Obudziłam się na podłodze, w domu JB'iego. A ten matoł cały na łóżku rozwalony, która godzina... 9:30. No to czas wstać. Zrobiłam Justinowi czołga i gdy byłam nad nim krzyknęłam mu ,,wstawaj śpochu, szkoda dnia!'' tak głośno, że z łóżka spadł. Aha, czołg to jest takie coś, że jedna osoba turla się po drugiej, jest to taka wojna, że ten kto się przeczołga po stracie po drugiej osobie wygrywa. Gra dla dwóch osób:D.
- Co się stało?! - wbiegła Pattie do pokoju JB'iego.
- No bo Anka mi zrobiła czołga i krzyknęła na mnie żebym wstawał... I... I ja spadłem z łóżka...
- Bo mnie zwalił z łóżka i pół nocy spałam na podłodze.
- Ania, od dziś traktujemy Justina jak małe dziecko...
- Co!?!? - JB.
- Bo przed chwilą się skarżyłeś głosem małego dzieciaka. - Pattie mu wystawiła jęzor. XD Spoko mama:D.
- Ejjjj...
- Nie ma ej. Bo ci ubiore śpiochy! - Pattie. - Żartowałam... Ale moge tak na serio zrobić:D. - po tych słowach wyszła z pokoju śmieją się z nas.
- No i co narobiłaś?!
- Mogłeś mnie nie zwalać z łóżka w nocy!... I tak cie kocham...
- Ja ciebie też. Chodźmy na śniadanie.
- Ok.
Zeszliśmy na dół, w kuchni krzątała ,,spoko mama'' phahaha XD.
- Maaamooo... Co na śniadanie???
- Nic. Po wczorajszym sami sobie musicie zrobić śniadanie. Ha! - Justin zrobił mine wtf?! a ja stałam z podejrzliwą miną. - Hahahaha! Gdybyście zobaczyli swoje miny. Proszę. - podała nam śniadanie na stół.
- Dziękuje. - powiedziałam uśmiechając się. JB nadal stał w tym samym miejscu i z tą samą miną.
- Zaczynam się ciebie bać. - powiedział z powagą, na co ja i Pattie wybuchnęłyśmy śmiechem:D. - No co? Yhhh!!! Wyprowadzam się! - nie reagowałyśmy, dlatego Justin udawał, że dzwoni do Chrisa. Kurde naprawde zadzwonił, bo było słychać po drugiej stronie głos Chrisa. Podeszłam do JB'iego od tyłu, nie zauważył mnie i mu szybko wzięłam fona z ręki. - Ej!
- Hej Chris. Tu Anka.
- No siema, ty Justin to tak na serio?
- Nieee. Coś ty. Ale na serio już nas chyba nie może znieść. Haha!
- Czemu tak głośno oddychasz?
- Bo mnie Justin goni po całym domu i próbuje mi fona odebrać. Haha. Jestem dobra w bieganiu i omijaniu jego latających skarpetek i poduszek. Haha!
- Dobra, nie pytam. Tooo...
- Pa. Nie było telefonu.
- Jasne. Pa.
- Proszę Justinku. - podałam mu telefon i pocałowałam go w policzek.
- Mam... Was... Dość... Wy... Wredne... Baby... - próbowała złapać oddech tak jak mnie chwile temuXD.
- Ach tak? A teraz? - pocałowałam go.
- Już lepiej. - wyszczerzył się.
- Chodź na to śniadanie.
- Ok.
Zeszliśmy na dół, zjeść śniadanie w miare spokojnie, co się nie udało, bo zaczęła się bitwa na jedzenie, gdyż Pattie wyszła na chwile do ogrodu. Szybko zdążyliśmy ogarnąć kuchnie i ogarnąć siebie, i usiąść spowrotem.
- O widze, że mi jeszcze nie zdemolowaliście kuchni... Justin. Czemu masz groszek we włosach?!
- Ups... - wyszeptaliśmy równo.
- Coś mnie ominęło??
- Nie. - powiedzieliśmy znów równo. - Haaahaahahaah! - znowu równo.
- Aha. Ja idę do sklepu. Na serio, bądźcie grzeczni.
- Dobrze proszę paniii... - ja.
- Dobrze mamusiuuu... - JB. Pattie wzięła torebke i wyszła. Zamknęła drzwi na klucz.
- MAMUSIU?! Haahahahahaahha! - krzyczałam.
- No tak. A co? Anusiu...
- Przegiąłeś koleś! - zaczęłam go gonić po całym domu. Zamknął się w łazience. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam niezauważona do domuXD. Napisałam esemesa do Pattie; ,,Dzieńdobry, robię żart Justinowi, on nie wie że ja poszłam do domu. Niech mu pani nie mówi. Sam się w końcu zorientuje;). Anka Forever.''
- Cześć mamo. Cześć tato. Siema Jula.
- Cześć. - opowiedzieli mi wszyscy.
- Jak tam u Justina?
- A dobrze. Pouczyliśmy się, zjedliśmy kolacje, pouczyliśmy się, spaliśmy, śniadanie. A teraz czekam aż Justin do mnie zadzwoni.
- A co się stało?
- Bo mnie nazwał ,,Anusiu'' i go zaczęłam gonic po całym domu, schował się w łazience, ja bez słowa przyszłam do domu i czekam aż się Justin zorientuje, że mnie nie ma. Tylko wysłałam pani Pattie esemesa, żeby się nie martwiła i żeby nic nie mówiła Justinowi gdzie jestem, bo jestem w domu. - opowiedziałam rodzicom i poszłam do pokoju ogarnąć się i dalej uczyć. <<<Aha, przez te wszystkie rozdziały zapomniałam dodać, że mam na nazwisko Forever. :D >>> Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i uczesałam je w niechlujnego koka. Ubrałam na siebie bielizne, szorty i rozciągniętą bokserke. Wzięłam potrzebne książki, wyłożyłam się na łóżku na całą długość i zaczęłam się uczyć. Po jakichś 2 godzinach wpadł do mnie zdyszany Justin i zaczął na mnie krzyczeć.
- Wiesz jak mnie wystraszyłaś?! Nigdzie cie nie było, szukałem w całym domu i w całej dzielnicy! Mama nie wiedziała też nic jak jej się pytałem! Jeszcze mnie fanki dopadły!!! Nawet nie wiesz jakie ja tam nerwy przeżywałem!!!
- Wystarczyło zadzwonić. - powiedziałam spkojnie, a jemu mina zrzedła. - Idź weź prysznic, a ja wezme jakąś koszulke taty i ją ubierzesz.
- Nie trzeba, jest ciepło.
- Jak wolisz...
Justin poszedł wziąść prysznic, a ja mu położyłam koszulke i spodenki na balkonie. Spodenki były nawet suche, ale z koszulki kapało. Bleee... Rzeczywiście się zbiegał, albo leżał przed TV i się później oblał wodą. Nieee... Woda tak nie śmierdziXD. Justin wyszedł w samych bokserkach i wycierał włosy ręcznikiem.
- Oddasz mi moje spodnie??
- Proszę. - podałam mu i spowrotem się położyłam na łóżku, żeby dalej uczyć się. Justin się ubrał i położył obok mnie. Przepatrzył książki, wziął jakąś od matmy i zaczął uczyć się. Popatrzyłam się na niego jak na kosmitę.
- No co? Nie umiem matmy i nie mam nic lepszego do roboty.
- Aha. - miałam mu właśnie powiedzieć, że dawno nie widział swoich przyjaciół, ale niech się chłopak uczy. Wyjdzie mu to na dobreXD. Zadzwonił jego telefon. Włączył na głośno mówiący.
- Siema Justin. Co robisz??
- Ucze sie.
- CO?!?!?! - krzyknęli Ryan, Chaz i Chris.
- To!
- Co ta baba z tobą robi... A czego się uczysz?
- Matmy.
- CO?!?!?! Chłopie. Uciekaj d niej jak najszybciej, bo nie wiadomo do czego cie jeszcze zmusi. Wiej! Szybko!
- Cześć chłopcy. - powiedziałam słodko. - Uważajcie sobie, bo niedługo was też zmuszę do nauki. - powiedziałam troche mniej słodko, bardziej jak hitler.
- Yyy... Chłopie. Trzeba było powiedzieć, że jest przy tobie.
- Yyy... Chłopie. Trzeba było zapytać. - powiedziałam basem. Chłopaki mieli naprawde przestraszone głosy. Justin nie wyrabiał ze śmiechu aż w końcu spadł z łóżka.
- Co jest? - zapytał chyba Chaz.
- Justin właśnie umiera. Przyjdźcie na jego pogrzeb. Odbędzie się na Marsie za 2 miliony lat świeltnych. Żegnam.
- Yyy...
Rozłączyłam się.
- Justin wstawaj. - podałam mu ręke. Zaczęliśmy się znowu uczyć. JB co chwile miał napady śmiechu, bo mu się przypominała rozmowa i przestraszone głosy kolegów, ale mówi się trudno. Ja tylko miałam za zadanie go uspokajać XD. Hehe^^. No cóż więcej mówić <<<ale ja dziwnie gadamXDDD>>> uczyliśmy się.
- Ankaaa!!! Justinnn!!! Obiaaad!!! - wołała nas moja mama.
- Idzieeemyyy!!! - przekrzyczałam ją.
Zjedliśmy obiad, posprzątaliśmy po nim, bo dzisiaj rodzice idą na jakieś spotkanie biznesowe czy coś, a Jula idzie na noc do koleżanki. Jeaaa! Wolna chata. Zaprosimy Stef, Mariah, Ryana, Chaza i Chrisa na seans filmowy:D. Zaraz musimy iść do sklepu jak tylko wszyscy się ulotnią. Posiedzieliśmy w pokoju z nosami w książkach. Jakieś pół godziny później rodzice pojechali, a po Jule przyjechała mama koleżanki.
- Ej, Justin.
- Co?
- Idziemy do sklepu.
- Po cholere? Nie chce mi sie.
- Chciałam zaprosić Stef, Mariah, Ryana, Chaza i Chrisa na noc do oglądania filmów.
- Aaa... Trzeba było tak od razu! - powiedział i dał mi buziaka:*. :D ^^ XD.
Wzięliśmy pieniądze, ubraliśmy się i poszliśmy. Po drodze była masakra. Pół drogi mnie łaskotał, a drugie pół ja go łaskotałamXD. W jednym momencie myślałam, że sie posikam:D
- Haha! Justin! Haha! Przestań! Haha! Proszeeehahahahahahahahaha!
I w tym momencie przechwyciłam pałeczkę i ja go łaskotałam. Przestałam i się rozglądnęłam.
- Ej Justin. Gdzie my jesteśmy??
- O kurde. Kilometr za daleko. To jest taka jakby wieś. Chdoź, bo jeszcze jakaś krowa nas zaatakuje.
- Hah!
- Ja nie żartuje. Mnie by kiedyś rozdeptała. Brrr. Nie miłe wspomnienia.
Wróciliśmy się. Tym razem zachowywaliśmy się trochę spokojniej.
Nagle zobaczyłam jakąś żmiję. Taką wieeelką. Odskoczyłam szybko na ulicę. Justin za mną. Zobaczyłam białe światło i... Tunel?! O kurwa! Ja chcę na ziemieee!!! Nieee! Ja chcę do mojego Justinaaa! O moja babcia! I dziadek! Ciocia?? O lol. Jestem w Niebie... Nie! Ja chcę na ziemie!
- Cześć Aniu.
- Hej. Jak miło was widzieć. - podeszłam do nich, ale oni się odsunęli.
- Tak mi przykro...
- Ale o co chodzi??
- Wiemy, że chcesz wrócić na ziemie, ale to niemożliwe.
- Dlaczego?!
- Twoje ciało jest w zbyt tragicznym stanie...
- Ale przecież auto mnie tylko potrąciło.
- Nie jedno auto. Wiele aut. Około 10. Pijana młodizeż wracała z imprezy.
- Chwila... Justin za mną skoczył... Gdzie on jest!?!?!?!?!?
- W śpiączce. Wybudzi się za tydzień.
- Coś mu się stało?? Co z nim??
- Ma tylko złamaną nogę i ręke. Bo auto go odepchnęło na bok.
- Ja... Nie... Ja nie wiem... Ja nie wiem co teraz... zrobić... Czy płakać. Czy się cieszyć. Nie wiem!
- Ciesz się. W Niebie czas szybko mija. Czyli za krótki czas twoi rodzice i Justin tutaj też będą.
- Co?!
- Mówiłem... - zaczął dziadziu. - Tu czas szybko mija. Za niedługo ich zobaczysz. Nie martw się.
I tak zostałam Aniołkiem Justina i moich rodziców i siostry. Ahh. Już niedługo ich zobaczę...
KONIEC! Nie chce mi sie dalej pisać tego opowiadania. Narka:*.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz