! Raz się żyję! Nie zmarnuje tego! Heh. Trzeba się ogarnąć. Rozebrałam się, weszłam pod prysznic, wykąpałam się, umyłam łebek, wysuszyłam łebek, kurde nie wzięłam ciuchów. Zapakowałam się w ręcznik i wyszłam po ciuchy. Mój ręcznik ledwo zakrywał mi tyłek i cycki. Ale no cóż, chwilowo w łazience nie miałam innego. Wyszłam, Justin bawił się fonem. Jak mnie zobaczył, wyszły mu gałki oczne i chyba dostał palpitacji serca. LOL.
- No co?
- A... a... ni...nicc... nic nie.... nie ważne...
- Hahahahahhahah! Gdybyś teraz zobaczył swoją mine!
- Mmm... - oblizał wargi. Przytulił mnie i zaczął powoli obsuwać ręcznik.
- Ooo. Co to to nie! Zboczeniec mój wredny! Kochanie... Puść mnie. - wyrwałam się z jego objęć, wzięłam ciuchy i zamknęłam się w łazience. Ubrałam się w przygotowane ciuchy czyli; bielizna, szorty, bokserka i pantofle. Uczesałam się w dwa warkoczyki i poszłam do Justina. Oooo... Ale on słodko śpiii... Mój słodziaczek...
- Myszko... Myszko... Kocurku...
- Mmmm...??
- Wstawaj...
- Jeszcze 5 minut...
- Chłopie wstawaj, jest południe.
- Nooo..
- WSTAWAJ!
- Aaa! - JB spadł z łóżka.
- Hah. Mycho... Co robimy?
- Nie wiesz co będziemy robić?? To po co mnie budziłaś?
- A no bo tak.
- Wieszzz... Mogłabyś powtórzyc tą akcje w ręczniku?? Ale tym razem bądź bardziej... hmmm... przychylna...
- Co? O ty chamie! - udawałam, że się obraziłam.
- Myszkooo... Przecież wiesz o co mi chodziło... Sama wcześniej chciałaś znowu to robić... Więc o co ta złość?
- Jakoś to wrednie zabrzmiało...
- Ale...
- Żadnych ale! - wczuwałam się w role. JB teraz zmienił mine. Chyba mi uwierzył, że to mnie obraziło. Hah.
- Przepraszam... - powiedział siadając na łóżku. - Nie chciałem... - powiedział ze skruchą.
- Hmmm... - usiadłam mu na kolanach. - I TY W TO UWIERZYŁEŚ! NAIWANIAK!!! HAHAHAHAHAH! - wubuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.
- O ty moja wredna mycho! Teraz to ja się obraziłem! - zrzucił mnie z kolan na łóżko.
- Kocham cię... - usiadłam mu rozkrakiem na kolanach i szepnęłam.
- No i? - powiedział niewzruszony. Usiadłam za nim i zaczęłam go masować po plecach i całować po szyi. - Jakoś mnie to nie rusza... - powiedział, ale widziałam jego mine, coraz bardziej... yyy... podnieconą. HahahahaXD
- Mmm... To co mam zrobić, żebyś mi wybaczył...? - powiedziałam nie przerywając zajęcia.
- Sam nie wiem... A może... Obiadek, a potem pare innych zadań...
- Dla ciebie wszystko... Chodź. - pociągnęłam go za ręke. Poszliśmy na dół. Mama i tata siedzieli przy stole, a Jula maltretowała Romcia i Lole.
- Cześć. - powiedziałam z uśmiechem.
- Witaj. - tata.
- Cześć. - mama, obydwoje to powiedzieli z poker facem.
- O co chodzi?
- Dwie sprawy. - tata.
- Jakie? - ja.
- Pierwsza: Zaniedbujesz Romea! Jula cały czas się nim opiekowała, dlatego jesteś zawieszona w prawach do Romea. Teraz to prawnym opiekunem jest Jula, a my zastępcami. Coś chcesz dodać?
- Tak... Przepraszam... Cały czas się uczę, albo odpoczywam. Bardzo przepraszam mamo, tato, Romcio, że o tobie zapomniałam i Jula, dzięki i przepraszam, przepraszam, że musiałaś opiekować się Romciem za mnie i dzięki, że to robiłaś.
- Spoko. Romek to aniołek, umie poskromić diabełka Loli. - wyszczerzyła się Jula.
- A druga sprawa?? - ja.
- Czy to przez Justina byłaś ostatnio smutna? - tata.
- Można tak powiedzieć... - Justin popatrzył na mnie ze strachem w oczach. - No bo w 3 liceum będzie baaardzooo duuużooo nauki, a Justin ma koncerty, wywiady i różne wyjazdy, więc się nie będziemy mogli tak często widywać.
- I przez to się załamałaś? - mama. - A czemu kazałaś tacie odnieść rzeczy Justina?? - dopytywała się mama.
- Bo się o to pokłóciliśmy, mnie wkurzała jego optymistość, a jego moja pesymistość.
- Aha. Dobra, to tyle. Widać wyjaśnione. Nie było dzisiaj obiadu, zamówiliśmy pizze, ale całą zjedliśmy. Musisz sobie sama coś zrobić.
- Ok. I tak przegrałam zakład, więc muszę mi i Justinowi zrobić obiad. Hah. - powiedziałam i ruszyłam w strone kuchni. - Tooo... Co chcesz Królu?
- Hmmm... Może to. - pocałował mnie.
- Nie. - powiedziałam stanowczo, ale jak zobaczyłam jego mine wybuchnęłam śmiechem.
- Ejjj... To nie było zabawne!
- Dobra, dobra. To co chcesz zjeść?
- Piizzzeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! - krzyknął na cały dom.
- Ja piernicze, chłopie ogar. Rozumiesz? OGAR! - krzyknęłam, ale ciszej niż on.
- Oj tam, oj tam. Sie przejmujesz.
- Tak...?
- Yyy... Nie zrozumiałem cie...
- No i o taki spokój mi chodziło.
- W takim razie... - juz miał krzyknąć, ale wepchnęłam mu pomarańcze do buzi. - Ejjj... - wypluł ją na mnie. - W takim razie należy mi się kolejne zadanie...
- Ile jest ich już razem??
- Hmmm... 21.
- Że cooo?!?!?!
- Nooo!
- Jakim cudem??
- 20 za wybaczenie, a 1 teraz za mandarynke.
- Chyba pomarańcze.
- Jeden ciul!
- No dobra. Czyli po pierwsze obiad. Pizza? Ok. - zrobiliśmy pizze, zjedliśmy. Nie chce mi sie opisywać:D
- Dobra była... - powiedział JB wpychając do buzi ostatni kawałek.
- No wiem... Czyli jeszcze 20 zadań.
- Hmmm... Nie teraz. - posłał mi swój cudny uśmieszek. Nananananananananananananana! - fon JB.
- Halo? - Justin odebrał. - A musze? Ale nieee... Na serio? Jeaaa!!! To spoko! Dobra, nara ziom! - koniec.
- Co jest?
- Jade na trase koncertową!
- Ale...
- Jedziesz ze mną!
- Ale...
- W tym miesiącu. Wrócisz akurat do swoich przyjaciółek.
- Ale...
- Co.
- A nie wiem. Chciałam wiedziec co jeszcze powiesz. - uśmiechnęłam się zadziornie.
- Ty wredna moja! - podniósł mnie na ręce, rzucił na łóżko i zaczął łaskotać.
- Haha! Jus... Haha... Justinnn... Hahahaha...P...Haha... Pu... Hahahah... Puść... Puść mnie... Justin!... - w tym momencie moja mama weszła do pokoju, Justin tego nie zauważył, a moja cudowna mama zaczęła łaskotać Justina. Jak się tylko ogarnęłam co mi zajęło 2 sekundy, zaraz jej przyszłam z pomocą.
- Ejj... Haha... Zos... Zostaaaahahahhah... Zostawcie... Mnie... Hahahaa... Błagaaahahhahha... Błagammm...
- Dobra mamo wystarczy, chyba już się nacierpiał... Hehe. - pokazałam mój cudny wyszczerz.
- Dobra. Jak tam tan wasz... Hmmm... Zakład...?
- A. Dobrze.
- O co chodziło?
- No bo wkręciłam Justina, że sie na niego obraziłam, a potem on się na mnie niby obraził i miałam zrobić 20 zadań, żeby się na mnie nie obrażał. Zrobiłam mu obiadek, więc jest 20 zadań. Ale mnie wyłaskotał, więc jest 10, ale ja go wyłaskotałam, więc jest jeszcze 15 zadań. Heh. - nawet nie wiedziałam kiedy, zaczęłam mówić do mamy po Polsku. Justin się tylko na nas gapił jak na idiotki. - Mówiłam po Polsku Justin. - to już powiedziałam po angielsku.
- A co?
- O naszym zakładzie.
- Aaa...
- Jeszcze mam 15 zadań zrobić. - pokazałam mu język.
- Jakim niby cudem?
- Zrobiłam obiad, już 20 zadań. Wyłaskotałeś mnie, zostało 10 zadań. Wyłaskotałam cię z mamą, zostało 15 zadań.
- Ehhh... Dobra, to jeszcze 15 zadań. - pocałował mnie w policzek.
- To ja idę. Tylko tu nie nabrójcie.
- Dobrze. - powiedzieliśmy równo z JB'im.
- Ej... Justin...
- Tak słonko?
- Idź już...
- Yyy...
- Znaczy nie chodzi o to, że cie wyganiam. Ale odciągam cię od pracy i od kolegów... A ja sama muszę się troche pouczyć.
- Są wakacje!
- A ja ide do 3 liceum. Tam już tak łatwo nie będzie. Zresztą, tobie też.
- Hmmm... Mam pomysł... Dzisiaj idziemy sie do mnie uczyć.
- A dlaczego do ciebie?
- Dlaczego baby wszystko komplikują? - powiedział JB pod nosem.
- Słyszałam. - powiedziałam na co on się troche zmieszał. Po prostu mnie pocałował. - Haha. Nawet nie wiesz jaki fajny jest widok zmieszanej gwazdy pop'u. Hahahaha!
- Ej ty moja! Dobra, zabiore ci twoją role. - JB, moja mina O_o?! - Czas sie uczyć.
- Aaa... Trzeba było tak od razu...
- Chciałem zobaczyć twoją mine.
- Ej. My się chyba nigdy nie zabierzemy do tej nauki. Co nie??
- No. Dobra chodźmy.
Poszliśmy do Justina, przywitała nas jego mama. Justin przyniósł cole i jakieś przekąski, w tym oczywiście żelki:D Do końca dnia się uczyliśmy. Nastała godzina 23. Ja dalej wciągnięta w książke, a Justin usnął sobie.
- Zgaduje, że tylko ty się uczyłaś? - zapytała mama JB wchodząc.
- Nie. Justin też się uczył. Dosyć dużo miał do nadrobienia. Jak narazie jest w połowie pierwszej klasy liceum.
- Aż tak go wymęczyłaś? Haha. Dziękuje. Zawsze wiadomo, że będzie umiał.
- Mmm... - zamruczałam twierdząco.
- Może idź już spać. Zadzwonie do twoich rodziców, że jesteś u nas. W tym samym budynku. Hah.
- Dobrzeee... - ziewnęłam.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Odrzuciłam książki na podłoge, przykryłam siebie i Justina i usnęłam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz