Gdy się obudziłam, Justin siedział skulony na parapecie i patrzył w dal na zachód słońca.
- Justin... Tak naprawde... To co sie stało? - zapytałam niedyskretnie. Obrócił się do mnie twarzą, po jego idealnym policzku spływała łza. Ohh... Biedaczek przeżywa to strasznie źle...
- Mój tata... Zapomniała o mnie na 2 lata... A teraz... Przyjechał i myśli, że wszystko tym naprawi... - podeszłam do niego, otarłam łzy i przytuliłam go. Przez jakieś 5 minut patrzyliśmy na zachód w ciszy. - Moge u ciebie zamieszkać... Dopóki on nie pojedzie? - zapytał drżącym głosem.
- Jasne skarbie. Możesz spać w pokoju dla gości, ale ja wolałabym żebyś spał u mnie. - posłałam mu delikatny uśmiech.
- Dziękuje... - szepnął. Dałam mu buziaka w policzek. - Nie wiem co bym bez ciebie zrobił...
- Kiedy pójdziemy po twoje rzeczy? - powiedziałam nadal szeptem.
- W nocy. Wejdziemy oknem.
- Ok.
Posiedzieliśmy i pogadaliśmy. Nastała 23...
- Chyba już możemy iść po moje rzeczy. Ruszajmy...
- Dobra.
Szybko wemknęliśmy się do jego domu, do jego pokoju. Spakowaliśmy rzeczy i próbowaliśmy wyskoczyć przez okno. Usłyszeliśmy jakieś głosy, więc szybko schowaliśmy się pod łóżkiem.
- Ehhh Justin... Zobaczysz. Jeszcze wrócisz do mnie na kolanach, wtedy ja ci odmówie. Czy to tak dużo wybaczyć ojcowi?! - krzyknął jego tata, chyba sam do siebie.
- Lepiej chodź spać. Masz racje, jeszcze wróci. Nie martw się. - powiedziała mama JB. Gdy wyszli odczekaliśmy chwilke i gdy poczuliśmy, że jesteśmy bezpieczni uciekliśmy znów przez okno.
- Może jutro się rozpakujesz? O nie... Nie mam nadrobionych lekcji i nic nie umiem... Dzwonie po Mariah i Stephanie. - rzeczywiście po nie zadzwoniłam i powiedziały, że zaraz będą. Po około 5 minutach usłyszeliśmy stukanie w okno. To były one.
- Cześć. Dziękuje strasznie, że przyszłyście. - szepnęłam.
- Spoko. Ja przepisuje te przedmioty. - Stephanie pokazała na góre książek.
- Ja te. - Mariah pokazała na inną sterte książek. - Ty te, a Justin te. - pokazała na kolejne książki.
Zaczęłyśmy przepisywać. Miło było. Żartowaliśmy sobie, przyniosłam przekąski i cole. Skończyliśmy około godziny 2 w nocy.Dziewczyny poszły spać do swoich domów, my zresztą też.
Drrryń! Drrryń! Drrryń! - próbował mnie obudzić dzwonek.
- Nieee... Mamo jeszcze 5 minuttt... - mamrotał coś Bibi.
- Justin. Wstawaj. Muszę iść do szkoły.
- Nieee...
- Takkk... Albo inaczej porozmawiamy.
- Jak? - zapytał lekko przebudzony.
- O wstałeś. Ja ide do łazienki. Ty się zbieraj. I tak w domu jeszcze pójdziesz spać.
- A ty czemu tak wcześnie wstałaś.
- Do szkoły ide.
- Aha...
- Dobra. Jak wolisz. Jak się obudzisz, zejdź na dół zrób sobie śniadanie. Tu masz klucze, zamknij dom.
- Mhmmm... - mamrotał coś pod nosem. Ogarnęłam się w łazience. Zebrałam książki do plecaka. Dałam buziaka na dowidzenia Justinowi i poszłam na śniadanie.
- Cześć mamo. Gdzie tata?
- Cześć. Tata musiał wcześniej wyjechać do pracy. Ehhh... Jak sobie pomyśle, że już kończysz 2 klase liceum to mi się płakać chce.
- Nie przejmuj się mamo. Jeszcze mi 3 klasa została. - puściłam jej oczko. - Aha. Jak coś to Justin śpi jeszcze u mnie u góry. Więc się nie przestrasz i go nie budź.
- Ok. Ale chwila. Przecież do niego tata przyjechał.
- No i właśnie dlatego u mnie mieszka. Znaczy dopóki jego tata nie wyjedzie. Nie mów jego mamie. Prrroooszeee...
- Przykro mi. Ale musze jej powiedzieć.
- Napewno...? - spytałam z nutką zawiedzienia w głosie.
- Tak. - powiedziała stanowczo.
- Właśnie straciłaś moje zaufanie. - powiedziałam sucho, wzięłam jabłko, ubrałam trampki, wzięłam torbe i wyszłam. Do szkoły szło mi się nudno. Patrzyłam jak inne pary z naszej szkoły. Ja nie mogłam chodzić do szkoły z moim chłopakiem, bo ze względu na bezpieczeństwo, miał lekcje w domu. Przy drzwiach do szkoły czekały na mnie moje koleżanki ze szkoły.
- Czeeeść. - powiedziałam ziewając.
- Hej. - powiedziały z ekscytacją w głosie.
- Nie jesteście śpiące? Bo mnie te lekcje wykończyły...
- Nie. Nie wiesz co sie stało! - krzyknęłam Stephanie.
- No nie wiem...
- Mam chłopaka!!! - krzyknęła Mariah.
- Gratuluje! - krzyknęłam i się z nią wyściskałam.
- Ale super! Ty masz chłopaka! Ja mam chłopaka! Stephanie... - krzyczała Mariah i nagle pożałowała tego. - Ja... Ja przepraszam Stephanie... Nie chciałam. - powiedziała z żalem w głosie.
- Nic się nie stało. Jakoś mi narazie nie potrzebny chłopak. A o Nicku już zapomniałam... - ostatnie słowo już powiedziała z płaczem. Aha Nick to były Stephanie. Mariah jest typową zsakupoholiczką. Plastiki chcą ją nam odebrać, ale nawet sama Mariah nie chce. Stephanie to typowa skateówa. Przyjaźniła się z grupką chłopaków skatów. I właśnie jednym z nich był Nick. Teraz jak z nią zerwał, reszta chłopaków nie chce się z nią zadawać. Ja mam styl... Sama nie wiem jaki... Jakimś cudem <<<na potrzeby bloga>>> wyglądem masakrycznie przypominam Selene Gomez.
- Ooo... Nie płacz Stef. Znajdziemy ci jakieś zarąbiste ciacho. - powiedziała z czułością Mariah.
- Nieee... - powiedziała ciągle pogrążona w płaczu Stef. Ona nigdy nie płacze. Zerwanie naprawdę ją zabolało.
- Czemu nie? - mówiła nadal z czułością Mariah. Starała się jak mogła.
- Stefci chyba chodzi o to, że chłopakc nie musi był ładny, ale żeby był wierny, miły, kochający, żeby się nie spieszył. I ogólnie słodki, ale skate.
- Takkk... - łkała Stef.
- Ale klasę mniej więcej też musi mieć. - dodała Mariah.
- No wiadomo. Stef nie może chodzić z byle kim. - puściłam do niej oczko. - Dobra. Musisz się wziąć w garść.
- OMG! Jak ty wylądasz?! - krzyknęła Mariah na widok rozmazanego makijażu Stef. - Szybko. Za mną! - pobiegłyśmy za nią do WC. Mariah zmyła makijaż Stefci i nałożyła nowy, ale również w jej stylu i bardzo podobny to poprzedniego. Poprawiła jej włosy i wyszłyśmy na lekcje, bo właśnie dzwonek zadzwonił.
- Cisza! Ale cicza! Ale proszę o cisze! - krzyczała Jędza Jadzia. Jędza Jadzia to stara nauczycielka, która zawsze próbuje nas opanować, co się nielicznym udało. Jest chudą babcią z niemiłym wyrazem twarzy, próbowaliśmy wszystkiego żeby była milsza, albo choć raz się uśmiechnęła. Ale na marne, ubiera się w szare, ciemno zielone, bordowe, ciemno złote, ciemno niebieskie lub brudno żółte kostiumy czyli spódnica za kolana, żakiecik do kompletu i pod spód biała bluzka z takimi falbankami przy szyi. Aha, bluzka koniecznie golf. Jędza Jadzia jest dosyć niemiłą nauczycielką z okropnymi zasadami, np.: gdy jesz gume, nie wolno ci chodzić ani biegać po korytarzu, musisz też zachować ostrożność i nie możesz rozmawiać z innymi. My to oczywiście ignorujemy. Ale wracając do klasy;)
- Proszę o uwagę! Siadajcie! - i tak nas uspokajała przez jakieś 5 minut. Aha, zapomniałam dodać, że jesteśmy najgorszą, najbardziej ,,niewychowaną'' klasą w szkole i jest tak od zawsze. W sumie w rzeczywistości jest tak samo:D. Po chwili znudziło nam się wnerwianie jej i się uspokoiliśmy.
- Więc tak. - powiedziała nuczycielka od przyrody. - Zacznijmy od tego, że każdy dzisiaj dostał po uwadze, oprócz Hilarego. - Hilary - pupilek nauczycieli, niezabardzo go lubimy, ale daje nam zadania domowe i daje nam ściągać na kartkówkach i sprawdzianach, no i oczywiście podpowiada nam na pytaniach. Więc jakoś go znosimy. Czasem też dzięki temu właśnie, że jest pupilkiem nauczycieli mamy łaskawszą kare jak coś przeskrobiemy. Jest ok! :D - Dobrze. Za tydzień koniec szkoły, macie się ubrać na biało granatowo. Nie biało czarno.
- Czemu?! - krzyknęły EMOwce.
- Ponieważ wy to wykorzystujecie, aby się ubrać cali na czarno.
- Ohh... - słychać było ciche jęczenie z tyłu klasy gdzie siedzieli EMOwcy. Ja siedziałam w rzędzie pod ścianą tak gdzieś na samym środku czyli w 3 ławce. Przede mną siedziały Stef i Mariah. W pierwszej ławce przed biurkiem siedział Hilary. A reszta miała zmienne miejsca.
- Ale cisza! - powiedziała Jadźka, chociaż w klasie panowała grobowa cisza. Popatrzyliśmy się wszyscy na siebie z dzwinymi wyrazami twarzy o co tej krowie znowu chodzi. Moją uwagę przykłuły oczy jednego EMOwca. Były fioletowe... Ja piernicze! Ale ze mnie idiotka! Kolorowe szkiełka kontaktowe pewnie miałXD. Haha. Dobra. Koniec. Trzeba... Przydałoby się... Zająć lekcją... Haha! Nie nawidze przyrody! Ale ok. No cóż, chcę pójść na dobre studia. Ehh... Zajęłam się lekcją. I tak zleciała reszta lekcji. Przez 10 minut trwały próby uspokajania nas. Potem lekcja. Upomnienia żebyśmy byli cicho. Dalej lekcja... No i wreszcie! Ostatni dzwonek! Dzisiaj... Bleee... Potem wakacje, 3 klasa liceum, studia, praca, mąż, dziecko i normalne życie... Kurde, właśnie wszystkie dni mojego życia przeleciały mi przez głowe. Ahhh...
- Anka! - krzyczała na mnie Stef.
- Co... - zamruczałam pod nosem.
- Zamyśliłaś się. Znowu... - powiedziała Mariah.
- A. Sory.
- My cie może do domu odprowadzimy. - zasugerowała Stef, gdy wychodziłyśmy ze szkoły.
- Nie trzeba. - powiedziała tajmeniczo głos spod kaptura. Stef i Mariah zrobiły mine WTF?! połączoną z O_o?! Przyglądnęłam się bliżej twarzy.
- Justin...? - zapytałam niepewnie.
- Zgadłaś. - wyszczerzył swoje białe ząbki.
- Ty znasz... - Maria chciała krzyknąć ,,Justina Biebera'' ale Stef w odpowiedniej chwili zdołała zatkać jej buzie.
- Tak. - powiedziałam.
- Nawet ze mną chodzi. - powiedział JB z bananem na mordce.
- OMG! - krzyknęła Mariah na cały głos. Tak, że wszyscy obecni na nas spojrzeli. - Muszę to dodać na ,,Kotka''.
- Nie. - powiedziałam równo z JB.
- Czemu? - w głosie Maria słychać było zawód.
- Jak narazie to tajmenica... - szepnął JB i puścił oczko do Mariah. Zarumieniła się.
- Idziemy do domu? - zapytała widocznie znudzona sytuacją Stef.
- Ok. - powiedziałam równo z JB. - Przychodzicie teraz do mnie? - zapytałam dziewczyn.
- Oj przykro mi złotko, ale nie mogę. Umówiłam się już z moim chłopakiem.
- A właśnie. Nie zdradziłaś mi jego imienia... - powiedziałam tajemniczo.
- Nie mogę powiedzieć ,,Kotkowi'', że jesteście parą to ja wam nie powiem jak ma na imię.
- Oscar... - powiedziała dalej znudzona Stef.
- Oscar!? Wow... Zazdroszczę ci. To największe ciacho w szkole. - powiedziałam, Stef pokazała mi palcem na Justina, który kopał nogą ziemie i patrzył w nią ze smętną miną. - Oj no przecież wiesz, że ciebie najbardziej kocham... - powiedziałam i podniosłam jego twarz za podbródek i spojrzałam mu prosto w te jego cudne oczy po czym dałam mu buziaka w usta. Mmmm... :D
- To idziemy? - zapytała lekko zdenerwowana sytuacją Stef.
- Ok. Pa Mariah. - przytuliłam przyjaciółke, Justin też ją przytulił, Stephanie zrobiła to samo.
Poszliśmy do mnie do domu.
- Mamo jesteśmyyy!!! - krzyknęłam na cały głos, a JB i Stef zatkali uszy.
- Co masz na myśli przez ,,jesteśmy''? - usłyszałam głos mamy z kuchni. - O witaj Justin i...
- Stephani. - powiedziała Stef podając mojej mamie ręke.
- Witaj. Halina. - przedstawiła się moja mama. Stef i JB poszli do mojego pokoju, a ja wzięłam cole i chipsy Lay's Apetitte. Mmm:P
- Ej. Idziemy do salonu jakiś film pooglądać? - spytał JB gdy weszłam.
- Trzeba to było mówić na dole.
- Oj no chodź pomogę ci. - Justin wziął cole, ja chipsy, a Stef miała wybierać jakiś film. Justin zasłonił zasłony, pozamykał drzwi. W pokoju było prawie całkiem ciemno. Stef wybrała horror ,,Widmo'' koreańską wersję. Brrr... JB rozwalił sie na środku kanapy, obok ja, a po drugiej stronie Stef.
- Jakby Stef się bała to przytul ją. Tym razem nie będe się pieklić. - powiedziałam do Bibiego.
- Ok. - odpowiedział.
- Nie trzeba będzie... - powiedziała Stef.
- Jeszcze zobaczymy... - JB posłał nam chytry uśmieszek. No i zaczęliśmy oglądać. Początek był strasznie nudny. Więc trochę się pośmialiśmy. Potem było okropnie. Chciałam zasłonić twarz rękami ale JB mi nie dał. Stef siedziała spokojnie, aż do momentu kiedy paskudna zakrwawiona twarz wyskoczyła na ekranie, Stef wrzasnęła na cały dom i się rozpłakała. A tak wgl to po tej mordzie był napis ,,The End...?'' Przytuliliśmy się do Stef.
- Błagam nie mówicie nikomu.
- Ok. - powiedziałam bezinteresownie.
- No nie wiem... - powiedziała JB.
- Nie popisuj się! - upomniałam go.
- No dobra, ok. - powiedział wreszcie.
- Chodź Stef. - zaprowadziłam ją do łazienki, żeby przemyła sobie twarz zimną wodą.
- Dzięki. Nie wiem co mnie napadło...
- Spoko. Ja się przez cały film darłam. Nie jesteś gorsza. - pokazałam jej moje wszystkie ząbki.
- Dzięki... - posłała mi blady uśmiech. - Która godzina?
- Yyy... 17:15.
- To ja ide do domu. Dzięki za wszystko. Papa. - powiedziała ubierając kurteczkę.
- Czekaj odprowadzimy cię. - zaproponował JB.
- Nie trzeba.
- Trzeba. - powiedzieliśmy równo.
- Naprawdę jesteście cudowni i słodcy. - pokazała nam jęzor. - Nie myśleliście o ślubie??
- Nie. - powiedziałam normalnie.
- Jeszcze nie... - Justin posłał mi chytry uśmieszek.
- Yyy... Sama nie wiem. - powiedziałam trochę zdezorientowana. - To... Chodźmy. - Ubrałam katanke i trampki. Justin ubrał bluzę, narzucił kaptur na głowę, okulary na nos, trampki i mogliśmy iść. JB wziął mnie za ręke.
- Ooo... Ale wy słodcy jesteścieee... - powiedziała Stef.
- Ty chcesz mieć chłopaka. - powiedział JB z chytrym uśmiechem.
- Skąd! Wcale, że nie! - powiedziała oburzona Stef.
- No bo wiesz... Ja akurat znam takiego jednego przystojniaka, który chciał by mieć dziewczyne. Jego inicjały to C.B.
- No co ty, Chris?! - krzyknęłam.
- Ooo... Zepsułaś niespodziankę... - powiedział naburmuszony Justin.
- Zaraz zaraz. Jaki Chris? - zapytała zrezorientowana Stef.
- Zobaczysz... - posłałam jej cwaniacki uśmieszek. Przez resztę drogi ja i JB posyłaliśmy sobie chytre uśmieszki, a Stef posłała nam miny WTF?!
- Dobra. To...pa. - Stef.
- No papa. - przytuliłam ją.
- Pa. - JB przybił z nią piątkę.
- Jestem zmęczona. Zaraz jak wrócimy, kolacja i łóżko.
- To drugie brzmi ciekawie... - powiedział JB z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo kolego. - powiedziałam. Doszliśmy do domu dyskutując na temat ,,Jak poznać Stef z Chrisem??''.Zadzwonił telefon Bibiego.
- Halo? ... Nieee... Nie chce mi się... Po jaką cholere... Nieee... Czemu... Ale ja nie chce... Ohhh... No dobra... Ale robie to tylko dla nich... No nara.
- Co jest?
- Muszę jechać na koncert. Strasznie się zapuściłem; zero wywiadów, prawie zero piosenek na nową płytę, zero koncertów, zero autografów i zdjęć, zero wpisów na TT i FB.
- Przperaszam... To przeze mnie.
- Nie skarbie, to nie przez ciebie.
- Powiedz mi szczerze, sam dobrze wiesz, że to przeze mnie.
- To nie przez ciebie mycho, i tak miałem sobie mini przerwe zrobić, bo już nie wyrabiałem. Ehhh... Masakra.
- A na ile wyjeżdżasz??
- Na miesiąc... - w tym momencie padliśmy sobie w ramiona jak Romek i Julcia, ja zaczęłam płakać, on mnie głaskał, całował, ale widziałam, że jemu też popłynęła 1 czy 2 łzy. Gdy już się uspokoiliśmy...
- Kiedy jedziesz? - popaczyłam mu w paczadełkaXP.
- Za tydzień... Nie wiem jak ja bez ciebie wytrzymam tyle.
- Ja też nie wiem...
- Czekaj chwilke... - powiedział, odszedł i zadzwonił do kogoś. Ciekawe o co mu chodzi... O. Wraca.
- Do kogo dzwoniłeś?? - zapytałam i powiesiłam mu ręce na szyi, a on mnie objął rękoma w pasie.
- Do Scootera. Mam pomysł... - wyszczerzył się - Chcesz ze mną jechać w trase koncertową??
- Justin... - pocałowałam go. - Nawet nie wiesz jak bardzo chcę jechać, ale nie mogę...
- Czemu...? - zapytał smutny.
- Przyjeżdżają do mnie przyjaciółki z Polski. Bardzo chciałabym jechać, ale nie mogę ich zostawić na czas, kiedy przyjadą. Strasznie cię przepraszam...
- Dobra... Nic się nie stało. Rozumiem.
- Wiesz, że cie kocham i dla ciebie skoczyłabym w ogień. Ale... - przerwał mi pocałunkiem.
- Spokojnie... Rozumiem. - uśmiechnął się czule.
- Dziękuje... - powiedziałam i wtuliłam się w niego.
- No, moje gołąbeczki. A teraz na kolacje. - powiedziała Jula z pokerface'm.
- Hahahaha! - zaśmialiśmy się z Bibim. JB wziął mnie na barana, a Jule na ręce i poszliśmy na dół.
- Silny jesteś. - powiedział z podziwem tata. - Ale i tak ci współczuje. - dodał po czym się wyszczerzył. Zjedliśmy ciągle gadając, a najwięcej to chyba mówiła Julka. Podziękowaliśmy i poszliśmy na góre.
- Masz fajną rodzinke.
- A ty masz super mame.
- No niby tak, ale... - zaciął się.
- Ale?
- No ale u mnie jest tak pusto w domu. Nie wiem jak to mama wytrzymuje, gdy mnie nie ma.
- Chyba mam pomysł...
- Zamieniam się w słuch. - powiedział JB, po czym podniósł jedną brew. Strrrasznieee śmiesznie to wyglądaXD.
- Jak wyjedziecie na trase. Moi rodzice by zamieszkali u sąsiadów, czy kogoś bliskiego, a ja z dziewczynami z Polski u Mariah. Ona ma strasznie duży dom.
- Nadal nie rozumiem.
- Chodzi mi o to, że w tym czasie moglibyśmy zatrudnić robotników, żeby jakoś zburzyli te ściany, które dzielą nasz dom- bliźniaka i żeby powstał 1 dom. To wtedy nie byłoby u was tak pusto.
- Aaa... A wiesz, to całkiem niezły pomysł. Moja mama często narzeka, że tak pusto w domu i by twoich przekonała. Mamy kase.
- Moi rodzice też nieźle zarabiają. Stare, ale użyteczne rzeczy sprzedają na allegro, a jakieś nieużyteczne, rozkładają na kawałki i sprzedają w kawałkach.
- I ktoś to kupuje?
- Tak, i jak najbardziej legalnie. - powiedziałam z zacieszem.
- Czyli... POŁĄCZYMY DOMY!!!
- TAKKK!!! - i znów padliśmy sobie w ramiona. - To komu najpierw idziemy to powiedzieć??
- Chyba mojej mamie, bo z nią będzie łatwiej.
- No ok. To na co czekamy??
- Na to... - powiedział i zaczął mnie całować po ustach i szyi.
- Justinnn... - zamruczałam.
- Co... - odmruczał.
- Przestań...
- Czemu... Przecież widzę, że ci się podoba...
- Ale przestań... - nic nie odpowiedział, tylko położył mnie na łóżko i kontynuował zajęcie. Zaczął zdejmować mi bluzke. - Przestań. - powiedziałam twardo.
- Czemuuu???
- Jula... Cześć.
- Hejka. - Julcia weszła do pokoju. - Co robicie??
- Gadamy. - powiedział JB.
- A o czymmm...??
- Hmmm... Trudno to określić. W sumie to o niczym... - powiedziałam.
- Ale jak to jest gadać o niczym??
- O tak. - powiedział JB. - Dżem.
- Parówki?? - ja.
- Nie, nie kanapka. Szczeniaczek.
- Ale jaki pasztet. - gdy my zajęliśmy się rozmową, Jula tarzała się po podłodze ze śmiechu.
- Patelnia jest spoko.
- Nie. Zdecydowanie wolę pieczoną mysz.
- Ale, świnia jest gruba.
- Nie obchodzą mnie modelki. Dobra, dobra. Wystarczy, bo zaraz Jula się posika. - przerwałam to wszystko.
- Dobra Jula. My idziemy, bo mamy sprawę. Paa... - powiedział JB i dał buziaka Juli.
- Papaa. - przytuliłam Julcie.
- No pa. - wyszła z mojego pokoju.
- No to jak. Idziemy moja damo? - podstawił mi się tak, żebym go wzięła pod ręke.
- Pieprzysz jak połamaniec, ale tak. - powiedziałam równie zabawnie poważnym tonem, jak on. Zaśmialiśmy się, puściliśmy się i poszliśmy na do jego mamy.
- Boje się... - JB.
- Czego? - ja.
- Że mama się nie zgodzi. Znów dom będzie pusty... - powiedział i się trochę zasmucił.
- Nie przejmuj się...
- O cześć Justin! Cześć Ania. Przyszedłeś się z tatą przywitać? - powiedziała Pattie całkiem przyjaźnie.
- A. Jeszcze jest? To pa... - powiedział JB i wyszedł.
- Dowidzenia. - szepnęłam i wyszłam za nim. - Ej. No co jest?
- Nie chcę go widzieć! Nie rozumiesz?! - krzyknął i jak na zawołanie zaczęła się ulewa.
- Nie obchodzi mnie to! Może czujesz się skrzywdzony, ale to nie znaczy, że musisz się do końca życia na niego obrażać! To twój tata! Bez niego byś nie istniał!
- I dobrze! Tym razem mówie na serio! Żałuje wszystkiego!WSZYSTKIEGO!!!
- Nawet nas... - powiedziałam z łzami w oczach, których nie było widać bo padał deszcz.
- TAK!!!
- Dobra! Czyli z nami koniec!
- Tak! Koniec... Czekaj co?! Koniec?
- Tak. - powiedziałam sucho - Powiedziałeś, że żałujesz nawet nas!
- To nie tak... Naprawde przepraszam... Emocje mi puściły...
- Teraz już za późno. Jutro oddam ci twoje rzeczy... - powiedziałam nie wyrażając jakichkolwiek emocji.
- Ale... CZEKAJ! - krzyknął gdy wbiegałam do domu. Teraz już za późno. Mogłam się tego spodziewać. Takie gwiazdy często pękają i mówią to, co naprawde zawsze chcieli powiedzieć.
- Matko Boska! Co ci się stało?! - krzyknęła mama widząc mój stan.
- Nic. Nie ważne. Idę do siebie. Aha i tato... Odniesiesz jutro Justinowi jego rzeczy.
- Pokłóciliście się? - zapytała mama lecz ja już byłam w swoim pokoju. Wzięłam szybki prysznic i w bieliźnie usnęłam.